Jeden strażnik Kapitolu zginął, a jeden jest ranny po staranowaniu przez samochód w piątek barykady w pobliżu Kongresu. Sprawca ataku został postrzelony i zmarł; służby oceniają wstępnie, że nie był to akt terrorystyczny.


Amerykańska policja twierdzi, że nie ma już zagrożenia dla kompleksu amerykańskiego parlamentu, który ponownie jest otwarty. Szefowa straży Kapitolu Yogananda Pittman przekazała na konferencji prasowej, że atak "nie wygląda na związany z terroryzmem".
"Podejrzany wjechał samochodem w dwóch funkcjonariuszy i uderzył nim w północną barykadę" - relacjonowała Pittman. Następnie wyciągnął nóż i został postrzelony przez służby bezpieczeństwa. Na skutek ran zmarł. Motywy jego działania nie są znane.
Dwóch rannych funkcjonariuszy przetransportowano do szpitala. Jeden z nich zmarł.
Krótko po ataku oddziały szybkiego reagowania Gwardii Narodowej zamknęły część dróg w pobliżu gmachu parlamentu USA.

Po godzinie 13 czasu miejscowego parlamentarzystów i pracowników Kongresu poproszono, by trzymali się z dala od okien i drzwi. Tym znajdującym się na zewnątrz nakazano szukanie schronienia. Ze względu na to, że nie trwa sesja parlamentu, w budynkach kongresowych nie przebywa obecnie wiele osób.
Obecnie w Waszyngtonie są ponad 2 tysiące żołnierzy Gwardii Narodowej. Dodatkowe oddziały rozmieszczono tu po szturmie na Kongres z 6 stycznia, w którym zginęło pięć osób. Dwa tygodnie później bezprecedensowo liczne siły zabezpieczały inaugurację prezydencką Joe Bidena.
W drugiej połowie marca z okolic Kongresu usunięto część ogrodzeń. Siły Gwardii Narodowej mają jednak strzec na Kapitolu co najmniej do połowy maja.
Sprawca ataku pod Kongresem sympatyzował z Narodem Islamu, radykalnym ruchem Afroamerykanów
Sprawcą piątkowego ataku na strażników Kapitolu był czarnoskóry 25-latek, który sympatyzował z Narodem Islamu, ruchem religijnym łączącym islam z promocją tzw. czarnej supremacji. Mężczyzna w sieci krytykował amerykański rząd.
Jeden strażnik Kapitolu zginął, a jeden jest ranny po staranowaniu w piątek przez samochód barykady w pobliżu Kongresu. Sprawca ataku wyszedł z pojazdu z nożem w ręku; został postrzelony i zmarł. Po zamachu w piątek po południu na ponad godzinę zamknięto Kongres.
W sprawie ataku trwa śledztwo. Wiadomo jednak, że sprawcą był 25-letni Noah Green, który urodził się w Wirginii Zachodniej i był zafascynowany radykalnym ruchem Afroamerykanów - Narodem Islamu.
W postach w mediach społecznościowych młody mężczyzna pisał, że "rząd USA to wróg numer jeden czarnoskórych". Twierdził, że włamywano się do jego domu, zatruwano mu jedzenie i przeprowadzano na nim operacje bez jego zgody. Uważał, że rząd próbuje "kontrolować jego umysł".
W grudniu Green chciał zmienić swoje imię na Noah Zaeem Muhammad, ale nie stawił się w urzędzie, by zakończyć proces. Był zafascynowany postaciami Malcolma X oraz Louisa Farrakhana, kontrowersyjnego przywódcy afroamerykańskiego. Twierdził, że Farrakhan jest Mesjaszem i uratował go "po strasznych nieszczęściach, których doznał prawdopodobnie ze strony CIA i FBI".
Green był absolwentem finansów z Newport University w Newport News w Wirginii Zachodniej. Wyróżniał się w sporcie; mieszkał w kilku stanach, a niedawno stracił pracę.
Na niecałe dwie godziny przed atakiem Green opublikował w sieci wpisy z linkami do przemówień Farrakhana.
W ataku śmierć poniósł jeden ze strażników Kapitolu - William William F. Evans, który w służbie tej pracował od 18 lat. Drugi ranny strażnik przebywa w szpitalu, ale jego stan jest stabilny, a życie nie jest zagrożone.
Kongresmeni z obu partii są wstrząśnięci atakiem i dziękują straży Kapitolu za ich służbę. Prezydent Joe Biden powiedział, że ma "złamane serce" i nakazał opuszczenie flag do połowy masztu w Białym Domu. Koło Kongresu widać zwiększoną liczbę oddziałów Gwardii Narodowej.
mobr/wr/



























































