Pierwszy raz w historii zobaczyliśmy złoto po 4 000 USD/oz. Tak gwałtowna aprecjacja królewskiego metalu sugeruje, że świat finansów coraz szybciej traci zaufanie do dolara i obligacji rządu USA. Złoto tak naprawdę wraca do systemu jako jedyny pewny pieniądz.


W środę o 9:14 kurs najaktywniejszego kontraktu terminowego na złoto na nowojorskiej giełdzie towarowej notowany był po 4 058,50 USD za uncję trojańską. Wcześniej było to nawet 4 059,30 USD/oz. i był to nowy rekord wszech czasów. Pierwszy raz wartości z czwórką z przodu zobaczyliśmy jednak wtorkowym popołudniem.
Na uwagę zasługuje nie tylko przekroczenie kolejnego okrągłego poziomu, ale też tempo, w jakim złoto idzie w górę. Raptem w połowie marca – czyli niespełna 7 miesięcy temu – świętowaliśmy zdobycie poziomu 3 000 USD/oz. Od początku 2025 roku dolarowe notowania złota poszły w górę o przeszło 53%. Jeśli taki wynik udałoby się „dowieźć” (lub nawet poprawić) do końca roku, to „barbarzyński relikt” odnotowałby najwyższą roczną stopę zwrotu od 46 lat. Czyli od roku 1979, kiedy to w atmosferze manii spekulacyjnej więcej niż podwoił się w cenie.
Zresztą już teraz jesteśmy w sytuacji, gdy dolarowe cena złota poszła w górę o przeszło 100% względem stanu z lutego ubiegłego roku. Czyli uległa podwojeniu w niespełna 20 miesięcy. Ponadto złoto jest w tym roku jak dotąd najlepszą klasą aktywów, na głowę bijąc nawet zdominowanego przez akcje technologicznych gigantów Nasdaq 100 (+18% YTD) czy nasz WIG (+36%).
Początek ery złota czy koniec ery dolara?
Analitycy usiłują tłumaczyć dzisiejszą zwyżkę cen złota ryzykiem związanym z „zamknięciem rządu” w Stanach Zjednoczonych. Jest to pierwszy „shutdown” od 2018 roku i wynika z tego, że w Kongresie nie znalazła się większość do przegłosowania budżetu federalnego.
Przeczytaj także
W poprzednich miesiącach tak silną hossę na rynku królewskiego metalu usiłowano tłumaczyć zmianą polityki monetarnej Rezerwy Federalnej, która we wrześniu po 9-miesięcznej pauzie wróciła do cyklu obniżek stóp procentowych. Rynek spekuluje, że już w przyszłym roku stopy w Fedzie mogą spaść w okolice 3% i niemal zrównają się z bieżącą inflacją CPI w Stanach Zjednoczonych. W ten sposób dolarowe stopy procentowe znalazłyby się w pobliżu zera. A złoto zwykle dobrze radzi sobie w otoczeniu niskich lub malejących realnych stóp procentowych w USA. Niższe stopy zmniejszają bowiem koszt alternatywny trzymania złota, które nie wypłaca odsetek.
Bieżący zamęt polityczny w USA, zmiana polityki Fedu czy osłabienie dolara to jednak tylko wierzchnia warstwa „fundamentów” stojących za trwającą od kilku lat hossą na rynku złota. Coraz więcej inwestorów dywersyfikuje się w kierunku metali szlachetnych w obawie o długoterminową stabilność dolara i światowego systemu finansowego.
- Naszym zdaniem triumf cen złota w ostatnich latach to przejaw utraty zaufania. (…) W ostatnich latach doszło do utraty zaufania do pieniądza fiducjarnego, ale na szczeblu międzynarodowym i instytucjonalnym, co przyspieszyło zmiany w międzynarodowym systemie finansowym. Ich wynikiem jest odwrót od tradycyjnych bezpiecznych aktywów i poszukiwanie alternatywnego medium transakcyjnego i tezauryzacyjnego (tzn. służącego do akumulacji majątku) przez państwa i ich organy (banki centralne, zarządzających aktywami, itp.) – napisali w poniedziałkowym raporcie ekonomiści Banku Pekao (pogrubienia od redakcji).
Przeczytaj także
I trudno się z nimi nie zgodzić. Od ponad trzech lat banki centralne na potęgę zwiększają rezerwy kruszcowe, kupując po przeszło tysiąc ton złota rocznie. Robią to nie tylko z obaw o stabilność dolara i amerykańskich obligacji skarbowych, ale też chcąc uniknąć konsekwencji, jakie spotkały Rosję, gdy w marcu 2022 roku Zachód przekroczył Rubikon i zamroził rosyjskie rezerwy walutowe. A złota trzymanego w krajowych skarbcach „zamrozić”, ani skonfiskować nie był w stanie.
- Ostatnie kilkanaście lat przyniosło bowiem znaczący wzrost częstości i zasięgu stosowania sankcji finansowych. Dominacja w sferze finansów była w ostatnich dwóch dekadach coraz chętniej przekuwana w broń a jej kulminacją były sankcje wprowadzone przez państwa rozwinięte na Rosję od 2022 r., włącznie z konfiskatą rezerw walutowych tego państwa trzymanych zagranicą. Stwarza do jasny i silny bodziec dla rywali USA i reszty Zachodu do odłączenia się od zachodniego systemu finansowego – zauważają analitycy Pekao.
