Jeśli Donald Trump i Republikanie przegrają listopadowe wybory, prezydent będzie próbował zakwestionować ich wynik – twierdzą w rozmowie z „Børsen” dwaj czołowi amerykańscy eksperci zajmujący się wyborami w USA.


Jak dotąd prezydent był powstrzymywany przed zmianą zasad przeprowadzania wyborów, ale szczególne obawy budzi jedno z jego działań.
Wszystko zaczęło się pewnego środowego poranka w 2016 roku. Donald Trump zamieścił wówczas na Twitterze pełen złości wpis. Wieczorem poprzedniego dnia przegrał republikańskie prawybory w Iowa z senatorem z Teksasu Tedem Cruzem. Stawką była nominacja Partii Republikańskiej w wyborach prezydenckich.
Wówczas wpis Trumpa mógł wyglądać po prostu na żałosną reakcję złego przegranego. Dziś jest postrzegany jako wczesne ostrzeżenie przed schematem działania, który – zdaniem ekspertów – od tamtej pory wstrząsnął amerykańską demokracją.
A w listopadzie może się to powtórzyć.

„Ted Cruz nie wygrał w Iowa, on ukradł ten stan. Dlatego wszystkie sondaże tak bardzo się pomyliły” – napisał Donald Trump, domagając się powtórzenia wyborów.
Nie doczekał się tego. Nigdy też nie znaleziono dowodów na to, że wybory zostały mu wówczas skradzione. Nie był to jednak ostatni raz, gdy Donald Trump twierdził, że wynik wyborów został bezprawnie odebrany jemu lub jego zwolennikom.
Od czasu objęcia urzędu prezydenta pozostawił za sobą długi ciąg nieudokumentowanych twierdzeń o oszustwach wyborczych i „skradzionych” wyborach. W ostatnim czasie Trump nasilił swoje ataki, które wykraczają już daleko poza słowa.
Dlatego w USA, w miarę zbliżania się wyborów parlamentarnych, zaczęło pojawiać się bardzo poważne pytanie: Czy Trump spróbuje oszukiwać, jeśli w listopadzie poniesie porażkę? I czy tym razem mu się to uda?
Trump nigdy nie zaakceptował porażki
Rick Hasen jest jednym z najbardziej uznanych amerykańskich ekspertów w dziedzinie prawa wyborczego oraz profesorem prawa na University of California.
Podkreśla, że nikt jeszcze nie wie, co wydarzy się w listopadzie. Tym bardziej nie wiadomo, co zrobi często nieprzewidywalny Donald Trump.
Jego zdaniem są jednak powody do niepokoju. „Największym zagrożeniem dla wolnych amerykańskich wyborów jest obecnie sam rząd Trumpa” – mówi Rick Hasen.
Dodaje: „Pod względem moralnym nie sądzę, by cokolwiek powstrzymało go przed ingerowaniem w wynik”.
Podobną ocenę przedstawia David Becker, czołowy amerykański ekspert ds. organizacji wyborów i dyrektor organizacji Center for Election Innovation & Research.
Jest niemal pewien, że Trump spróbuje odwrócić wynik, jeśli jego partia straci większość w jednej lub obu izbach Kongresu w wyborach parlamentarnych, a prezydent tym samym utraci znaczną część swojej władzy.
„Trump nigdy nie zaakceptował wyniku wyborów, których nie wygrał. Dlaczego tym razem miałby to zrobić?” – pyta retorycznie.
Wielu zapewne pamięta rozmowę telefoniczną po wyborach w 2020 roku, kiedy Trump zadzwonił do najwyższego urzędnika wyborczego Georgii Brada Raffenspergera i poprosił go o „znalezienie 11 780 głosów”.
Próbował również doprowadzić do tego, by fałszywi elektorzy przesłali Kongresowi dokumenty wskazujące go jako zwycięzcę siedmiu stanów, które w rzeczywistości wygrał Joe Biden.
Trump nie przestawał też twierdzić, że wybory w 2020 roku zostały mu skradzione. Mówił swoim zwolennikom, aby „walczyli jak diabli”. W końcu wydarzyło się coś niewyobrażalnego – rozwścieczeni zwolennicy Trumpa zaatakowali Kapitol 6 stycznia 2021 roku.
Trump już wcześniej pokazał, jak daleko jest gotów się posunąć. Od czasu ponownego wprowadzenia się do Białego Domu konsekwentnie i regularnie próbuje wpływać na amerykańskie wybory lub podważać ich przebieg. Niektóre próby zakończyły się niepowodzeniem. W kilku kwestiach jednak osiągnął swoje cele.
Liczne ataki Trumpa
Werbalne ataki Trumpa na amerykańskie wybory w ciągu ostatniego półtora roku wydają się nie mieć końca. Wielokrotnie twierdził, że setki tysięcy osób niebędących obywatelami USA głosują w wyborach, a Demokraci oszukują przy głosowaniu korespondencyjnym. Prezydent nie wycofuje się również z twierdzenia, że w 2020 roku zwycięstwo zostało mu skradzione – mimo że wielokrotnie obalano tę tezę.
