Pracownicy łódzkich stacji twierdzą, że apetyt na darmowe tankowanie wzmógł się, odkąd wzrosły ceny paliwa. - Bardzo często złodziejami są młodzi ludzie, którym tatuś pożyczył auto, szczeniak chce poszpanować, ale na paliwo mu brakuje - mówi kierownik jednej ze stacji.
- Albo mają sprowadzone używane auta z silnikami o dużej pojemności, bo chcą zrobić wrażenie. A takie wozy są paliwożerne - dodaje pracownik innej stacji.
Na stacji Shella przy ul. Dąbrowskiego w tym miesiącu uciekło dwóch kierowców - właściciel granatowego Volkswagena Passata „zaoszczędził” 265 zł, a błękitnego Forda Escorta 210 zł.
- Kradną paliwo głównie wieczorami, ale nie tylko - twierdzi Elżbieta Mikulin, zarządzająca pięcioma stacjami Shella w Łodzi. - Najbardziej bezczelni robią to w biały dzień, choć na podjeździe jest pracownik, który im nalewał paliwo.
Na stacjach jest zamontowany monitoring ale, jak się okazuje, ustalenie, kto ukradł paliwo, nie jest łatwym zadaniem.
- Złodzieje przed tankowaniem zakładają tablice rejestracyjne skradzione z innego pojazdu albo podróbki - mówi podinsp. Mirosław Micor, rzecznik KMP w Łodzi. - Może powinno się pomyśleć o dodatkowych zabezpieczeniach - płaceniu za paliwo przed tankowaniem lub zamontowaniu bramek blokujących wyjazd, dopóki się nie zapłaci.
- Z naszych badań wynika, że kierowcy nie lubią płacić przed tankowaniem - mówi Alfred Kubczak, rzecznik Shella. - Na niektórych stacjach, szczególnie narażonych na kradzieże, byliśmy jednak zmuszeni zastosować takie rozwiązanie - przyznaje.
ksaf






























































