Szpitale muszą kupować sprzęt, nawet te zadłużone, bo inaczej stracą pacjentów, którzy wybiorą inną, lepiej wyposażoną placówkę. Mimo że od początku lat 90. rynek systematycznie rośnie, nadal jesteśmy na końcu europejskiej stawki pod względem liczby ważnych dla diagnostyki i terapii wyrobów medycznych przypadających na 1000 mieszkańców. W momencie wejścia Polski do Unii Europejskiej pojawiła się dodatkowa pula środków, którą szpitale co roku przeznaczają na modernizacje i wyposażenie, w szczególności bloków operacyjnych i sal OIOM, czyli tam, gdzie wymagania wobec sprzętu są wysokie.
– Jeśli chodzi o zakupy sprzętu medycznego w Polsce, to rynek krajowy od wielu lat jest stabilny i pozostaje na dość wysokim poziomie – ocenia Czesław Wandzel, prezes Famedu, jednego z największych producentów sprzętu szpitalnego w Europie Środkowej. – Ostatnie 2-3 lata to nawet wyraźny wzrost zakupów. Przewidujemy, że rynek będzie się nadal dynamicznie rozwijał. Większość szpitali jest jeszcze niedoinwestowana i wymaga modernizacji.
– Wszystkie placówki, które nie były budowane w ciągu ostatnich 10 lat, muszą dorównać standardom porównywalnym z wymaganiami w innych krajach UE – dodaje prezes Wandzel. – Ponadto inwestycje takie są wymuszone przez przepisy, które obligują szpitale do spełnienia standardów sanitarnych i technicznych do 2010 roku.
Według naszego rozmówcy, najbliższe 4-5 lat to dalszy wzrost rynku.
Inni oceniają nasz rynek nieco ostrożniej, ale nadal liczą na popyt i dobrą koniunkturę.
– Generalnie rynek polski ma jeszcze potencjał i, mimo pewnego nasycenia, można tu jeszcze wiele sprzedać – ocenia Istvan Kovacs z firmy Farum SA, producenta EKG, szprzętu anestezjologicznego, mebli i RTG. – Dużo zależy od zmian na rynku opieki medycznej i dalszej prywatyzacji pewnych segmentów. Również coraz wyższe wymagania użytkowników i pacjentów oraz regulacje prawa europejskiego mają pozytywny wpływ na popyt polskich odbiorców sprzętu.
W ostatnich 16 latach obraz rynku zmienił się diametralnie. – Kiedyś po najprostsze narzędzia lekarze ustawiali się w kolejkach. W tej chwili zdobycie klienta jest dużo trudniejsze – uważa Marek Barłowski, szef firmy medica91, jednego z największych dystrybutorów sprzętu w Polsce. – Po kilkudziesięciu latach deficytu sprzętu, rynek powoli zaczął się nasycać. Po drugie, urządzenia są coraz bardziej trwałe, lepsze jakościowo i mogą funkcjonować przez dłuższy czas.
Wpływ na rynek mają również wydarzenia historyczne i zmiany systemowe w opiece medycznej. Pozytywnym momentem, po lekkim zastoju w pierwszej połowie lat 90., szczególnie w podstawowej opiece zdrowotnej, było wprowadzenie praktyki lekarza rodzinnego. Kolejnym impulsem, który napędził utrzymującą się do dziś koniunkturę, była integracja europejska.
– Od momentu wejścia Polski do UE, w przypadku naszej firmy, notujemy wzrost sprzedaży na poziomie 10-15% rocznie – szacuje Marek Barłowski, tłumacząc to zjawisko po części większą ilością pieniądza na rynku (m.in. fundusze pomocowe), ale też niedowładem publicznej opieki medycznej i rozwojem medycyny prywatnej.