Niedawno twierdził także, że podczas prawyborów na gubernatora Kalifornii dochodziło do oszustw wyborczych. Podobnie jak w wielu innych przypadkach zrobił to po tym, jak jego preferowany kandydat zaczął przegrywać.
Rzeczywistość jest taka, że amerykańskie wybory są obecnie niezwykle bezpieczne – twierdzą zarówno Rick Hasen, jak i David Becker. Potwierdzają to wszystkie współczesne analizy amerykańskich wyborów. Udokumentowane przypadki oszustw są bardzo nieliczne i nigdy nie wykazano, aby wpłynęły one na wynik wyborów.
„Po prostu nie ma żadnych podstaw dla tego, co mówi Trump. Wygląda trochę tak, jakby nie rozumiał, jak przebiegają nasze wybory” – mówi Becker.
Mimo to administracja Trumpa podjęła tym razem kilka prób wpłynięcia na sposób przeprowadzania wyborów w USA. Zawsze pod pretekstem walki z oszustwami wyborczymi.
Trump podpisał m.in. rozporządzenie prezydenckie mające zaostrzyć wymogi dotyczące przedstawiania paszportu lub aktu urodzenia w lokalach wyborczych.
W marcu podpisał kolejne rozporządzenie, zgodnie z którym poczta miałaby wysyłać karty do głosowania korespondencyjnego wyłącznie osobom znajdującym się na specjalnej liście uprawnionych wyborców.
Oba rozporządzenia zostały następnie zablokowane przez sądy federalne.
Argument Trumpa w obu przypadkach jest taki sam: chodzi o uniemożliwienie głosowania osobom niebędącym obywatelami USA, które – według prezydenta – masowo głosują, a dodatkowo popierają Demokratów.
Krytycy mają inną interpretację. Ich zdaniem prezydent próbuje zwiększyć kontrolę nad amerykańskimi wyborami i wykorzystać ją na swoją korzyść podczas listopadowych wyborów.
Jedno to jednak to, czego Trump próbuje dokonać. Czym innym jest to, co rzeczywiście może zrobić.
Konstytucyjne bariery
W teorii prezydent USA w ogóle nie może zmienić sposobu organizacji amerykańskich wyborów – podkreśla ekspert wyborczy David Becker. Jest to jasno zapisane w amerykańskiej konstytucji. Władza ta należy do poszczególnych stanów i Kongresu.
Mimo to administracji Trumpa udało się podjąć szereg działań, które niepokoją profesora prawa Ricka Hasena. „W praktyce sprawiło to, że nasze wybory są mniej bezpieczne” – mówi.
Wskazuje m.in. na zwolnienie przez administrację Trumpa ponad jednej trzeciej pracowników Cybersecurity and Infrastructure Security Agency (CISA), a tym samym osłabienie instytucji odpowiedzialnej za ochronę amerykańskich wyborów przed cyberatakami.
„Działania Trumpa do tej pory nie są śmiertelnym ciosem dla amerykańskiej demokracji. Ale znajdujemy się w niebezpiecznym okresie” — mówi Rick Hasen, ekspert prawa wyborczego i profesor prawa na University of California.
Latem prezydent zwolnił również dwóch demokratycznych członków federalnej komisji wyborczej Election Assistance Commission (EAC), która pomaga stanom organizować bezpieczne wybory, m.in. poprzez przekazywanie federalnych dotacji i pomoc w testowaniu systemów wyborczych.
Wkrótce także ostatni członek komisji – Republikanin – opuścił urząd. W rezultacie stanowiska w komisji są obecnie nieobsadzone.
„W sumie zwiększa to ryzyko związane z nadchodzącymi wyborami, ponieważ rząd federalny nie pełni już funkcji siatki bezpieczeństwa. To niezwykłe stwierdzenie, ponieważ historycznie rząd federalny pomagał właśnie w zapewnianiu wolnych wyborów w poszczególnych stanach” – mówi Hasen.
Zdaniem profesora najbardziej alarmujące wydarzenie miało jednak miejsce w styczniu.
To może stać się „naprawdę niebezpieczne”
Wówczas agenci FBI przeszukali lokalne biuro wyborcze w hrabstwie Fulton w Georgii i przejęli setki pudeł z materiałami wyborczymi z 2020 roku.
Federalna agencja co do zasady nie powinna ingerować w tego rodzaju działania. Administracja Trumpa otrzymała jednak informację o rzekomych oszustwach wyborczych. Dyrektor FBI Kash Patel oraz ówczesna dyrektor wywiadu narodowego Tulsi Gabbard przekonali sędziego do wydania niezbędnego nakazu przeszukania.
Później CNN ujawniła, że zawiadomienie złożył doradca Trumpa Kurt Olsen – zagorzały zwolennik teorii o sfałszowaniu wyborów w 2020 roku.
