W Warszawie w listopadzie mieszkania sprzedawano już poniżej 8 tys. zł za metr kwadratowy – wynika z zestawienia sporządzonego na podstawie transakcji dokonanych przez klientów Open Finance. Uśredniona cena wynosiła 7 833 zł i była mniejsza w porównaniu z listopadem 2007 roku o 7,6 proc. Ceny spadają również w innych miastach Polski.
Najbardziej w ciągu ostatnich 12 miesięcy potaniały mieszkania w Gdańsku, bo aż o 15,5 proc. – do 5 634 zł. Najmniejszy spadek, zaledwie o pół proc., zanotowano we Wrocławiu. Jak jednak wynika z wcześniejszych danych Open Finance, w tym mieście miesiącem rekordowej przeceny nieruchomości był październik. W listopadzie w stolicy Dolnego Śląska metr kosztował 6 333 zł. W Krakowie płacono 5 556 zł, o 9,4 proc. mniej niż rok wcześniej.
Ostatnie wyniki pokazują też, że spadek cen transakcyjnych z miesiąca na miesiąc jest coraz większy. Wytłumaczenie takiej sytuacji nie jest tajemnicą. Już od kilku tygodni wiadomo, że kryzys w olbrzymim stopniu wpłynął na rynek nieruchomości, który jeszcze kilka miesięcy temu był jednym z głównych beneficjentów wzrostu gospodarczego. Sytuacja jednak diametralnie się zmieniła i niewiele wskazuje na to, że się szybko poprawi.
Jednym z głównych hamulców rynku nieruchomości jest olbrzymie ograniczenie dostępności kredytów hipotecznych. Banki niechętnie pożyczają pieniądze sobie nawzajem, a to powoduje, że również klienci indywidualni mają coraz większe problemy ze znalezieniem finansowania na zakup nieruchomości. Już tylko nieliczne instytucje finansowe udzielają pożyczek we frankach szwajcarskich, które w ostatnich kilku latach były najpopularniejszą walutą służącą do kredytowania rynku mieszkaniowego. Nie zmieniają tego uspokajające komunikaty Komisji Nadzoru Finansowego, Narodowego Banku Polskiego czy rządu. Dlatego też, jak podkreśla Open Finance, nie tylko spadają ceny zawieranych transakcji, ale także znacząco zmniejsza się ich liczba.
A jak wyglądają prognozy dla rynku na 2009 rok? Zdaniem ekspertów obecny trend spadkowy będzie kontynuowany przynajmniej w pierwszej połowie przyszłego roku. – Na jego ewentualną zmianę można liczyć najwcześniej od trzeciego kwartału 2009 roku. O wszystkim zdecyduje jednak sytuacja gospodarcza – mówi „WSJ Polska” Bernard Waszczyk z Open Finance. – Potem może dojść do pewnej stabilizacji, jednak na wzrost cen deweloperzy będą musieli jeszcze długo poczekać – dodaje.
Do ponownego wzrostu cen może się przyczynić m.in. zmniejszenie podaży mieszkań. Od jakiegoś czasu deweloperzy podkreślają, że przesuwają na przyszłość realizację części zaplanowanych inwestycji lub całkowicie z nich rezygnują. W 2009 roku, jak twierdzi Bernard Waszczyk, nadal będziemy obserwować spadki cen. Jego zdaniem w ciągu następnych 12 miesięcy mieszkania powinny potanieć o kolejne 10 proc.
Maciej Góźdź
Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat






























































