

Na Ukrainie nadwiślańskie marki wódek wypierają rosyjskie. Trzeci rynek świata to dla naszych producentów szansa, ale też duże ryzyko.

Rosyjskim producentom wódki konflikt na Ukrainie odbija się czkawką. Andrew Notcutt, dyrektor marketingu z Russian Standard, podczas lunchu dla mediów w Londynie wspomniał, że ukraińska sprzedaż czołowej marki jego koncernu spada, od kiedy w zeszłym roku wybuchły „napięcia” między Rosją a Ukrainą - donosi branżowy portal just-drinks. com.
Dodał jednak, że spadek zrekompensowała rosnąca sprzedaż polskich marek, w tym m.in. Żubrówki. Wódka produkowana nad Wisłą, choć ma tego samego, rosyjskiego właściciela, jest postrzegana na Ukrainie jako produkt polski. Po trzech kwartałach 2014 r. czysta wódka sprzedana na Ukrainę warta była zaledwie 4,3 mln zł (dane GUS). To kropla w morzu tego trunku sprzedanego za granicą za 424 mln zł, to jednak również ponad dwa razy więcej niż w 2013 r., gdy na Ukrainę wyjechała wódka za 1,9 mln zł.
- W branży mówi się o rosnącej sprzedaży na tamtejszy rynek - zdominowany przez wódkę rodzimą i rosyjską — potwierdza Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy (ZP PPS). Andrzej Szumowski, prezes Stowarzyszenia Polska Wódka (SPW), przypomina, że Ukraina to trzeci na świecie rynek wódkipod względem konsumpcji po Rosji i USA (Polska jest numerem cztery).
- Obecność na Ukrainie oznacza dostęp do ogromnej rzeszy konsumentów. Polska wódka ma tam tradycję przedi powojenną. Jej pierwsza fabryka powstała we Lwowie. Szkoda byłoby nie wykorzystać szansy - uważa szef SPW.
Więcej na ten temat - w dzisiejszym "Pulsie Biznesu"
































