– Przez ostatnie 6-7 lat intensywnie rozwijały się prywatne centra medyczne, stopniowo rozszerzając swoją ofertę o szpitale, w których przeprowadza się coraz trudniejsze i bardziej skomplikowane procedury. Niepubliczne placówki, rozszerzając swój zasięg terytorialny, współpracują z lokalnymi przychodniami i gabinetami lekarskimi, wymuszając na nich podnoszenie jakości usługi i wyposażenia – zaznacza Barłowski.
Tomografy z importu
W zakresie urządzeń wysokiej technologii (np. rezonans magnetyczny) i aparatów emitujących promieniowanie jonizujące (np. tomograf komputerowy, RTG), Polska nie istnieje jako producent ani eksporter.
Dlaczego u nas nie można robić tomografów? Jesteśmy zbyt biednym krajem. Opracowanie nowej konstrukcji wymaga miliardowych nakładów inwestycyjnych, na które obecnie może sobie pozwolić tylko kilka międzynarodowych koncernów. A nawet te firmy, na co dzień konkurując ze sobą, decydują się często na wspólny trud opracowania i sfinansowania nowych projektów.
– W ciągu ostatnich 5-10 lat nastąpiła ogromna konsolidacja na rynku firm zaawansowanych w technologiach medycznych – zauważa Bogdan Zacharski, pełnomocnik zarządu Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych Polmed. W tym czasie zniknęło z rynku kilka firm, które najczęściej zostały przejęte przez większych konkurentów. Tak było m.in. z firmą Elscint, niegdyś wiodącym producentem tomografów, RTG i innego sprzętu diagnostycznego, który został podzielony przez GE, i Pickera. Po kilku latach sam Picker został zaś przejęty przez Philipsa, a potem odsprzedany GE. W ostatnich tygodniach byliśmy również świadkami nowego zjawiska: Siemens kupił oddział diagnostyki analitycznej Bayera, a GE wykupiło oddział diagnostyki laboratoryjnej Abbotta. – Taki trend oznacza, że największe firmy stawiają na kompleksowe rozwiązania, by odbiorca miał komfort kupowania prawie wszystkiego z jednego źródła.
– W tym segmencie dominują najwięksi gracze światowego rynku. Z reguły ich firmy, będące oddziałami krajowymi, importują wyroby z firm siostrzanych czy firm matek. Nie oznacza to jednak, że polscy dystrybutorzy nie importują i nie dystrybuują aparatury RTG innych producentów zagranicznych, jednak ich znaczenie jest stosunkowo niewielkie – ocenia Bogdan Zacharski z Izby Polmed.
Takimi graczami są coraz częściej firmy chińskie, których dynamika rozwoju – również w zakresie produkcji sprzętu medycznego – jest bardzo duża.
– Zauważamy wzrost jakości sprzętu produkowanego w Chinach – twierdzi Marek Barłowski, podając przykłady sprzętu RTG, USG, kardiotokografów wysokiej jakości i w bardzo konkurencynych cenach. – Firmy chińskie, przy udziale koncernów międzynarodowych, które przenoszą tam swoją produkcję z uwagi na niższe koszty, mogą sobie pozwolić na rozwój nowych technologii. Oceniam dalszy dynamiczny wzrost takich spółek w najbliższych 2-3 latach.
Polska produkcja rośnie
Jednocześnie od kilku lat notuje się przyrost polskiej produkcji. Między rokiem 2003 a 2004 ten przyrost był największy i wzrósł z 771 mln zł do 1,021 mld zł. W 2005 r. przyrost produkcji nie był już tak znaczny i wyniósł „jedynie” 1,128 mld zł.
– Z zaciekawieniem czekamy na podsumowanie pierwszego półrocza 2006 roku, by móc porównać te wyniki – mówi Bogdan Zacharski z Izby Polmed, która skupia producentów i dystrybutorów działających na polskim rynku wyrobów medycznych, a ich roczny obrót oceniany jest na 50% wartości rynku.
