90% nowych samochodów sprzedawanych w tym kraju to elektryki, na jego wybrzeżu kursuje elektryczny prom na wtyczkę, a w stolicy zobaczymy wyłącznie elektryczne autobusy (chociaż miewają problemy z odpalaniem na mrozie). Jak kraj, którego bogactwo opiera się na ropie i gazie, stał się światowym centrum elektromobilności?


Norwegia, bo o niej mowa, może stać się pierwszym państwem, po którego drogach będzie poruszało się więcej samochodów elektrycznych niż benzynowych. W marcu 2014 roku wtyczkę typu plug-in posiadał 1% samochodów osobowych w kraju. Do października 2018 roku statystyka wzrosła do 10%. W marcu 2024 roku elektrykami było już 25% aut jeżdżących po norweskich drogach.
W 2023 roku samochody elektryczne stanowiły 82,4% sprzedaży wszystkich nowych prywatnych samochodów w Norwegii. W okresie od stycznia do maja 2024 roku auta ładowane wtyczką odpowiadały za 89,6% nowych rejestracji pojazdów w kraju.
Dla porównania w całej Unii Europejskiej samochody z wtyczką, do których zalicza się bateryjne pojazdy EV oraz hybrydy typu plug-in, odpowiadały w tym czasie za 19,2% rynku nowych pojazdów osobowych. W Polsce statyka ta wynosiła natomiast 5,7% - wynika z danych Europejskiego Stowarzyszenie Producentów Pojazdów (ACEA).
W Norwegii znajduje się ponad 3000 publicznych stacji ładowania pojazdów elektrycznych i 7753 szybkie ładowarki rozmieszczone w regularnych odstępach na terenie całego kraju. Podobno brakiem zasięgu nie trzeba martwić się nawet w najdalej wysuniętych na północ częściach kraju, które zamieszkuje więcej reniferów niż ludzi.

Norwegia, która pomimo mocnej integracji z Unią Europejską nie jest jej członkiem, nie rozważa podążania śladem Brukseli i wprowadzania ceł na chińskie samochody elektryczne. Jak przekazał Bloombergowi minister finansów Norwegii Trygve Slagsvold Vedum, dla norweskiego rządu nie jest to ani istotne, ani pożądane
W nordyckim kraju nie rozwinął się nigdy zaawansowany przemysł motoryzacyjny, który mógłby ucierpieć w starciu z chińską konkurencją. Elektromobilność pozwoliła natomiast na stworzenie nowych miejsc pracy związanych ze stacjami ładowania czy serwisowaniem akumulatorów. W 2023 roku elektryki chińskich koncernów miały 15% udziału w lokalnym rynku nowych samochodów, ale najpopularniejszym modelem pozostawała Tesla model Y.
Rewolucja EV w Norwegii nie ogranicza się wyłącznie do samochodów. Przy jej wybrzeżu na trasie między Stavanger, Byøyene i Hommersåk kursuje elektryczny prom pasażerski, a w portach stawiane są ładowarki do łodzi. Norwesko-szwedzki projekt LEIF współpracuje w celu stworzenia korytarza ładowania łodzi elektrycznych na wybrzeżu obu państw.
WATCH: This is the world's first electric boat high-speed charger. It's located in the harbor of Floro on the west coast of Norway, where some companies are turning their attention from electric cars to electric boats pic.twitter.com/4kDDtHUOP0
— Reuters Business (@ReutersBiz) May 7, 2021
Pojazdy z elektrycznym napędem odpowiadają też za całość transportu publicznego w wielu norweskich miastach, w tym w Oslo. W zimie 2023 media społecznościowe i niektóre dzienniki obiegły informacje, że nowa flota autobusów elektrycznych w norweskiej stolicy przestała działać z powodu ujemnych temperatur. Pisano o "zielonej porażce" i nawet 150 odwołanych kursach dziennie.
Informacje na ten temat zweryfikował portal euronews, zwracając się z pytaniami do operatora autobusów w Oslo. Firma transportowa nazwała doniesienia na temat paraliżu "skrajną przesadą", twierdząc, że spółka odwoływała średnio od 50 do 100 przejazdów z ponad 4000 dziennie i miało to miejsce tylko w ciągu kilku dni.
Kraj gazem i ropą płynący
Państwo, którego mieszkańcy przesiadają się do samochodów elektrycznych w najszybszym tempie na świecie, czerpie swoje bogactwo głównie z ropy naftowej i gazu. Zgodnie z oficjalnymi danymi z maja 2024 roku przemysł naftowy odpowiada za 20% PKB Norwegii oraz 31% wszystkich wpływów do budżetu państwa.
W 2023 roku gaz i ropa odpowiadały za 62% całkowitej wartości norweskiego eksportu. Po energetycznym odcięciu się od Rosji nordyckie państwo stało się głównym dostawcą błękitnego paliwa do Europy. Z Norwegii pochodziło w zeszłym roku 44% polskiego importu gazu ziemnego, który trafia do naszego kraju poprzez rurociąg Baltic Pipe.
Obok paliw kopalnych Norwegia posiada jednak jeszcze jedno naturalne bogactwo, które okazuje się kluczowe przy rewolucji EV. To tania energia elektryczna pozyskiwana w niemal 100% z OZE. Za 10% produkcji norweskiego prądu odpowiadają elektrownie wiatrowe. Pozostała część pochodzi z elektrowni wodnych.
