Inwestorzy chcą mieć nadzieję, że poniedziałkowa deklaracja prezydenta Trumpa doprowadzi do zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie. Te nadzieje poniosły też polskiego złotego, dzięki czemu kurs euro powrócił w pobliże środka wojennego „korytarza”.


Prezydent USA Donald Trump ogłosił światu, że prowadzi negocjacje z Iranem i że zarządził wstrzymanie na 5 dni zapowiedzianych wcześniej ataków na irańskie elektrownie. Inwestorzy potraktowali to jako kolejne TACO (ang. Trump Alwaus Chickens Out – czyli Trump zawsze tchórzy) i zaczęli pospiesznie kupować przecenione wcześniej aktywa. Giełdowe indeksy na całym świecie szybko wymazały poniedziałkowe straty i ochoczo ruszyły w górę.
Inwestorom nawet niespecjalnie przeszkodziło to, że władze Iranu zdecydowanie zaprzeczyły doniesieniom o jakichkolwiek rozmowach pokojowych, podczas gdy Donald Trump konsekwentnie twierdził, że rokowania trwają. Nadal dochodzi też do wzajemnych ataków rakietowych, a Cieśnina Ormuz pozostaje zasadniczo zamknięta dla żeglugi.
- Mimo sygnałów deeskalacji droga do wygaszenia konfliktu może być długa i wyboista, a wynik rozmów pokojowych pozostaje wysoce niepewny. W efekcie oczekujemy utrzymania podwyższonej zmienności w obrębie krótkoterminowych trendów bocznych na EURPLN i USDPLN – ocenili analitycy PKO BP.
W rezultacie we wtorek rano kurs euro kształtował się na poziomie 4,2679 zł, rosnąc o 0,7 grosza względem poniedziałkowego kursu odniesienia. A jeszcze wczoraj przed południem notowania euro zbliżały się do linii 4,30 zł. Teraz kurs EUR/PLN znajduje się blisko środka marcowego zakresu wahań. Od wybuchu wojny z Iranem kurs euro porusza się w zakresie 4,2250-4,3070 zł.

- Zakładamy, że w najbliższych dniach kurs EURPLN będzie poruszał się w przedziale 4,24–4,29, a USDPLN w zakresie 3,64–3,7450 – napisali w porannym raporcie ekonomiści PKO BP.
Poniedziałkowe straty odrabiał dolar amerykański, o poranku wyceniany na 3,6808 zł. To o blisko 1,4 grosza wyżej niż dzień wcześniej. Marcowe maksimum na parze dolar-złoty położone jest na wysokości 3,7510 zł. I dopóki poziom ten nie zostanie trwale wybity, to polska waluta nie powinna się znacząco osłabiać.
Siły wyraźnie tracił za to frank szwajcarski – czyli inna klasyczna „bezpieczna przystań” dla światowego kapitału. We wtorek rano helwecka waluta kosztowała 4,6763 zł. Wprawdzie to o 1,3 grosza więcej niż dzień wcześniej, lecz zarazem już o 12 groszy mniej niż jeszcze w zeszły poniedziałek. Funt brytyjski chodził po 4,9346 zł, a więc o 0,6 grosza powyżej kursu odniesienia.
KK




























































