Spadki spółek technologicznych z indeksu Nasdaq objęły także akcje Tesli, które w ostatnich miesiącach były szczególnie mocno obserwowane. Wartość spółki Elona Muska od szczytu spadła o niemal 300 mld dolarów.


Na zamknięciu poniedziałkowych notowań akcje Tesli wyceniano na 563 USD, o 5,84 proc. mniej niż dzień wcześniej. Była to piąta z rzędu spadkowa sesja producenta aut elektrycznych (zjazd zaczął się od 718 USD), która jednocześnie sprowadziła jego wartość do najniższego poziomu od 24 listopada 2020 r.
Od szczytu wyznaczonego 26 stycznia (883 USD), akcje Tesli staniały już o 36,2 proc. Kapitalizacja Tesli zmalała w tym czasie o 297 mld USD, do 540,4 mld USD. Wpłynęło to mocno na majątek Elona Muska, którego wycena spadła do 149 mld USD, daleko za Jeffa Bezosa (174 mld USD). W ostatnich tygodniach obaj panowie zamieniali się na liście najbogatszych z wynikami oscylującymi wokół 200 mld USD.
Poza ogólnorynkowymi zawirowaniami, o których szerzej piszemy tutaj, cieniem na akcjach Tesli kładą się także kwestie związane z jej modelem działalności. Podobnie, jak inni producenci samochodów, również kalifornijska spółka narzeka ostatnio na braki w dostawach mikrochipów. W efekcie zamawiający muszą czekać nawet kilkanaście tygodni na swoje samochody.
Na wciąż potrzebującą taniego finansowania Teslę wpływ ma także sytuacja na rynku długu. Jak (w mocnym uproszczeniu) wyliczył „Barron’s”, każdy wzrost stóp procentowych o 1 punkt procentowy może obniżyć wycenę Tesli o 200 mld dolarów.

Dla doświadczonych akcjonariuszy Tesli ostatnie wydarzenia nie powinny być czymś nowym. Jak przypomina „MarketWatch”, w ciągu ostatniego roku Tesla już w sumie trzykrotnie wkraczała na „terytorium bessy”, co umownie definiowane jest jako spadek o 20 proc. Co więcej, w ciągu ostatnich 12 miesięcy akcje spółki są na solidnym plusie – od marca 2020 r. do dziś zyskały 363 proc.
MŻ






























































