Bednarz, zdun, płatnerz czy też gorseciarka – niegdyś zawody bardzo popularne, dziś już niewielu o nich pamięta, a jeszcze mniejsza liczba korzysta z ich usług. Eksperci przestrzegają, że do grupy zawodów wymierających już niedługo może dołączyć szewc, ślusarz a nawet piekarz.
Do wymierających zawodów należą przede wszystkim rzemieślnicy. Mowa tu m.in. o szwaczkach, tapicerach i kuśnierzach. - Do rzadkości należą też drukarze i poligrafowie. W przemyśle spożywczym zaczyna odczuwać się brak piekarzy, cukierników i rzeźników, czy masarzy – dodaje Sylwia Sędrowicz - ekspert Job Impulse.
Mało kto korzysta także z usług innych deficytowych profesji, takich jak: kaflarstwo, zduństwo, garncarstwo, witrażownictwo i gorseciarstwo. Łatwego życia nie mają także zegarmistrzowie. W sklepach aż roi się od zegarków: tańszych, droższych, tych bardziej wymyślnych i tych tradycyjnych. Wielu z nas woli więc kupić nowy zegarek, niż udać się ze starym do naprawy. Często przemawiają za tym względy ekonomiczne.
Podobna sytuacja spotyka szewców, krawców i szwaczy. Wprawdzie te zawody jeszcze funkcjonują na rynku, ale nikt nie jest w stanie powiedzieć jak długo. - Zawody wymierające z reguły przegrywają z bezlitosną ekonomią. Koszty tradycyjnych usług świadczonych przez krawca czy szewca są stosunkowo wysokie, ceny produktów „szytych na miarę” przegrywają z produkcją taśmową. Dlatego przedstawiciele tych zawodów, a także inni jak np. zegarmistrze, muszą zadowolić się świadczeniem usług naprawczych, co nie przynosi dużych zysków – dodaje Sylwia Sędrowicz.
Wymienione zawody tracą na znacznie również z powodu ciągłego postępy technologicznego. Wiele rzeczy nie trzeba już bowiem robić ręcznie – produkcja odbywa się taśmowo. Maszyny niejednokrotnie są w stanie zastąpić pracę kilku rzemieślników.
Według niektórych ekspertów rynku pracy, już niedługo do zawodów wymarłych mogą dołączyć takie profesje jak cukiernik, piekarz czy chociażby wulkanizator, ślusarz i stolarz. Powodem jest nie tylko zbyt mała liczba szkół zawodowych, ale także upadek wielkich zakładów, które niegdyś dawały zatrudnienie wielu rzemieślnikom.
- Jednocześnie ciągle słychać narzekania pracodawców na brak fachowców. Klienci skarżą, że zgłaszają się potencjalni pracownicy z certyfikatami po kursach np. spawacze, operatorzy wózków czy innych maszyn, ale nie są to specjaliści. To niestety wskazuje na słabe przygotowanie oferty edukacyjnej na poziomie szkół średnich i szkoleń zawodowych. Oczywiście samo stworzenie klas o pożądanych profilach to tylko połowa sukcesu; należy zadbać tak o jakość kształcenia, jak i współpracę szkół z przedsiębiorstwami, gdzie młodzież mogłaby odbywać praktyki i docelowo podjąć pracę – mówi nasz ekspert z Job Impulse.
Optymizmem nie napawa także otwarcie od 1 maja granic niemieckiego rynku pracy. W Niemczech brakuje wykwalifikowanych robotników i chętnych do nauki określonego zawodu. Dlatego oferują oni m.in. Polakom możliwość doskonalenia języka niemieckiego, nauki zawodu oraz wielokrotnie wyższe wynagrodzenie w czasie zdobywania kwalifikacji.
Barbara Sielicka
Bankier.pl
b.sielicka@bankier.pl
» Copywriter SMS-ów, tester destynacji – to oni będą zatrudniani w 2011
» Wynagrodzenie w Niemczech – sprawdź, czy Ci się opłaci
» Dla 92% Polaków praca jest sensem życia



























































