W poniedziałek doszło do kolejnej w tym kwartale silnej przeceny ropy naftowej. Po obu stronach Atlantyku notowania czarnego surowca zanurkowały po ok. 4%, zbliżając się do 60 dolarów za baryłkę.


W Nowym Jorku amerykańska ropa typu Crude potaniała o 3,9%, do 63,03 dolarów za baryłkę. W trakcie sesji ceny spadły nawet do 62,78 USD, czyli do najniższego poziomu od lipca 2009 roku. Europejska ropa marki Brent na zakończenie sesji kosztowała 66,11 USD/bbl, czyli o 3,8% mniej niż w piątek i najmniej od ponad 5 lat.
Zdaniem ekspertów bezpośrednią przyczyną poniedziałkowej wyprzedaży ropy była decyzja Iraku o obniżeniu cen dla klientów z Azji i USA.

Od końca czerwca ropa Brent potaniała o ponad 41%, co jest zarówno najdłuższą jak i najsilniejszą serią miesięcznych spadków od 2008 roku, gdy światowa gospodarka znalazła się w recesji na skutek eksplozji kryzysu finansowego. Teraz analitycy tłumaczą przecenę „czarnego złota” nadpodażą będącą konsekwencją szybszego wzrostu wydobycia oraz powolnego wzrostu gospodarczego na świecie, przede wszystkim w krajach rozwijających się.
Jednakże część analityków jest zdania, że ceny ropy od kilku tygodni szukają dna, a skalę spadków pogłębiają spekulacyjnie nastawieni uczestnicy rynku, którzy teraz w panice zamykają długie pozycje w kontraktach na ropę.

Po drugiej stronie rynku znaleźli się Chińczycy, którzy najwyraźniej uznali tegoroczną przecenę ropy za swoistą promocję i zwiększyli zakupy surowca. W listopadzie do Chin sprowadzono 25,4 mln ton ropy naftowej. To o 9% więcej niż miesiąc wcześniej.































































