Wiele spraw w ostatnich latach poróżniło Europę i Stany Zjednoczone. Jedną z nich jest podejście do inflacji.


Amerykański bank centralny (Fed) kładzie coraz większy nacisk na podniesienie inflacji jako istotny element wychodzenia z kryzysu. Europejski Bank Centralny natomiast zadowolony jest z niskiej dynamiki cen. Sądzę, że amerykańskie podejście jest lepsze, ale Europa miałaby ze względów politycznych problem z jego naśladowaniem.
Problem poruszam przy okazji prognoz zaprezentowanych w czwartek przez Europejski Bank Centralny (widać je na załączonym wykresie). Wynika z nich, że inflacja co najmniej do 2022 roku pozostanie w strefie euro bardzo niska. Ma ledwo przekraczać 1 proc., podczas gdy cel EBC to „blisko, ale poniżej 2 proc.”. Mimo to EBC na razie nie podejmuje żadnych decyzji odnośnie dalszego luzowania polityki pieniężnej oraz nie wprowadza żadnych zmian w swojej strategii. To wyraźnie odróżnia EBC od amerykańskiego Fedu, który zapowiedział, że w przyszłości będzie skłonny zaakceptować wzrost inflacji powyżej swojego celu (2 proc.).
Ciekawym odzwierciedleniem różnic w podejściu do zarządzania kryzysem jest inna dynamika podaży pieniądza w USA i strefie euro. W USA ilość pieniądza w systemie gospodarczym została zwiększona w tempie niewidzianym od co najmniej 40 lat (prawie 25 proc. rok do roku). W strefie euro zaś dynamika podaży pieniądza nie różni się istotnie od trendów historycznych (ok. 9 proc. rok do roku). Pokazuję to również na wykresie poniżej. Za tę różnicę odpowiada w dużej mierze polityka fiskalna, która jest znacznie łagodniejsza w USA (dług publiczny generuje wzrost podaży pieniądza), ale za możliwości działania rządu przecież też odpowiada bank centralny – im bardziej jest skłonny wspierać rząd, tym ten rząd może swobodniej zwiększać wydatki w czasie kryzysu.
Skąd się bierze różnica w podejściu między Ameryką i Europą (zachodnią)? Sądzę, że można wymienić dwie najważniejsze przyczyny – jedna ekonomiczna, druga polityczna.

Przede wszystkim, ekonomiści Fed uważają, że bez odpowiednio wysokiej inflacji trudno będzie pobudzić aktywność gospodarczą do poziomów sprzed epidemii. Wynika to z wielu przyczyn, ale przede wszystkim z tego, że wyższe oczekiwania inflacyjne obniżają realną stopę procentową i dzięki temu mogą pobudzić inwestycje w realne aktywa. EBC tymczasem wyznaje bardziej konserwatywną wizję ekonomiczną, wedle której inflacja nie odgrywa pozytywnej roli w pobudzaniu gospodarki – ważne, by nie była za wysoka.
Ale różnice w ideach i przekonaniach to za mało by uzasadnić odmienne podejście do inflacji. Idee nie rządzą. Ważny jest fakt, że Europa jest mocno podzielona politycznie. W takich warunkach trudniej jest o odważną politykę proinflacyjną. Taka polityka zawsze oznacza bowiem większą redystrybucję od oszczędzających do zadłużonych, a to jest zbyt kontrowersyjne, by mogły to zaakceptować najzamożniejsze kraje strefy euro.
Sądzę, że zezwolenie przez EBC na utrzymanie bardzo niskiej inflacji będzie źródłem wielu napięć w strefie euro i utrudni krajom strefy wychodzenie z kryzysu. Ujemna realna stopa procentowa to jeden z najłagodniejszych sposobów na redukcję długów, a utrzymywanie niskiej inflacji utrudnia obniżenie kosztów obsługi długu. Ale możliwe, że niska inflacja to jest polityczna cena jaką kraje bardziej zadłużone muszą zapłacić za powstanie tzw. Funduszu Rekonstrukcji – dużego wspólnego budżetu finansującego inwestycje z długu zaciąganego przez Unię Europejską. Coś za coś. Europa zawsze tak działała, działa dziś i będzie działań w przyszłości. Kompromisy są często nieoptymalne, ale są one fundamentem politycznym współczesnej Europy.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.
Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela. Sprawdź na: https://spotdata.pl/ogolna.





























































