Mija 10 lat od upadku Lehman Brothers

główny analityk Bankier.pl

Ani się człowiek obejrzy, a tu minęła cała dekada od największego bankructwa w branży finansowej. I choć wcale nie był to początek największego kryzysu finansowego po 1945 roku, to właśnie upadek Lehman Brothers najmocniej wrył się w zbiorową pamięć rynku.

Największy kryzys finansowy XXI wieku wybuchł w lipcu 2007 roku, gdy upadły dwa fundusze banku Bear Stearns. Były to pierwsze na Wall Street ofiary tlącego się wtedy od roku kryzysu subprime - czyli niskiej jakości kredytów hipotecznych. To latem 2007 roku na rynkach akcji zaczęła się bessa, a gospodarka Stanów Zjednoczonych zaczęła chylić się ku recesji. Reakcja rynku była nerwowa (ostra przecena na giełdach w sierpniu ’07), ale wtedy jeszcze mało kto rozumiał powagę sytuacji. Tym bardziej, że jesienią giełdowe indeksy wyrównały – a w niektórych przypadkach (np. S&P500, WIG20) – nawet poprawiły czerwcowe rekordy.

Hibernacja kryzysu nie trwała długo. Już w styczniu 2008 przez rynki przetoczyła się paniczna wyprzedaż akcji, a Rezerw Federalna próbowała ratować sytuację rozpaczliwymi cięciami stóp procentowych. Nic to nie dało. Bear Stearns padł w marcu 2008 roku. Formalnie nie było to bankructwo, lecz przejęcie jego aktywów przez bank JP Morgan Chase, który dostał na ten cel specjalną pożyczkę z Fedu w kwocie 30 mld dolarów.

(Reuters)

Wypierana recesja i błędy Fedu

Wielu sądziło wtedy, że kryzys został zażegnany lub przynajmniej opanowany. Mało kto wiedział wtedy, że gospodarka Stanów Zjednoczonych już znajdowała się w recesji. Aż do jesieni niewielu odważyło się przyznać, że jest źle. A wkrótce miało być jeszcze gorzej, bo decydenci w bankach centralnych kompletnie nie rozumieli, co jest grane. Sądzili, że jest to kryzys płynności w systemie bankowym, na który reagowali zwiększaniem tejże płynności. Tymczasem był to kryzys ZAUFANIA – banki przestały pożyczać sobie pieniądze, bo nikt nie wiedział, kto trzyma w bilansach toksyczne hipoteki spod szyldu subprime. Ponadto szef Fedu Ben Bernanke i całe sztaby fedowskich analityków nie doszacowali skali zjawiska. Subprime nie było małym ogniskiem zapalnym, lecz stertą łatwopalnych papierów, od których ogniem zajął się cały domek z kart fiducjarnego pieniądza,

Jeszcze latem 2008 roku mimo bessy na rynkach akcji nastroje inwestycyjne nie były takie złe. W recesję w USA nie bardzo wierzono (choć trwała już od pół roku!). Ceny surowców biły historyczne rekordy, z ropą po prawie 150 USD za baryłkę włącznie. Wciąż szybki wzrost gospodarczy notowały kraje rozwijające się – do połowy roku dynamika PKB  w Polsce utrzymywała się koło 5%. I nie było u nas ekonomisty, który wtedy wróżyłby gwałtowne spowolnienie. Wszyscy byli w błędzie!

Pamiętam atmosferę z sierpnia 2008 roku. Kto był na rynku, ten widział, że nie jest dobrze. Spekulowano, że paść mogą kolejne instytucje „zbyt duże, aby upaść”. I faktycznie rząd USA po kolei bailoutował kolejne kostki domina:  quasipaństwowe agencje hipoteczne Fannie Mae i Freddie Mac, bez których amerykański rynek mieszkaniowy by nie istniał. Ratunku doczekała się nawet firma ubezpieczeniowa AIG, choć skala głupoty i chciwości jej kierownictwa była zatrważająca. „Zasadniczo kontynuujemy system, w którym zyski są sprywatyzowane, a straty rozdzielone na całe społeczeństwo” – skwitował to wszystko wówczas profesor Nouriel Roubini.