Według portalu "Statistics Norway" w I kwartale 2024 roku gospodarstwa domowe w Norwegii płaciły średnio 1,375 NOK za kWh, czyli około 0,51 PLN. W Polsce stawka ta wynosiła w tym czasie 0,90 PLN za kWh, a po odmrożeniu cen energii w II połowie roku przeciętne gospodarstwa domowe będą płacić 1,15 PLN za kWh (za WysokieNapiecie.pl).
Nie dopłaty, tylko brak opłat
Norwegia nakłada wysokie cła importowe i podatki związane z zakupem samochodów, przez co duża część modeli jest tam znacznie droższa niż w większości innych europejskich państw. Nie dotyczy to jednak samochodów elektrycznych, które w latach 1990-2022 były całkowicie zwolnione z podatku od zakupu i importu. W styczniu 2023 roku podatek od zakupu nowych samochodów zaczął być naliczany w zależności od masy i emisyjności pojazdów, czyli jest to system, który nadal premiuje pojazdy z napędem elektrycznym.
W latach 2001-2022 samochody elektryczne były również całkowicie zwolnione z norweskiego podatku VAT, który wynosi 25%. Począwszy od stycznia 2023 roku, z VAT-u zwolnione jest "tylko" pierwsze 500 000 NOK ceny nowego pojazdu (ok. 187 000 zł).
W 2005 roku rząd Norwegii przyznał elektrykom prawo do korzystania z buspasów, ale w 2016 roku zgodził się, żeby lokalne władze mogły ograniczyć przywilej do samochodów, w których przebywa co najmniej jeden lub dwóch pasażerów.
Od 1997 do 2017 roku kierowców samochodów elektrycznych nie obowiązywały żadne opłaty drogowe, a w latach 1999-2017 nie musieli płacić za postoje na publicznych parkingach. Od 2009 do 2017 roku nic nie kosztowały ich też przeprawy promowe. Wraz z rosnącą popularnością elektryków przywileje zaczęły się jednak kurczyć.
Od 2018 roku łączna kwota opłat za przejazdy promami dla pojazdów elektrycznych nie może przekroczyć 50% ceny. Od 2023 roku kierowcy elektryków muszą płacić do 70% ceny za przejazdy płatnymi odcinkami dróg. Lokalne władze przestały być też zmuszane do niepobierania opłat parkingowych.
Gwiazdy popu w elektrycznej pandzie
W przeciwieństwie do sytuacji mającej miejsce współcześnie w wielu krajach Europy norweska rewolucja elektromobilności miała oddolny charakter. Jej korzeniom w reportażu z marca przyglądał się Sam Wollaston z redakcji "Guardiana". Jak opisywał, norweski zwrot w stronę pojazdów EV rozpoczęły akcje obywatelskie organizowane przez osoby, którym nie podobało się, że ich rząd promuje w świecie ekologię, jednocześnie wydobywając ogromne ilości ropy.
W 1989 roku czwórka znajomych zainteresowanych ochroną środowiska sprowadziła do kraju prawdopodobnie pierwszy samochód elektryczny - przerobionego fiata pandę z usuniętymi tylnymi siedzeniami, w których miejscu znajdował się potężny akumulator, zapewniający moc potrzebną do przejechania maksymalnie 40 km. Ładowanie pojazdu trwało kilka dni.
- Moim celem było zawstydzić rząd, przejąć jego własne słowa i obrócić je przeciwko niemu - tłumaczył "Guardianowi" jeden z autorów akcji Harald Nils Røstvik. - Chcieliśmy stworzyć w kraju najlepsze na świecie zachęty do posiadania pojazdów elektrycznych.
Oprócz Røstvika grupę aktywistów jeżdżących pandą tworzyli Frederic Hauge, Morten Harket i Magne Furuholmen. Harket i Furuholmen cieszyli się wtedy dużą rozpoznawalnością jako gwiazdy popowego zespołu A-Ha, znanego najbardziej z przeboju "Take on me". Znajomi zaczęli jeździć w parach swoją elektryczną pandą po płatnych drogach dookoła Oslo, odmawiając płacenia. Twierdzili, że ich ekologiczny samochód powinien być zwolniony z opłat.
Po nagromadzeniu się kar Norwedzy odmówili zapłaty, a ich samochód został odholowany i wystawiony na publicznej aukcji. Nikt nie był zainteresowany jego kupnem, więc zlicytowano go za grosze. Licytację wygrali sympatycy akcji, którzy oddali padnę pierwszym właścicielom, a ci zaczęli jeździć od nowa po płatnych drogach. Według Røstvika ten schemat wydarzeń powtórzył się jeszcze około 14 razy.
W latach 90. pod naciskiem ekologów, w tym czwórki Norwegów jeżdżących pandą, politycy zaczęli znosić podatki na samochody elektryczne oraz przyznawać ich właścicielom przywileje, takie jak zwolnienie z opłat za korzystanie z dróg, parkingów i promów. Ustępstwa nie kosztowały ich wówczas praktycznie nic, ponieważ samochody elektryczne były wtedy wciąż unikalnym zjawiskiem na norweskich drogach.



























































