Ponad 2,6 tys. osób, które wcześniej zgłosiły się dobrowolnie, chciało odejść ze znacznie większymi odprawami. Kwoty zostały wynegocjowane po rozmowach ze związkami zawodowymi, podczas wielotygodniowej akcji protestacyjnej. Łącznie na rozwodzie z TP SA można było zyskać nawet pięćdziesiąt tysięcy brutto. – Nie wszyscy jednak otrzymali zgodę przełożonych na odejście. Czterysta osób zostało uznanych za pracowników na tyle cennych dla spółki, że pozostało w jej strukturach – przyznaje Maria Piskier, rzeczniczka wrocławskiego oddziału TP SA.
Tym samym firma zgodziła się na zwolnienie 2,2 tys. ludzi. Dobrowolne odejścia następują stopniowo. Z firmy do końca maja odeszło ponad 1,4 tys. osób. Kolejna grupa, 800 pracowników, rozstanie się z TP SA do października. By osiągnąć optymalny stan zatrudnienia, spółka chce zwolnić jeszcze ok. 500 osób. Ci jednak będą mogli liczyć jedynie na odprawy zależne od stażu pracy, zajmowanego stanowiska i wysokości zarobków. Nie dostaną superpremii za dobrowolne odejście.
– Zarząd już dawno deklarował, że zamierza obniżyć liczbę pracowników o nieco ponad dwa tysiące osiemset osób – wyjaśnia Piskier. Kto zostanie objęty zwolnieniami? To na razie loteria.
– Nikt nie konsultuje się z nami w tej sprawie. Nie znamy terminu zwolnień, listy typowanych osób ani stanowisk, które miałyby zostać objęte redukcją – mówi szefowa branżowych związków zawodowych we Wrocławiu. Te słowa potwierdza wrocławska rzeczniczka spółki. – Na razie nie znam szczegółów – mówi Piskier.
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
(agat)































