Ale nie uratowano Lehmana

Do dziś nie wiemy, dlaczego tak się stało. Plotka głosi, że gdy w Waszyngtonie ważyły się losy Lehman Brothers, prezes tej niesławnej firmy bawił na turnieju brydżowym i nie odbierał telefonów. Trudno mi w to uwierzyć, choć wiem, jak wciągająca jest to gra. Tak czy siak 13 i 14 września 2008 roku zapadła decyzja, że władza nie uratuje Lehmana. Zwłaszcza że już w poprzednich dniach od liczącego sobie 158 lat historii banku odwróciło się Wall Street. Z Lehmanem po prostu przestano handlować i pożyczać mu pieniądze, co w zasadzie przesądzało sprawę bankructwa.

W poniedziałek, 15 września potwierdziło się, że Lehman Brothers bankrutuje. To był szok. Upadek jednego z czterech największych banków na Wall Street, mającego ponad 800 mld USD aktywów. Inwestorzy byli zszokowani, że po bailoucie Bear Stearnsa politycy pozwolili upaść Lehmanowi. Przecież to nie tak miało być!

 No i się zaczęło

Pamiętam dobrze ten dzień, mimo że 10-letni pokład czasu otoczył już te wydarzenia lekką mgiełką niepamięci. To była prawdziwa panika. Ludzie nie mogli uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Zachowując wszelkie proporcje – z takim samym niedowierzaniem 7 lat wcześniej wpatrywaliśmy się w ekrany telewizorów, widząc drugiego boeinga wbijającego się w wieżę Word Trade Center. Chyba każdy ówczesny uczestnik rynku miał świadomość, że uczestniczy w wydarzeniach historycznych.

Bo oprócz Lehmana z finansowego krajobrazu z dnia na dzień zniknęło kilku innych niewypłacalnych gigantów. Bank of America za prawie 50 mld dolarów przejął Merrill Lynch. Wells Fargo „łyknął” Wachovię, a kilka tygodni później ruszyła akcja ratowania banków (za pieniądze podatników, rzecz jasna) w Europie (m.in. Fortis, ING, KBC, RBS)

(Bankier.pl)

Była to chwila nieciągłości systemu. Inwestorzy tłumnie rzucili się do wyjść ewakuacyjnych. Akcje i obligacje korporacyjne poleciały na zbity pysk. Ceny surowców spadały po kilka procent dziennie. Waluty rynków wschodzących (w tym polski złoty) zostały zdruzgotane, tracąc w kilka miesięcy po kilkadziesiąt procent (np. złoty w 5 miesięcy stracił prawie 50% względem dolara). Rynek pożyczek międzybankowych praktycznie zamarł – nikt nikomu nie chciał pożyczać pieniędzy. Krótkoterminowy Libor dla dolara wystrzelił do 7%, choć cena pieniądza w bankach centralnych szybko zmierzała w stronę zera. Istny finansowy Armageddon.

(Bankier.pl)

Jedynymi aktywami, jakich wówczas chcieli inwestorzy, był amerykański dolar i amerykańskie papiery skarbowe. Wszystko inne było wyprzedawane. Nawet kontrakty na złoto i srebro. Tak, tak… w kilka tygodni po upadku Lehmana tzw. cena złota osiągnęła roczne minimum. Stało się tak, ponieważ przestraszeni i zlewarowani gracze z rynku terminowego panicznie zamykali długie pozycje – albo z braku środków na depozyt zabezpieczający, albo ze strachu przed zapaścią systemu. Doszło do tego, że notowania kontraktów terminowych na złoto i srebro mocno spadły, ale fizyczny metal przestał być dostępny. Po jakiejkolwiek cenie. Po prostu nie było go u dilerów. Bo kto miał, ten nie chciał sprzedawać. A kto chciał kupić, musiał się sporo napocić.

Lekcje sprzed dekady

Co nam z tego wszystkiego zostało po dekadzie? Anormalna polityka banków centralnych – to jasne. Zerowe (a gdzieniegdzie wręcz ujemne!) stopy procentowe dekadę temu uważano za awaryjne i TYMCZASOWE rozwiązania mające na celu uratować system fiducjarnego pieniądza przed ostateczną zapaścią. Powiedzmy to sobie jasno: jesień 2008 to był stan śmierci klinicznej współczesnego systemu finansowego. Pacjent został podłączony pod kroplówkę i respirator. Dzięki temu (jeszcze) nie umarł, ale do dawnej sprawności też nie powrócił. Przy życiu utrzymuje go tylko monetarna heroina w postaci kolejnych dawek "ilościowego poluzowania" (QE). Gdyby było inaczej, to stopy procentowe mielibyśmy teraz na poziomie przynajmniej 3-4%, a wszelkie QE byłyby już odległą historią.