I właśnie ten przypadek może być „naprawdę niebezpieczny” w listopadzie – ocenia Rick Hasen. Co bowiem, jeśli podobna sytuacja wydarzy się podczas wyborów parlamentarnych, gdy wynik nie będzie jeszcze rozstrzygnięty?
„Kiedy karty do głosowania zostają zabrane spod kontroli organów wyborczych, nie można już mieć pewności, że wynik jest prawidłowy. To mnie niepokoi” – mówi.
Hasen zauważa jednak, że do przeszukania potrzebny jest nakaz wydany przez sędziego. Zwykle można go uzyskać tylko wtedy, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa.
„A jednak w Georgii udało się uzyskać taki nakaz na podstawie zdyskredytowanych teorii spiskowych o kradzieży wyborów w 2020 roku. To bardzo niepokojące, ponieważ pokazuje, że w rzeczywistości wystarczy jeden sędzia, aby stworzyć poważne problemy” – mówi profesor.
Rick Hasen uważa jednak, że Trump może próbować ingerować w zatwierdzanie wyników wyborów lub liczenie głosów tylko wtedy, gdy wstępne wyniki pokażą bardzo wyrównaną rywalizację.
„Jeśli Demokraci wygrają zdecydowanie, nie sądzę, żeby mógł wiele zrobić – podobnie jak Viktor Orbán nie mógł nic poradzić na swoją wyraźną porażkę” – mówi, odnosząc się do kwietniowych wyborów na Węgrzech.
David Becker jest mniej zaniepokojony możliwością bezpośredniej ingerencji Trumpa w wybory, choć przyznaje, że amerykański system wyborczy nigdy wcześniej nie znajdował się pod tak silną presją.
„To bez wątpienia największy test, z jakim mieliśmy do czynienia. Ale nasz system wyborczy działa. I wytrzyma” – ocenia.
Dodaje: „Ilu ludzi na świecie jest potężniejszych od prezydenta USA? A mimo że próbował, co tak naprawdę zmienił w organizacji naszych wyborów? Nic”.
Obaj eksperci zgadzają się jednak co do jednego: nawet jeśli Trump zostanie powstrzymany przed oszustwami podczas wyborów przez Kongres, stany i sądy, już udało mu się wyrządzić amerykańskim wyborom ogromne szkody.
Szkody już zostały wyrządzone
Niedawny sondaż wykazał, że zaledwie 55 proc. Amerykanów jest bardzo lub dość pewnych, że listopadowe wybory parlamentarne odbędą się w sposób uczciwy. Wśród wyborców Demokratów taką opinię wyraża 58 proc., a wśród Republikanów – 55 proc.
Dlatego prawdziwe zagrożenie nie polega wyłącznie na działaniach, które Trumpowi uda się przeprowadzić. Chodzi również o sam fakt, że zarówno poprzez działania, jak i retorykę próbuje on wzbudzać nieufność wobec samego procesu wyborczego – uważa David Becker.
„Już zaszkodził zaufaniu wyborców do systemu. Obawiam się, że wyborcy mogą być tak zaniepokojeni tym, czy wybory odbędą się uczciwie, albo tym, czy będzie panował wokół nich chaos, że zdecydują się nie głosować” – mówi.
Rick Hasen również podkreśla ten problem. Jego zdaniem w listopadzie stawką będzie coś fundamentalnego dla amerykańskiej demokracji.
„Demokracja zależy od tego, co politolodzy nazywają akceptacją porażki. Chodzi o przekonanie, że strona przegrywająca w wyrównanych wyborach akceptuje wynik jako prawomocny, ponieważ został osiągnięty zgodnie z obowiązującymi zasadami. Bez tej akceptacji demokracja nie może funkcjonować” – mówi Rick Hasen.
Dodaje: „Trump przekonał swoich zwolenników, że wybory są zmanipulowane za każdym razem, gdy wygrywają Demokraci. Jednocześnie jego retoryka sprawiła, że Demokraci uwierzyli, iż on sam próbuje manipulować wyborami. W efekcie obie strony stopniowo tracą zaufanie do systemu. To szkodzi amerykańskiej demokracji”.
David Becker i Rick Hasen są zgodni, że wybory parlamentarne będą kolejnym wielkim testem dla amerykańskiej demokracji.
Jak mówi Rick Hasen: „Działania Trumpa do tej pory nie są śmiertelnym ciosem dla amerykańskiej demokracji. Ale znajdujemy się w niebezpiecznym okresie. USA były wcześniej wiodącą siłą demokratyczną na świecie. Moim zdaniem obecnie grozi nam przekształcenie się w demokrację nieliberalną. Albo w autokrację”.
Test odbędzie się 3 listopada.
Johanne Fischer, Waszyngton





























