Kto spłaci długi Wuja Sama?
Na rzecz zwiększonych zakupów złota przemawia także galopujący wzrost długu publicznego we wszystkich największych gospodarkach świata. Dzieje się to w warunkach niskiego wzrostu gospodarczego, co rodzi obawy o utrzymanie przez banki centralne podwyższonej inflacji w perspektywie reszty tej dekady. Złoto jest więc tu swoistym zabezpieczeniem systemowy i jedyną drogą ucieczki przed przyspieszonym spadkiem siły nabywczej fiducjarnego pieniądza.
Ale czynnikiem, który bezpośrednio napędza złotą hossę w ostatnich tygodniach jest zmasowany napływ gotówki do funduszy typu ETF/ECN. Teraz w złoto wchodzi „ulica” z Zachodu, inwestująca przede wszystkim w „papierowe złoto” w postaci jednostek ETF. We wrześniu do „złotych” ETF-ów napłynęło 26 miliardów dolarów – wynika z danych Światowej Rady Złota. To nominalnie największy miesięczny napływ w historii. W rezultacie giełdowe fundusze tylko we wrześniu nabyły 145,6 ton złota. Dla porównania, przez poprzednie osiem miesięcy zakupiły 472 tony kruszcu. Przyspieszenie popytu ze strony ETF-ów było więc bardzo dynamiczne.
Przeczytaj także
Nieprzypadkowo napływ świeżej gotówki pochodzi przede wszystkim z Ameryki Północnej. Amerykańscy inwestorzy coraz mocniej niepokoją się o stan finansów publicznych USA. Wujek Sam zadłużony jest już na blisko 38 bilionów dolarów, czyli równowartość przeszło 120% PKB.. Dług ten szybko narasta i administracja w Waszyngtonie zdaje się już nie kontrolować tego procesu, rok w rok zadłużając się na ok. 6% PKB.
- Mówiąc wprost, USA wydają obecnie o 40% więcej niż zbierają w podatkach. Taka akumulacja kosztów obsługi długu zaczyna wypychać z budżetu inne wydatki. Sytuacja zadłużeniowa Stanów Zjednoczoncyh jest bardzo poważna – ostrzegł we wtorek Ray Dalio, legendarny zarządzający funduszem hegdingowym Bridgewater i pionier funduszy typu risk parity.
Złoto wraca do systemu finansowego. I to w wielkim stylu
Inni finansiści zwracają też uwagę, że galopujące notowania złota są reakcją na kryzys wiarygodności amerykańskich obligacji skarbowych. Przez poprzednie sto lat były one postrzegane jako instrument wolny od ryzyka kredytowego, gdyż nikt nie wyobrażał sobie nawet bankructwa rządu Stanów Zjednoczonych. Dlatego też były powszechnie przyjmowane jako zabezpieczenie (ang. collateral) we wszelakich transakcjach finansowych.
W przypadku tego typu zabezpieczeń podstawą jest pełne zaufanie i wysoka płynność. I Treasuries właśnie tracą to pierwsze. Na to miejsce może wrócić złoto, które w ramach trzeciej wersji reguł bazylejskich zostało zrównane w regulacjach bankowych z gotówką i obligacjami skarbowymi. Ale to dotyczy tylko złota alokowanego – czyli trzymanego w bankowym skarbcu fizycznego metalu. I właśnie o taki towar konkurują dziś banki centralne, banki komercyjne i prywatni inwestorzy.
- Złoto po 4 000 USD jest jasną wiadomością, że świat przewartościowuje hierarchię bezpiecznych zabezpieczeń. Chodzi o utratę zaufania przez system w neutralne aktywa papierowe i zwrócenie się w stronę czegoś, czego nie da się dodrukować, nałożyć na to sankcji czy na tym zbankrutować. I dlatego złoto jest wyceniane coraz wyżej jako jedynie prawdziwie neutralne aktywo, jakie pozostało w świcie upolitycznionego pieniądza i fragmentarycznego zaufania – napisano na x-owym profilu EndGame Macro.
Przeczytaj także
- Amerykańska polityka celna AD 2025 i jej otoczka stanowią największe jak dotąd wyzwanie dla światowego ładu handlowego i finansowego pochodzące z jego wnętrza, z państwa będącego dotąd jego największym beneficjentem, czempionem i twórcą. Chroniczne instytucjonalne problemy Stanów Zjednoczonych (których objawem jest trwające właśnie zawieszenie funkcjonowania rządu federalnego) również pogarszają percepcję USA jako dostarczyciela wysokiej jakości aktywów finansowych. Wszystko to stawia pod znakiem zapytania to, czy ten kraj będzie skłonny w dalszym ciągu podtrzymywać światowy porządek – dodają ekonomiści Pekao.
Nawet jeśli obserwowany przez ostatnie tygodnie i miesiące rajd notowań złota jest być może przesadzony i zbyt szybki, to stoją za nim potężne i głęboko zakopane fundamenty. Świat po prostu znów potrzebuje złota jako oparcia i zabezpieczenia w obliczu rosnącej niepewności i ryzyka związanego z sytuacją w finansach Stanów Zjednoczonych. Stąd też wszelkie prognozy dotyczące tego, jak daleko zajdą dolarowe ceny złota, w mojej ocenie nie mają w tej chwili większego sensu.



























































