Podczas gdy coraz realniejszy wydaje się scenariusz przejęcia przez PZU drugiego największego banku w Polsce, giełdowe notowania grupy szorują po historycznym dnie. Repolonizacja wyraźnie nie podoba się akcjonariuszom ubezpieczyciela.


We wtorek nad ranem za notowane na warszawskiej GPW akcje PZU płacono momentami nawet 27,12 zł. To najniższa cena za papiery ubezpieczyciela w jego sześcioletniej giełdowej historii. Dzisiejsze ponad 3-procentowe spadki sprawiły, że przebito minimum z czerwca, które wynosiło 27,13 zł.
Warto zauważyć, że jeszcze na początku 2015 roku papiery PZU były warte niemal dwukrotnie więcej. W lutym ich wycena przekraczała 50 zł (uwzględniając split). Od tego czasu giełdowa wartość ubezpieczyciela skurczyła się o ponad 20 mld zł.
Początek bessy na akcjach PZU zbiega się z ogłoszeniem planu zaangażowania spółki w repolonizację polskiego sektora bankowego. Pierwsze plotki pojawiły się w kwietniu 2015, gdy - uwzględniając split - za akcje spółki płacono ponad 50 zł. Pod koniec maja podpisano przedwstępną umowę przejęcia pakietu w Alior Banku, a chwilę później Andrzej Klesyk, ówczesny prezes ubezpieczyciela, zapowiadał, że marzy mu się przejęcie trzech banków. Czerwiec PZU rozpoczęło - uwzględniając split - z notowaniami na poziomie 45 zł.
Z ziemi włoskiej do Polski
W kolejnych miesiącach PZU rozglądało się po rynku za kolejnymi akwizycjami, a wycena jego akcji dalej topniała, by w grudniu osiągnąć poziom 30 zł. Wprawdzie druga połowa 2015 roku była ciężka dla całego rynku, jednak ubezpieczyciel nawet na tle innych mocno przecenionych blue chipów prezentował się blado. Dodatkowym problemem dla spółki były rysujące się na horyzoncie nowe podatki: dla ubezpieczycieli, który uderzał bezpośrednio w PZU i bankowy, który jeszcze mocniej podkopywał sensowność repolonizacji banków.

Pierwszy kwartał 2016 roku przyniósł lekkie odreagowanie, po którym jednak na wycenie PZU nie ma już śladu. Szeroki rynek zamarł w trendzie bocznym, a ubezpieczyciel uderzony drugą falą repolonizacji zaczął śrubować historyczne minima. Pierwszym tegorocznym bankowym łupem grupy był Bank BPH, którego akcje nabył Alior. Drugim miał być Raiffeisen, jednak na horyzoncie pojawiła się znacznie grubsza ryba. Postawieni pod ścianą Włosi dążą do pozbycia się swojego pakietu w Pekao - największym w kraju banku z obcym kapitałem. To idealna okazja dla PZU, aby zwieńczyć proces budowania potęgi swojej bankowej odnogi. Dziś na rynek dotarła informacja, że prezes Krupiński rusza do Włoch, by negocjować przejęcie Pekao. Akcje PZU w reakcji na tę informację tanieją o ponad 3%.
Trzeba, bo trzeba
Dlaczego zaangażowanie PZU w repolonizację sektora jest tak negatywnie odbierane przez rynek? - Głównym celem „odzyskiwania” banków wydaje się repolonizacja sama w sobie, czyli zwiększenie udziału rodzimego kapitału w sektora bankowym. W dyskusji o „repolonizacji” banków kwestia oczekiwanych z tego tytułu korzyści jest marginalizowana. Trzeba, bo trzeba. A skoro trzeba, to jest to dobre - zauważa w artykule "Trwa akcja repolonizacja. Tylko po co?" Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl. Warto przypomnieć choćby przypadek Alior Banku, który od momentu przejęcia przez PZU stracił blisko 40% swojej giełdowej wartości. Można więc uznać, że ubezpieczyciel znacząco przepłacił za jego akcje.
Podobnie może być również z Pekao. - Pekao jest na tle sektora spółką drogą - zauważa Michał Sobolewski, analityk DM BOŚ. - Dodatkowo, po takiej zmianie właściciela, byłoby postrzegane przez rynek jako spółka Skarbu Państwa. Wówczas bank byłby zapewne wyceniany niżej, ponieważ państwowe spółki nie zawsze działają z nastawieniem czysto biznesowym. Warto porównać choćby Pekao z PKO BP. Giełdowa wycena tego drugiego zawiera dyskonto, mimo iż jest to bank większy, z większą bazą klientów i działa w obszarach bardziej marżowych. Rynek podchodzi jednak dużo ostrożniej do wyceny PKO BP i tutaj jednym z elementów, które na to wpływają jest obecność Skarbu Państwa w akcjonariacie - dodaje. Szerzej o potencjalnych skutkach tej transakcji piszemy w artykule "PZU może przejąć Pekao - zyska ego polityków, stracą klienci".
Póki co nie jest pewne jak przedstawiciele PZU będą chcieli sfinansować ewentualne przejęcie włoskiego pakietu udziałów w Pekao. To spory wydatek, który może mocno nadwyrężyć kasę i zdolności kredytowe spółki. Nie wiadomo też, jakby miał wyglądać sam proces "trawienia" trzech banków przez grupę. Wiadomo jednak, że akcjonariusze obawiają się tej transakcji, czego najlepszym dowodem jest mocny spadek giełdowej wyceny ubezpieczyciela.





























































