Do marca 2002 r. obrót licencjami informatycznymi nie był objęty 22-proc. stawką VAT, którą obłożona była np. sprzedaż oprogramowania. Księgowi uznali, że skoro licencje nie zostały zaliczone do usług – a towarem tym bardziej nie są – to można je uznać za prawa, których sprzedaż nie podlega opodatkowaniu VAT.
Jednak nowelizacja ustawy podatkowej z 2002 r. roku mówi, że licencje zaliczają się do usług i są obłożone 22-proc. stawką VAT. Nikomu nie przyszło do głowy, że fiskus może teraz zażądać zapłaty „zaległego” VAT od licencji sprzedanych przed nowelizacją, głównie w latach boomu informatycznego 1999-2001.
W listopadzie 2003 r. NSA uznał, że olsztyńska spółka Etos musi uregulować VAT za okres, w którym nie płaciły go czołowe firmy i nikt tego nie kwestionował. Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji ostro się temu sprzeciwiła i złożyła kasację od wyroku NSA. Tymczasem fiskus zaczął się dobierać do Softbanku, jednego z największych w kraju integratorów systemów informatycznych. Na razie nie postawiono formalnych zarzutów, jednak władze spółki nie wykluczają utworzenia rezerw na wypadek niekorzystnego rozstrzygnięcia potyczki z fiskusem.
Co ciekawe, urzędy skarbowe różnią się w ocenie tego, czy podatek od sprzedaży licencji należy się od wszystkich licencji, czy tylko krajowych. Trudno się w tej sytuacji nie dopatrywać analogii do sprawy Optimusa, a zwłaszcza spółki JTT, którą zrujnowała zaborczość lokalnego fiskusa wykorzystującego brak jednoznacznej interpretacji co do VAT od reeksportowanych komputerów.




























































