Związkowcy chcą, by pensje w przedsiębiorstwach prywatnych były jawne. W teorii lista płac miałaby być udostępniania każdemu zatrudnionemu w danej firmie, tak by wiedział, ile zarabia prezes, a ile sprzątaczka. Zdaniem związkowców wpłynęłoby to pozytywnie na podniesienie płac, ale także na wyrównanie dochodów kobiet i mężczyzn.
Pomysł jest co najmniej kontrowersyjny. Lista płac miałaby być dostępna dla każdego pracownika danej firmy, który dowiedziałby się, ile zarabiają pozostali. W Polsce ludzie nie lubią rozmawiać o swoich dochodach, zwykle trzymając je w tajemnicy. Niektórzy wstydzą się, że zarabiają mało, inni nie chcą ujawniać swoich wysokich dochodów, by nie psuć relacji ze współpracownikami.
Równouprawnienie kobiet i mężczyzn
![]() | » Wzrasta ryzyko utraty pracy |
Argumentem przeciw jest fakt, że wiele kobiet otrzymuje niższe średnie wynagrodzenia, ponieważ częściej niż mężczyźni korzystają z urlopów, np. na dzieci. Panie zarabiają przeciętnie 19% mniej niż mężczyźni. Pozostaje pytanie, w jakim stopniu niższe wynagrodzenia zależą od dyskryminacji.
Pomysł związkowców raczej nie ma szans na realizację. Jednak zwraca on uwagę na inny problem. Otóż w Polsce w ofertach pracy nie informuje się o płacy na danym stanowisku. W innych krajach normą jest określanie widełek płacowych, np. „kasjer-sprzedawca, zarobki od 1,5 tys. do 2 tys. euro brutto”. U nas nie jest to zbyt popularne.

Ile zarabiamy?
Polacy zarabiają kiepsko. Przeciętne wynagrodzenie to 3,7 tys. zł brutto, czyli 2,6 tys. zł netto. Jednak połowa pracowników w Polsce otrzymuje do 2,9 tys. zł brutto, czyli 2,1 tys. zł netto. Blisko 18% (ok. 2,8 mln) pracujących zarabia mniej niż 1,8 tys. zł brutto, czyli 1,3 tys. zł netto. Z danych GUS-u wynika, że co 9. zarobiona przez pracowników złotówka to efekt otrzymanych premii i nagród.
Równocześnie mamy stosunkowo wysoką wydajność pracy, która wynosi ok. 60% średniej unijnej. Płace natomiast mamy prawie 4-krotnie niższe. Innymi słowy, istnieje spora luka w wynagrodzeniach. Z jednej strony wynika ona z ukrywania części dochodów w szarej strefie, a z drugiej właśnie ze stosunkowo wysokiego bezrobocia, które wpływa na małą presję płacową. Niskie pensje nie wynikają tylko z pazerności pracodawców, ale głównie z tego, że inwestują oni w podniesienie wydajności pracy, czyli np. zakup nowych technologii, które umożliwią im produkcję dóbr i usług o wyższej wartości.
Każdy kij ma dwa końce
Projekt ujawnienia płac ma zasadniczą wadę. Każdy ma prawo do prywatności i nie musi dzielić się ze swoimi współpracownikami informacjami o zarobkach. Z drugiej strony pomysł ujawnienia płac rzeczywiście mógłby pozytywnie wpłynąć na ich zwiększenie, a także na zrównanie pensji kobiet i mężczyzn. Jednak niekoniecznie musi być to realizowane w taki sposób.
Łukasz PiechowiakBankier.pl






























































