We wtorek przed południem złoty kontynuował bardzo silne spadki z poniedziałku. Zdaniem analityków mamy do czynienia z kolejną trzecią już fazą osłabienia złotego. Kurs złotego może wkrótce przebić magiczną granicę 5 zł za euro.
Pierwszy etap słabości złotego
Według Jacka Maliszewskiego z Alpha Financial Services, do tej pory obserwowaliśmy już trzy fazy deprecjacji rodzimej waluty. W okresie od sierpnia do października mieliśmy do czynienia z atakiem spekulacyjnym ze strony zagranicznych funduszy hedgingowych oraz kilku dużych amerykańskich banków. Instytucje te osiągnęły olbrzymie zyski poprzez zakup od polskich eksporterów opcji Call (EUR/PLN oraz USD/PLN) o dużej wartości, a następnie stopniowego osłabiania złotego.
Etap drugi - panika polskich podmiotów
Jako drugą fazę deprecjacji rodzimej waluty Jacek Maliszewski wskazuje na okres od listopada do stycznia, kiedy to krajowe podmioty gospodarcze zamykały swoje transakcje terminowe. Eksporterzy zamykali wówczas swoje nadmiarowe zabezpieczenia. Chcąc tego dokonać zmuszeni byli do zakupu zagranicznej waluty na rynku, co oczywiście skutkowało ich umocnieniem. Wiele firm w związku z dynamicznym umocnieniem jena zamykało również transakcje CIRS jen-złoty. Maliszewski jednak zaznacza, że „większość firm albo już pozamykała swe nadmiarowe zabezpieczenia, albo porozumiała się z bankami finansującymi utrzymanie tych transakcji i zrestrukturyzowała portfel zabezpieczeń.”
Obecnie – trzeci etap deprecjacji
Trwająca jednak obecnie, trzecia faza osłabienia złotego, jest według Maliszewskiego następstwem „wysysania” przez zagraniczne spółki matki kapitałów z polskich spółek córek. Proces ten dotyczy głównie branży finansowej, ale również produkcyjno-usługowej. „Drenaż kapitałów za granicę powoduje, iż zagraniczne podmioty zamieniając złotego na swoją walutę krajową przyczyniają się do podbijania kursu euro-złoty oraz dolar-złoty.” – podkreśla Maliszewski.
Jeszcze jeden cios dla złotego?
Ekspert z AFS jednak zauważa, że jest jeszcze jeden czynnik, który w niedalekiej przyszłości może stać się kolejnym sprawcą deprecjacji rodzimej waluty. Chodzi o zagraniczne banki, które pożyczały pieniądze polskim bankom na finansowanie akcji kredytowych. Okazuje się bowiem, że zagraniczne instytucje szukając pieniędzy, które mogą zwiększyć ich płynność finansową, zażądały spłaty całości długu. Do tej pory natomiast zadawalały się jedynie jego rolowaniem i spłatą należnych odsetek. Polskie banki chcą sprostać tym wymaganiom muszą zakupić waluty na rynku, co dodatkowo wpłynąć może na deprecjację złotego. Narodowy Bank Polski oszacował, że polskie banki w ten sposób w najbliższych 3 miesiącach będą musiały spłacić około 23 mld dolarów.
Pęknie granica 5 zł za euro?
"Choć ostatnie chwile przyniosły zahamowanie deprecjacji złotego, to można się spodziewać, że negatywne nastroje wśród inwestorów sprawią, że do końca dnia polska waluta będzie się nadal osłabiać, a jeszcze w tym tygodniu kurs euro przebije poziom 5 zł" - twierdzi analityk TMS Brokers Marek Wołos.
Wołos podkreśla, że rynek źle przyjął wczorajszy raport Narodowego Banku Polskiego nt. wejścia do strefy ERM 2 i komentarze prezesa Skrzypka, który ocenił że w obecnej sytuacji nie jest to korzystne.
"Dziś spadek złotego nieco zahamowała słowna interwencja wicepremiera Schetyny" - ocenił Wołos. Podkreślił, że dziś złoty osłabia się w podobnym tempie, co inne waluty krajów regionu (czeska korona, forint), ale wczoraj był od nich wyraźnie słabszy. Jego zdaniem, choć jeszcze w tym tygodniu euro/złoty przebije poziom 5 zł, to potem nastąpi odreagowanie.
"Duża część inwestorów zacznie realizować zyski, podobnie było w przypadku przebicia strategicznych poziomów przez węgierski forint" - mówi Wołos.
Według analityka, rynek poważnie martwi się o stan sektora bankowego w regionie. Silne są też obawy, że nie tylko Ukraina, ale i Rosja stanie wkrótce na skraju bankructwa.
Radosław Jaszczak, Bankier.pl/ISB



























































