Przystosowanie sklepu spożywczego z dwiema kasami fiskalnymi do wymogów urzędów skarbowych to koszt rzędu 9 tysięcy złotych. Na takie wydatki będą narażeni przedsiębiorcy, którzy dokładnie zastosują się do wymogów nowego rozporządzenia Ministra Finansów w sprawie kryteriów i warunków technicznych, którym muszą odpowiadać kasy rejestrujące oraz warunków ich stosowania.
Paragon fiskalny powinna otrzymać każda osoba, która zrobiła zakupy w sklepie detalicznym. Za jego niewydanie lub niezarejestrowanie sprzedaży w kasie fiskalnej sprzedawca może zostać ukarany mandatem:
- od 200 do 2000 zł za niewydanie paragonu,
- zwykle od 500 zł za niezarejestrowanie sprzedaży w kasie fiskalnej (dodatkowo przedsiębiorca musi liczyć się z rychłym wszczęciem postępowania kontrolnego).
Jednak ważne jest również to, co na tym paragonie się znajduje. Obecnie w większości sklepów spożywczych na wydawanych paragonach drukowana jest nazwa grupy produktu, do którego przyporządkowany jest dany towar i obowiązująca dla niego stawka VAT (np. szynka sopocka na paragonie należeć będzie do grupy wędliny, a bułka z makiem do kategorii pieczywo). Ministerstwo Finansów chce, aby na każdym paragonie znalazła się pełna nazwa zakupionego produktu.
Sprzeciwia się temu Polska Izba Handlu, która obnaża nieżyciowość noweli. Jak podaje PIH,konfiguracja większości stosowanych kas fiskalnych pozwala na wprowadzenie 8 lub maksymalnie 12 znakowej nazwy produktu. Na tym problemy sprzedawców się nie kończą. Dodatkowo, aby wprowadzić do niej wszystkie nazwy sprzedawanych w sklepie produktów, przedsiębiorcy będą musieli zakupić odpowiedni sprzęt wraz z oprogramowaniem, nie wykluczając przy tym wymiany starego urządzenia rejestrującego. Wynika to z faktu, że ręczne wprowadzenie wszystkich towarów zajęłoby przynajmniej kilka dni pracy.
Nocne „wklepywanie” do kasy
Problem ten nie istnieje w sklepach wielkopowierzchniowych, które w posiadają zaawansowany sprzęt, do rozporządzenia MF nie jest dla nich żadnym problemem. W dużo gorszej sytuacji są małe sklepy często ze starymi kasami fiskalnymi, które albo będą musiały zainwestować w odpowiednie rozwiązania techniczne, albo zatrudnić kogoś, kto wieczorami będzie „wklepywał” dane do kasy.
Sprzeciw Polskiej Izby Handlowej jest zrozumiały. Naturalnie musi ona stać na straży interesów drobnych sprzedawców detalicznych, którzy nie chcą ponosić dodatkowych kosztów. Jednak z drugiej strony w interesie klientów jest posiadać dowód zakupu, na którym dokładnie wydrukowano „listę zakupów”. Tym przecież należy się możliwość weryfikacji i późniejszej reklamacji, czy kupując np. bułkę z dynią, sprzedawca nie włożył mu do siatki tańszej bułki z makiem – jedno i drugie ma kategorię pieczywo.
Niestety dla właścicieli sklepów wyliczenia PIH odnośnie do zakupu wymaganego sprzętu oszacowane są w miarę dokładnie. Wymagania MF i mandaty, którymi niesfornych sklepikarzy karać będą inspektorzy skarbowi, najprawdopodobniej wymuszą na właścicielach małych sklepów detalicznych zakup wymaganego sprzętu.
Naturalnie państwo mogłoby wprowadzić pewne ograniczenia np. granicę obrotu, od którego sklep musi na paragonach drukować dokładne nazwy sprzedawanych produktów. Ponadto takie rozwiązanie winno być wprowadzane od nowego roku, tak by pokrywało się z dniem wejścia w życie nowych stawek VAT.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
» Dla 92% Polaków praca jest sensem życia
» Zawody, którym grozi wymarcie
» Euro 2012: będzie praca dzięki piłce
































































