REKLAMA

ANALIZAPolska w G20? A po co nam to?

Krzysztof Kolany2023-11-30 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2023-11-30 06:00

Co jakiś czas nad Wisłą odżywają nadzieje na to, że rząd Polski zostanie dopuszczony do udziału w elitarnej grupie G20. Spekulacje te podbudowuje się narracją o sile polskiej gospodarki.

Polska w G20? A po co nam to?
Polska w G20? A po co nam to?
fot. POOL / /  Reuters / Forum

Od kilku dni w polskich mediach pojawiają się spekulacje, jakoby nasz kraj miał dołączyć do G20, czyli nieoficjalnego rządu światowego. Dyskusję zapoczątkował artykuł Rafała Hirscha. Dziennikarz na podstawie prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego i bieżącego kursu dolara do złotego wyliczył, że w 2024 roku Polska stanie się 20. największą gospodarką świata. Ma to wynikać z dramatycznego osłabienia się tureckiej liry i równoczesnego umocnienia złotego w 2023 roku. Czy w takim razie awans do G20 mamy już zapewniony?

Czym jest G20? (i czym nie jest)

G20 – czy też Grupa 20 – stanowi forum dyskusyjne, na którym corocznie spotykają się polityczni liderzy (tj. prezydenci, premierzy, ministrowie finansów i szefowie banków centralnych) 19 krajów świata i ponadto przedstawiciel Unii Europejskiej oraz Unii Afrykańskiej. Zwyczajowo mówi się, że G20 złożona jest z pierwszej dwudziestki krajów o największym produkcje krajowym brutto, czyli mówiąc w skrócie: 20 największych gospodarek świata.

Ale to nie jest prawda! Aby wyłapać różnice, wystarczy zestawić tabelę państw uszeregowanych po nominalnym PKB wyrażonym w dolarze amerykańskim z listą członków G20. W G20 nie znajdziemy przedstawiciela Hiszpanii (15. gospodarka świata w 2022 r. według danych Banku Światowego), Holandii (18.) czy Szwajcarii (20.). Są tam za to takie kraje jak Argentyna (pozycja 22., a więc tuż za Polską!) czy Republika Południowej Afryki (miejsce 37., tuż przed Filipinami czy… Danią). Choćby z tego zestawienia widać, że posiadanie PKB z pierwszej dwudziestki nie gwarantuje miejsca w tym nieformalnym rządzie światowym.

Bankier.pl

G20 została założona w roku 1999. I przez pierwsze 10 lat swego istnienia mało kogo obchodziła. Wszystko zmieniło się po wybuchu Wielkiego Kryzysu Finansowego (2007-09). Szczyt G20 w roku 2009 był przełomowy, gdyż forum to zdetronizowało grupę G7 (czy też później G7+Rosja). Co ciekawe, już wtedy w polskiej prasie pojawiły się głosy, że na szczycie G20 znajdzie się miejsce dla przedstawiciela Polski. Ponoć takie zadanie otrzymała polska dyplomacja, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło i decyzje w sprawie nowego światowego ładu zapadały bez udziału Polaków. Jak zwykle zresztą.

Później temat Polski w G20 wracał jeszcze kilkukrotnie. - Polski rząd nie zrezygnował z aspiracji o członkostwo w G20, jednak przystąpienie do grupy jest możliwe tylko w wyniku naturalnego procesu, polegającego na systematycznym wzmacnianiu siły polskiego głosu zarówno na forum unijnym, jak i również w świecie – oświadczenie tej treści wydał polski MSZ w czerwcu 2012 roku. Najwyraźniej współorganizacja piłkarskich mistrzostw Europy nie wystarczyła, aby dostać się na światowe salony. Nie udało się wtedy wypchnąć z G20 ani Argentyny, ani RPA.

Tak samo jak dwa lata później, gdy Ernst & Young przedstawił wyniki badań nad składem G20. Wyszło z niego, że Polska powinna się znaleźć w „optymalnym” składzie G20. No cóż, nie znalazła się. O szansach na taki awans niemal 10 lat temu na łamach Bankier.pl pisał Michał Żuławiński w tekście o wiecznie aktualnym tytule: „Kiedy Polska wejdzie do G20?". Tekst pozostaje na czasie, mimo że w marcu 2017 ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki uczestniczył w spotkaniu ministrów finansów w Baden-Baden jako pierwszy polski przedstawiciel na tym szczycie w historii.

Jak Polska rośnie w siłę

Wielkość polskiej gospodarki mierzonej nominalnym PKB w USD (przeliczonym po kursie rynkowym, a nie w parytecie siły nabywczej) od dekady pozwala nam zajmować miejsce na początku trzeciej dziesiątki światowego rankingu. Według szacunków Banku Światowego w 2022 roku znaleźliśmy się na 21. miejscu z PKB wynoszącym 688,2 mld dolarów. Wyraźnie przed Argentyną (632,8 mld USD – zresztą nie wiadomo, po jakim kursie dolara przeliczać argentyński PKB) oraz Szwecją (586 mld USD), Norwegią (579 mld USD) i Belgią (578,6 mld USD). I zarazem dość daleko za Szwajcarią (807,7 mld USD) i Turcją (906 mld USD), o Holandii (991,1 mld USD) nawet nie wspominając.