Nasza relacja z 15.09.2008 r.:Trzęsienie ziemi na Wall Street

Przekonaliśmy się, w jak kruchym ładzie monetarnym przyszło nam żyć i jak łatwo znalazł się on na skraju terminalnej zapaści. Wystarczyło kilka miesięcy. A sam krach rozegrał się w ciągu tygodni. Ludzie kompletnie nie rozumieli tego, co tak naprawdę się dzieje. Pamiętam, jak jeszcze we wrześniu 2008 roku spanikowani mieszkańcy Wrocławia ustawiali się pod bankami, aby otrzymać upragniony kredyt we frankach szwajcarskich. Bo wiedzieli, że za chwilę tanich „franków” może zabraknąć. I nie docierały do nich żadne argumenty: że idzie kryzys, że Lehman i że w ogóle nie wiadomo, co będzie dalej. I faktycznie: „franki” szybko się skończyły, bo po wrześniu ’08 żaden zagraniczny bank nie chciał handlować swapami walutowymi z bankami z Polski. Bankierów ratował Narodowy Bank Polski.

(Bankier.pl)

Obchody 10. rocznicy plajty Lehmana przebiegają w dobrych nastrojach. Na Wall Street trwa najdłuższa (choć zależy, jak kto liczy) hossa po II wojnie światowej. Wyceny amerykańskich akcji są wygrzane jak prawie nigdy wcześniej. Ale wciąż rosną. Giełdowe indeksy biją historyczne rekordy. Poza Ameryką tak wesoło już nie jest. Rynki wschodzące szargane kolejnymi lokalnymi kryzysami (Turcja, Argentyna… kto następny?) pogrążają się w bessie. Niewiele lepiej jest w Europie i Japonii, gdzie sztucznie wywołany prasami drukarskimi wzrost aktywności gospodarczej łapie zadyszkę.

Chiny – czyli przypuszczalnie największa bańka kredytowa w dziejach – pozostaje enigmą. Chyba nikt tak na dobrą sprawę nie wie, jak wygląda faktyczny stan drugiej gospodarki świata. Amerykanie tryskają za to optymizmem, bo dzięki cięciom podatkowym Donalda Trumpa i wciąż luźnej polityce monetarnej cieszą się najszybszym od 4 lat wzrostem PKB i rekordowo niskim bezrobociem. Nie przejmują się horrendalnym długiem publicznym, nadmiernymi wydatkami rządu federalnego (na „socjał”, aparat "bezpieczeństwa", biurokrację i armię) oraz nierozsądnie rozpoczętą przez prezydenta Trumpa wojną handlową z Chinami.

Co pamiętasz z upadku Lehman Brothers?

10 lat to na rynkach finansowych niemal epoka. W związku z okrągłą rocznicą upadku Lehman Brothers postanowiliśmy sprawdzić Państwa wiedzę i/lub pamięć o wydarzeniach z tamtych dni.

Czy po dekadzie coś istotnego naprawdę się zmieniło? Zaryzykowałbym stwierdzenie, że raczej nie. A jeśli już, to raczej na gorsze. Niespłacalne długi Zachodu i Chin (państw, ludzi i przedsiębiorstw) stały się jeszcze większe. W 2007 roku globalna relacja długu (prywatnego, bankowego i publicznego) do PKB wynosiła 276%. Dekadę później było to już 327%. A więc sporo za dużo niż uważane za bezpieczne 180%. Proces odwrotu od nadmiernego zadłużenia się nawet się nie rozpoczął!

Banki „za duże, aby upaść” stały się jeszcze większe i wciąż terroryzują podatników, jak w zeszłym roku we Włoszech. Wszechwładza bankierów centralnych nad pieniądzem i "rynkiem" finansowym jest większa i bardziej despotyczna niż przed dekadą. Bankierzy, inwestorzy, prezesi i zwykli ludzie nadal wierzą w iluzję kredytowej prosperity. Na świecie wciąż dominuje przekonanie, że wzrost gospodarczy jest tylko funkcją akcji kredytowej. I że jedyne, czego nam potrzeba, to więcej długu (czyli pieniądza). To przekonanie prędzej czy później się na nas zemści. I to w taki sposób, że jesień 2008 roku będzie przy tym wspominana jako niewinna igraszka. Paradoksalnie, im dalej (w czasie) jesteśmy od poprzedniego kryzysu, tym bliżej jesteśmy nowego. Przy pieniądzu pozbawionym wartości wewnętrznej i kreowanym w dowolnych ilościach po koszcie bliskim zera kolejny kryzys jest tylko kwestią czasu. Nie pytajmy zatem „czy?”, tylko „gdzie?” i w „jaki sposób?” wybuchnie. Nie pytajmy za to „kiedy?”, bo to jest kompletnie nieprzewidywalne.

