Puste przepisy, które nie likwidują żadnego realnego problemu - tak o prezydenckim projekcie „lex szarlatan”, który ma walczyć z pseudomedycznymi praktykami, powiedział PAP prawnik prof. Mikołaj Małecki. - Prezydent zawarł instrukcję obsługi dla szarlatanów, jak uniknąć odpowiedzialności - zaznaczył.


Prezydencki projekt
Szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki poinformował w piątek, że prezydent Karol Nawrocki złożył do Sejmu projekt nowelizacji ustawy, „żeby ścigać i karać szarlatanów”. Propozycja legislacyjna została opublikowana też na stronie internetowej prezydenta. Dzień wcześniej prezydent Karol Nawrocki poinformował, że rządową nowelizację Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (RPP) kieruje do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Skierowanie ustawy do TK oznacza, że przepisy, które według rządu miały pomóc w walce z pseudomedycznymi praktykami, nie będą obowiązywały, dopóki Trybunał nie wypowie się na temat jej zgodności z Konstytucją.
Prezydencki projekt przewiduje kary więzienia za nakłanianie do stosowania niekonwencjonalnych oddziaływań, jeśli będzie to skutkowało narażeniem osoby nakłanianej na niebiezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub niebezpieczeństwo utraty życia. Najwyższa kara - do 15 lat pozbawienia wolności - ma grozić, jeśli dojdzie do śmierci.
"Projekt nie dotyka sedna problemu"
Prawnik karnista dr hab. Mikołaj Małecki, profesor Uniwerystetu Jagiellońskiego, zwrócił uwagę, że projekt nie dotyka sedna problemu, czyli dezinformacji medycznej w internecie. Przepisy zaproponowane przez prezydenta penalizują „nakłanianie”.
- Nakłanianie, zgodnie z Kodeksem karnym, wymaga bezpośredniego oddziaływania na konkretną osobę. W ten sposób nie ma cech przestępstwa udostępnianie treści adresowanych do ogółu społeczeństwa np. w internecie. Znamię nakłaniania tutaj nie jest spełnione i to jest pierwsza blokada do stosowania tych przepisów - tłumaczył prawnik.
Zauważył, że jeśli do szarlatana przychodzi osoba, która wcześniej oglądała czy czytała jego treści w internecie i chce skorzystać z oferty pseudomedycznego oddziaływania, to nie występuje nakłanianie w kontakcie bezpośrednim.

- Wszystko się opiera na błędnym kole, bo nie da się nakłonić osoby już przekonanej - zauważył.
Część zapisów projektu dotyczy sytuacji, które już są penalizowane
Małecki zauważył, że część zapisów projektu dotyczy sytuacji, które już są penalizowane. Chodzi o sytuacje, gdy sprawca stosuje przemoc, groźbę, podstęp czy wykorzystuje czyjąś bezradność albo niepoczytalność.
- Już teraz jest odpowiedzialny za to, że ktoś umarł, bo np. zrezygnował z chemioterapii na rzecz oddziaływań niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną. Takie wyroki już były - podkreślił prawnik, zaznaczając, że jest to kolejny argument wskazujący, że proponowane przepisy nie dotykają istoty problemu.
"Paragraf siódmy unieważnia wszystkie poprzednie"
Ostatni paragraf 1. artykułu prezydenckiego projektu nazwał „wisienką na torcie”.
- Paragraf siódmy unieważnia wszystkie poprzednie - powiedział Małecki.
W przywołanym paragrafie 7. napisano, że nie popełnia przestępstwa ten, kto „jedynie przedstawia informacje, opinie, oceny lub przekonania dotyczące postępowania leczniczego lub diagnostycznego, jeżeli nie wprowadza umyślnie innej osoby w błąd”, ani nie stosuje wobec niej przemocy, groźby lub podstępu, „nadużywając stosunku zależności lub zaufania albo wykorzystując przymusowe położenie, stan bezradności lub szczególną podatność osoby na oddziaływanie wynikającą z jej wieku, stanu zdrowia lub zaburzeń psychicznych”.
- Te przepisy są tak skonstruowane, że szarlatani będą mogli na ich podstawie budować linię obrony. Będą mogli powiedzieć: ja nie nakłaniałem, ja jedynie informowałem, ja jedynie wyrażałem opinie, ja jedynie wyrażałem swoje przekonania - przewidywał prawnik.
Jednocześnie zauważył, że paragraf 7. obejmuje działania, które jego zdaniem, są istotą społecznej szkodliwości i szarlatanerii.
- Właśnie to „jedynie informowanie” opisane jako brak przestępstwa, powinno być przestępstwem, bo jest szerzeniem dezinformacji, propagowaniem medycznych fake newsów i treści niezgodnych z wiedzą medyczną - zauważył Małecki.
"Puste przepisy"
Karnista uważa, że projekt nowelizacji w praktyce nic nie zmieni.
- To puste przepisy, które nie likwidują żadnego realnego problemu. Szarlatani dalej będą prowadzili swoją działalność, a skazanie za realne nakłonienie będzie zupełnym marginesem i to zapewne dopiero wtedy, gdy komuś stanie się krzywda - podsumował Małecki.
Rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego Rafał Leśkiewicz, przedstawiając w czwartek założenia nowelizacji propozycji, powiedział, że prezydent proponuje nowy typ przestępstwa: nakłanianie do niebezpiecznych decyzji zdrowotnych. Zaznaczył, że projekt przewiduje „bardzo surowe kary za doprowadzenie do śmierci”.
Jeśli pacjent pod wpływem działania tzw. szarlatana zaniechał leczenia lub podjął szkodliwą praktykę - wówczas sprawcy takiego czynu miałoby grozić do pięciu lat pozbawienia wolności. Do 10 lat więzienia groziłoby osobie, pod wpływem działania której pacjent doznał ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. - Jeżeli w wyniku działań szarlatana pacjent umrze, wówczas kara więzienia wyniesie od 2 do 15 lat - wyjaśnił Leśkiewicz.
Aneta Pawłowska-Krać (PAP)
kra/ kcz/





























































