Zima 2026 nie oszczędza nikogo - ani przechodniów, ani lekarzy, ani sprzedawców sprzętu ortopedycznego. Jak przyznaje w rozmowie z "Faktem" Rafał Zieliński, właściciel ActiveOrto, sklepu ze sprzętem medycznym i ortopedycznym, od stycznia telefon w jego sklepie dzwoni bez przerwy. - Czasem sam już nie wiem, jak się nazywam - mówi. Ta zima zapisuje się w branży ortopedycznej jako jedna z najbardziej intensywnych od lat.


Pan Rafał przyznaje, że ilość zgłoszeń w ostatnim czasie jest nieprawdopodobna - Klienci znajdują mój numer w internecie i proszą o pomoc. I dzwonią, dzwonią bez przerwy - relacjonuje. - Teraz mam ruch o jakieś 300 procent większy niż normalnie. To nie jest 10 czy 20 procent różnicy. To jest skok o kilkaset procent - dodaje pan Rafał.
Tegoroczna zima przyniosła prawdziwy wysyp urazów, a największą grupę poszkodowanych stanowią seniorzy. Jak mówi w rozmowie z "Faktem" właściciel sklepu, coraz częściej do wypadków dochodzi poza domem - na oblodzonych chodnikach, pasach czy przy przystankach. Wystarczy chwila nieuwagi przy wyjściu po śmieci czy poranny spacer, by skończyło się upadkiem i interwencją karetki.
Dawniej urazy częściej zdarzały się w mieszkaniach, dziś dominują te z zewnątrz. Do tego dochodzą kontuzje związane z sezonem zimowym - narciarze i łyżwiarze regularnie zgłaszają się po pomoc, bo sezon trwa w najlepsze - mówi pan Rafał.
Codzienność zimy w różnych odsłonach
Jak opowiada pan Rafał, wypadkowe historie zdarzają się niemal codziennie. Do sklepu trafiła kobieta, która spiesząc się na autobus, przebiegała przez pasy. Poślizgnęła się na lodzie i upadła tak niefortunnie, że złamała nadgarstek i rękę, a dodatkowo zwichnęła bark. Jeden moment nieuwagi wystarczył, by na wiele miesięcy wypaść z normalnego życia - wszystko przez oblodzoną nawierzchnię.

Takich historii jest jednak więcej. Niektóre z nich brzmią wręcz niewiarygodnie. Jedna z klientek w ciągu zaledwie kilku tygodni pojawiła się w sklepie aż trzy razy. Najpierw trafiła tam po złamaniu nogi. Gdy wychodziła już na rehabilitację, poślizgnęła się i doznała złamania ręki. Niespełna dwa tygodnie później, idąc na kontrolę lekarską, znów upadła – tym razem skończyło się zwichniętym ramieniem.
Teraz niemal non stop pakuje się ludzi w gips, a same zmiany opatrunków potrafią ciągnąć się przez 6-8 tygodni. Dopiero gdy mrozy odpuszczą, sytuacja zacznie się uspokajać. Myślę, że za jakieś dwa miesiące ruch wyraźnie się zmniejszy - przewiduje pan Rafał.
oprac. WM






























