10 wykresów na 10. rocznicę plajty Lehmana

10 wykresów na 10. rocznicę plajty Lehmana

Upadek banku inwestycyjnego Lehman Brothers był na rynkach finansowych pewną cezurą.  Z tej okazji prezentujemy Państwu zestawienie 10 wykresów obejmujących okres ostatnich 10 lat.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 2 atyp1

Upadek lechmana nie mial dla swiata zadnego znaczenia....Z A D N E G O ! Trzebamiec troche oleju w glowie panie redaktorze.

! Odpowiedz
6 2 silvio_gesell

Tego się nie da czytać, w XIX wieku banki padały jak mu chy i to był chleb powszedni.

! Odpowiedz
4 4 silvio_gesell

Jedyne co należało napisać w tym sensacyjnym artykule, to że 10 lat temu rządy sprzedawały 10-cio letnie obligacje, które teraz muszą przerlować.

! Odpowiedz
1 19 fakpejsy

Najwiekszy kryzys dopiero nadchodzi!

! Odpowiedz
12 14 specjalnie_zarejestrowany2

Pamietam, na tej panice zarobiłem swoj drugi milion (pierwszy byl z uczciwej pracy).

! Odpowiedz
15 5 po_co

Dlatego pora w końcu umówić się na jakaś walutę wirtualną, a bitcoin tutaj to akurat najgorszy z możliwych przykładów, i pokazać bankom środkowy palec.
Nadużycia będą obecne zawsze bo to nie wina systemu tylko ludzi ale odrywając się od globalnego systemu zyskujemy niezależność i pełny wpływ na ceny towarów.

Bez dużego ataku w stylu Warrena Buffetta nikt nie będzie w stanie skutecznie zniszczyć waluty.

PS. Wirtualna waluta nie mysi być walutą cyfrową. Zawsze dziwiło mnie, że akurat Amerykanie dają sobie narzucić prohibicję albo zakaz posiadania złota.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 78 kimdzongtusk

"A wkrótce miało być jeszcze gorzej, bo decydenci w bankach centralnych kompletnie nie rozumieli, co jest grane." Panie Krzysztofie , rozumieli, i to doskonale rozumieli ! Pamiętam, jak straszono, że jak się nie uratuje "zbyt dużych żeby upaść" to cofniemy się do epoki kamienia łupanego. Kryzys został wykorzystany do gigantycznego skoku na kasę tego przysłowiowego 1% uprzywilejowanych. Ludzie potracili domy, pracę, klasa średnia uległa pauperyzacji a chłopcy z banków za uratowanie systemu kosztem podatnika wypłacili sobie milionowe premie.
Transfer od 99% do 1% trwa nadal, tylko na większą skale.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 69 sel

Papierowe złoto na kontraktach bez pokrycia w surowcu nawet w 3% taniało bo każdy z tych papierów uciekał, a metalu nie było , ale fizyczny metal drożał niebotycznie , bo nikt mądry nie chciał go sprzedać po papierowej cenie... i tak już zostało ...

! Odpowiedz
WIG 0,01% 58 237,83
2018-09-21 17:05:00
WIG20 -0,05% 2 257,47
2018-09-21 17:15:00
WIG30 -0,04% 2 566,05
2018-09-21 17:15:00
MWIG40 0,19% 4 071,02
2018-09-21 17:05:00
DAX 0,85% 12 430,88
2018-09-21 17:34:00
NASDAQ -0,51% 7 986,96
2018-09-21 22:03:00
SP500 -0,04% 2 929,67
2018-09-21 22:00:00

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl
Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.

Przemek Barankiewicz - Redaktor naczelny portalu Bankier.pl

Jesteśmy najważniejszym źródłem informacji dla inwestorów, a nie musisz płacić za nasze treści. To możliwe tylko dzięki wyświetlanym przez nas reklamom. Pozwól nam się dalej rozwijać i wyłącz adblocka na stronach Bankier.pl

Przemek Barankiewicz
Redaktor naczelny portalu Bankier.pl