Przedstawiciele włoskiego Instytutu Zdrowia i burmistrz Mediolanu wyrazili w piątek zaniepokojenie i oburzenie sytuacją w mieście, gdzie nad kanałami w popularnej dzielnicy Navigli gromadzą się tłumy ludzi; często bez maseczek i lekceważąc nakaz zachowania odległości.
"Zachęcam kategorycznie do przestrzegania zasad dystansowania społecznego i nakazu noszenia maseczek" - zaznaczył.
Szef Instytutu Silvio Brusaferro podkreślił zaś, że obecna faza częściowego zniesienia restrykcji jest bardzo delikatna.
"Wirus nie zmienił swoich cech charakterystycznych; łamanie zasad dotyczących kroków prewencji może ułatwić jego szerzenie się" - ostrzegł, odnosząc się do scen zarejestrowanych w dzielnicy Navigli.
Bardzo ostro zareagował burmistrz Mediolanu Giuseppe Sala, który oświadczył, że sceny stamtąd są "haniebne". "Albo sytuacja tam się zmieni, albo zamknę Navigli i zakażę sprzedaży jedzenia na wynos" - ostrzegł.

Zapowiedział wysłanie dodatkowych patroli straży miejskiej w ten rejon miasta.
"Używajmy wszyscy zdrowego rozsądku, bo nie ma go jeden procent mediolańczyków, a ja nie pozwolę na to, aby ten jeden procent przysporzył trudności 99 procentom mieszkańców" - powiedział burmistrz stolicy Lombardii.
Z Rzymu Sylwia Wysocka































































