W czwartek europejskimi inwestorami targały sprzeczne emocje. Z jednej strony środowa sesja w Nowym Jorku przyniosła wzrosty, a Dow Jones i S&P500 osiągnęły najwyższe wartości od przeszło dwóch lat. Ale już rano nastroje popsuła agencja Standard & Poor’s, obniżając rating Japonii, czyli kraju zadłużonego na 200% swego PKB. To mogło przypomnieć inwestorom o problemach fiskalnych państw strefy euro.
Jednakże to właśnie giełdy w krajach zagrożonych niewypłacalnością wypadły dziś najlepiej. W Mediolanie MIB zyskał 1,4%, a w Madrycie IBEX35 zwyżkował o 1,5%. To mógł być efekt bardzo zdecydowanych wypowiedzi francuskiego prezydenta. Nicolas Sarkozy zaklinał się w Davos, iż Francja i Niemcy nigdy nie pozwolą upaść europejskiej walucie.
To jakoś nie przekonało inwestorów z Frankfurtu i Paryża, gdzie główne indeksy zyskały odpowiednio po 0,4% i 0,3%. Wzrost o 0,4% odnotował też rynek w Helsinkach, któremu jednak szkodziły zniżkujące walory Noki. Największy w Europie producent komórek w czwartym kwartale odnotował 16-procentowy spadek zysku i ostrzegł, że w bieżącym kwartale spodziewa się dalszego spadku sprzedaży i marży operacyjnej.
O ile akcje Nokii przeceniono tylko o 1%, to już notowania szwedzkiej firmy odzieżowej Hennes & Mauritz zanurkowały o 7%. To skutek gorszych od oczekiwań wyników finansowych: zysk netto za czwarty kwartał spadł o 10%, do poziomu 5,5 mld koron. Analitycy spodziewali się średnio niemal sześciu miliardów.
K.K.































































