Kurs euro w dalszym ciągu utrzymywał się blisko najwyższych poziomów w tej dekadzie. W dół poszły natomiast notowania dolara, który od poniedziałku wymazuje zeszłotygodniowe wzrosty.


Nastroje na światowych rynkach finansowych pozostają niezwykle zmienne. Od miesiąca w zasadzie po każdej wzrostowej sesji następują spadki. Jak na razie sytuacji nie ustabilizowały ani nielimitowane QE w Rezerwie Federalnej ani dwubilionowy pakiet fiskalny przyjęty w nocy przez Senat USA.
Stąd i brak chętnych na zakupy mocno przecenionych walut rynków wschodzących. Po drastycznej wyprzedaży złotego z ostatnich kilkunastu dni polska waluta znalazła się na poziomach niewidzianych od wielu lat. I w przypadku najważniejszej dla nas pary walutowej – czyli euro-złotego – wciąż tam pozostaje.
W czwartek o 9:40 kurs euro kształtował się na poziomie 4,5904 zł i był o ponad trzy grosze wyższy od środowego kursu odniesienia. Po krachu z początku 2009 roku tak wysoki kurs euro obserwowaliśmy tylko dwa razy – w grudniu 2011 roku (4,5911 zł), gdy waliła się strefa euro - oraz w zeszłym tygodniu.
Dobrą wiadomością jest jednak osłabienie dolara, który względem europejskiej waluty traci od początku tygodnia. Kurs EUR/USD podniósł się już z 1,0635 do 1,0938 po tym, jak wcześniej spadł z niemal 1,15 w pobliże 1,06 – czyli najniższego poziomu od trzech lat. W rezultacie na polskim rynku kurs dolara obniżył się do przeszło 4,20 zł z ponad 4,30 zł obserwowanych na początku tygodnia.

W ostatnich dniach względem euro osłabił się także frank szwajcarski. W czwartek rano za helwecką walutę trzeba było zapłacić ponad 4,31 zł. To co prawda o 2,6 grosza więcej niż w środę wieczorem, ale zarazem wciąż o 7 groszy mniej niż w poniedziałek.
KK






























