W niektórych dziedzinach rynek został praktycznie opanowany przez polskie firmy. Wystarczy wspomnieć o takich producentach, jak Famed, Aspel (aparaty EKG), TZMO, Aesculap Chifa (precyzyjne narzędzia chirurgiczne) czy Echo-Son, który mimo konieczności konkurowania na rodzimym podwórku z takimi gigantami, jak Toshiba czy GE, z powodzeniem funkcjonuje od kilku lat.
Wyrośliśmy również na potentata w produkcji stetoskopów i kriokomór.
– Światowymi liderami w ilości użytkowanych kriokomór są Niemcy i Polska. W Niemczech jest ich około 60, a w Polsce ponad 40. W żadnym innym kraju nie funkcjonuje tyle urządzeń tego typu – zaznacza Marek Barłowski. – Obecnie na świecie produkuje się trzy typy komór kriogenicznych. Jedynie w Polsce istnieją wszystkie trzy rodzaje tych urządzeń. NFZ kontraktuje zabiegi kriogeniczne. Rozwija się eksport.
Rodzimi producenci powielają zresztą światowe trendy w zakresie pewnych organizacji, czego przykładem są Puławy, które stały się światowym zagłębiem ultrasonografii.
– Funkcjonują tam co najmniej trzy firmy produkujące aparaty USG i dopplery – dodaje Marek Barłowski. – To też jest zjawisko charakterystyczne dla naszych zagranicznych konkurentów. W dwutysięcznej miejscowości Jungingen w Szwabii znajduje się 5 wiodących producentów ciśnieniomierzy na świecie.
Obraz naszego rynku
Duża część polskich producentów z sukcesem eksportuje swoje produkty i zaczyna mieć wpływ na rynki zagraniczne.
– Tak duży eksport w niektórych grupach produktów oznacza, że nastąpiło częściowe nasycenie naszego rynku, który nie ma dość środków finansowych, by sam mógł wywołać większy popyt na wyroby produkowane w Polsce – dodaje Bogdan Zacharski; jednocześnie przestrzega przed wyciąganiem zbyt pochopnych wniosków bez przeprowadzenia pogłębionej analizy wielkości i struktury produkcji oraz eksportu.
– Jedno z pytań, na które należy poszukać odpowiedzi, dotyczy reeksportu – jak dużą część stanowi import towaru z jednego kraju i jego eksport do innych państw?
Często kupujemy elementy składowe systemów, z których tworzone są większe systemy i następnie wysyłane za granicę lub kupujemy tam, gdzie jest taniej i odsprzedajemy towar do państw, gdzie jest drożej. Na łączną wartość naszego rynku sprzętu wyposażenia medycznego składa się więc suma produktów wytworzonych w Polsce i importowanych (razem z marżą) minus eksport (patrz ramka).
Tak naprawdę jednak, aby rzetelnie zmierzyć wielkość całego rynku wyrobów medycznych, należałoby wziąć pod uwagę wartość sprzedaży, liczbę sprzedanych poszczególnych wyrobów, liczbę aktywnych podmiotów gospodarczych (producentów i dystrybutorów) i pracowników zatrudnionych w tych podmiotach oraz liczbę aktywnych kupujących.
LUIZA JAKUBIAK
Rynek wart prawie 4 mld zł
Na łączną wartość polskiego rynku wyrobów medycznych składa się suma produktów wytworzonych w Polsce i importowanych (razem z marżą) minus eksport.
Poniżej dane charakteryzujące nasz rynek w 2005 roku (w PLN):
* Wartość produktów wytworzonych i sprzedanych w Polsce: 1 128 537 500
* Wartość importu: 2 799 276 760
* Wartość importu wraz z marżą 33%: 3 723 038 091
* Wartość polskiego eksportu wyrobów medycznych: 1 021 078 244
* Obliczenie wartości rynku wyrobów medycznych w naszym kraju: 1 128 537 500 + 3 723 038 091 – 1 021 078 244 = 3 830 497 347 PLN.
Źródło: Polmed
































































