Amerykański rynek akcji jest bliski wygenerowania sygnału kupna i zanegowania fatalnego wrażenia, jakie zrobiło na inwestorach grudniowe załamanie. Wtorek przyniósł piątą z rzędu wzrostową sesję w wykonaniu S&P500.


Wall Street dotarła do momentu decyzji. Indeks S&P500 we wtorek zaliczył piątą z rzędu wzrostową sesję, docierając do swej 200-sesyjnej średniej kroczącej. Jej przełamanie na gruncie analizy technicznej byłoby silnym sygnałem kupna, choć wymagałby on jeszcze potwierdzenia w postaci przebicia oporu wyznaczanego przez październikowe i listopadowe szczyty (ok. 2800 pkt.).
Od wigilijnego dołka S&P500 podniósł się o blisko 17% po tym, jak wcześniej spadł o ponad 20% względem październikowego rekordu wszech czasów. Jeśli skala odbicia przekroczy 20%, Amerykanie będą to nazywać nową hossę - tak brzmi całkowicie uznaniowa, ale popularna za Atlantykiem definicja rynku byka.
Rynek znalazł się więc w arcyciekawym miejscu, z którego wszystkie wyjścia pozostają otwarte. Możliwy będzie zarówno powrót do bessy (lub jak kto woli: spadkowej korekty), nawrót hossy lub męczący i długotrwały trend boczny. Być może sygnałem do wybrania kierunku okaże się wieczorne (dla nas nocne) orędzie prezydenta Trumpa, który prze połączonymi izbami Kongresu przedstawi coroczne State of the Union (orędzie o stanie państwa).
Tymczasem uwaga inwestorów skupia się na wynikach spółek. Rezultaty za czwarty kwartał wywołują mieszane odczucia. Z jednej strony pod względem raportowanego zysku na akcje (EPS) pozytywnie zaskakuje ponad 70% spółek, a średni EPS jest o ok. 15% wyższy niż rok temu. Z drugiej jednak strony trochę zbyt często rozczarowują przychody oraz prognozy na kolejne kwartały. Ponadto analitycy przewidują, że pierwsze trzy kwartały 2019 roku przyniosą stagnację EPS-u przypadającego na S&P500. Dopiero ostatni kwartał w jakiś magiczny sposób ma przynieść istotną poprawę wyników.
Warto też pamiętać, że w całkowitą odstawkę poszły obawy związane z amerykańsko-chińską wojną handlową. Na razie toczą się zakulisowe negocjacje, a rynek wierzy w ich pomyślne zakończenie. Jednakże wygaszenie sporu handlowego między dwiema największymi gospodarkami globu nie jest scenariuszem oczywistym, a wiarygodnych informacji w tej kwestii jest jak na lekarstwo. Jest to więc potencjalny czynnik ryzyka, który cały czas wisi nad rynkami akcji.
Lekceważone są także popularne jeszcze dwa miesiące temu obawy przed spowolnieniem lub wręcz recesją w gospodarce USA. Co prawda bieżące dane jeszcze nie sygnalizują takiego ryzyka, ale przecież każda recesja bierze inwestorów i ekonomistów z zaskoczenia pojawiając się zwykle wtedy, gdy mało kto jej oczekuje.
Krzysztof Kolany




























































