To był bardzo nieudany dzień dla posiadaczy długi (a zwłaszcza lewarowanych!) pozycji na rynku metali szlachetnych. Dolarowe notowania złota niemal wyrównały grudniowy dołek, a kurs platyny osiągnął najniższy poziom od grudnia 2008 roku.


Handel złotymi kontraktami odbywał się dość spokojnie do czasu, aż rozpoczęła się sesja na nowojorskim rynku terminowym. Po 14:30 kurs złotych kontraktów załamał się, schodząc poniżej 1250 USD za uncję. O 22:30 notowania królewskiego metalu zniżkowały o prawie 1%, schodząc do poziomu 1 242,80 USD/oz.
Przyczyn słabości złota najczęściej upatrywano w sile dolara. Tyle że na parze euro-dolar nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, a pod koniec dnia kurs EUR/USD zaczął wręcz odrabiać straty i skutecznie obronił najbliższe wsparcia.
Tymczasem dolarowe notowania złota zjechały do najniższego poziomu od grudnia pomimo eskalacji wojen handlowych i spadków na azjatyckich i europejskich giełdach. Niektórzy komentatorzy sądzą, że mógł być to przejaw kapitulacji ostatnich inwestorów grających na wzrost cen złota na rynku terminowym.
Jednakże z punktu widzenia inwestora z Polski sytuacja nie wygląda aż tak jednoznacznie. Po poniedziałkowym "pogromie złotego" uncja żółtego metalu wciąż kosztuje ok. 4700 złotych - czyli mniej więcej tyle samo co w poprzednich dniach i tygodniach. W ten sposób nawet relatywnie słabe złoto zabezpiecza polskiego inwestora przed deprecjacją złotego.

Za to jednoznaczną i bezapelacyjną słabość wykazuje platyna. Królowa metali szlachetnych została dziś przeceniona o ponad 4%, osiągając cenę zaledwie 820,80 dolarów za uncję. W przeliczeniu na polską walutę to niespełna 3100 złotych. Tak taniej platyny nie widziano od grudnia 2008 roku - zarówno w ujęciu dolarowym jak i w PLN. Dawno też platyna nie była tak nisko wyceniana względem złota, od którego jest obecnie aż o 34% tańsza.
Krzysztof Kolany





























