  Nominalny PKB w przeliczeniu na USD po kursie oficjalnym
  Kraj Prognozy MFW (2023) Szacunki Banku Światowego (2022)
1 Stany Zjednoczone 26 949 643 25 462 700
2 Chiny 17 700 899 17 963 171
3 Niemcy 4 429 838 4 072 192
4 Japonia 4 230 862 4 231 141
5 Indie 3 732 224 3 385 090
6 Wlk. Brytania 3 332 059 3 070 668
7 Francja 3 049 016 2 782 905
8 Włochy 2 186 082 2 010 432
9 Brazylia 2 126 809 1 920 096
10 Kanada 2 117 805 2 139 840
11 Rosja 1 862 470 2 240 422
12 Meksyk 1 811 468 1 414 187
13 Korea Płd. 1 709 232 1 665 246
14 Australia 1 687 713 1 675 419
15 Hiszpania 1 582 054 1 397 509
16 Indonezja 1 417 387 1 319 100
17 Turcja 1 154 600 905 988
18 Holandia 1 092 748 991 115
19 Arabia Saudyjska 1 069 437 1 108 149
20 Szwajcaria 905 684 807 706
21 Polska 842 172 688 177
22 Tajwan 751 930
23 Belgia 627 511 578 604
24 Argentyna 621 833 632 770
25 Szwecja 597 110 585 939

Podobnie sytuacja wygląda, jeśli jako punkt odniesienia weźmiemy prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego za rok 2023. W tym ujęciu także zajmujemy 21. lokatę, wyraźnie wyprzedzając Tajwan (oraz o kilka długości dystansując m.in. Argentynę, Belgię czy Szwecję), ale wciąż tracąc spory dystans do Szwajcarii i jeszcze większy do Arabii Saudyjskiej.

To wszystko nie zmienia faktu, że jako kraj zamieszały przez niespełna 40 milionów ludzi (liczymy z Ukraińcami i innymi emigrantami, ale bez przynajmniej miliona Polaków na stałe rezydującymi na Zachodzie) i budując gospodarkę rynkową praktycznie od zera w roku 1988, odnieśliśmy niesamowity sukces. W 35 lat z gospodarczego niebytu do progu światowej ekstraklasy – to niemałe osiągnięcie wypracowane za życia jednego pokolenia. 

Warto też wiedzieć, o czym tak naprawdę mówimy. Nikt jeszcze nie skonstruował idealnego wskaźnika mierzącego siłę, znaczenie i wielkość krajowej gospodarki. To, czym się posługujemy, jest bardzo ułomne. Produkt krajowy brutto obejmuje tylko dobra finalne, abstrahując od znaczenia danego kraju w światowym handlu czy systemie finansowym. Nie widzimy w nim też struktury gospodarki czy poziomu jej rozwoju technologicznego. PKB nie pokazuje też zamożności jego mieszkańców – relatywnie uboga Indonezja dzięki ogromnej populacji (275,8 mln) pod względem nominalnego PKB wyprzedza większość państw Europy.

Po drugie, porównywany tu wskaźnik jest bardzo wrażliwy na zmiany cen w gospodarce oraz na kurs dolara. Ekonomiści i media zwykle patrzą na realny wzrost PKB. A tu bierzemy pod uwagę wartość nominalną, która bardzo szybko rośnie w czasach wysokiej inflacji. Drugim bardzo zmiennym czynnikiem jest kurs dolara wyrażony w krajowej walucie. W roku 2022 złoty był rekordowo słaby względem USD. Teraz jest wyraźnie mocniejszy. Mamy więc nieco paradoksalną sytuację, że w 2023 roku praktycznie zerowemu realnemu wzrostowi polskiego PKB towarzyszyć będzie bardzo wysoki wzrost nominalny w ujęciu dolarowym. Za rok sytuacja może się odwrócić: realne tempo wzrostu gospodarczego przyspieszy, ale PKB w ujęciu dolarowym zwiększy się mniej niż w tym roku.

G20? A po co nam to?

Tylko czy prestiż przynależności do G20 jest nam do czegokolwiek potrzebny? Niemal z pewnością nigdy nie przeskoczymy gigantów takich jak USA, Chiny, Indie czy Brazylia. To samo tyczy się gospodarczych tytanów (Niemcy, Japonia), dużych mocarstw atomowych z kolonialną przeszłością (Francja, Wielka Brytania), czy państw stanowiących punkt odniesienia dla swojego kontynentu (RPA, Australia) lub regionu (Turcja, Rosja). W kolejnych dekadach będą nas gonić (i zapewne też przeganiać) ludne, ale dziś ubogie kraje „Południa”: Pakistan (236 mln mieszkańców!), Nigeria (218,54 mln), Filipiny (111,6 mln) czy Wietnam (prawie 100 mln).

Polska już kiedyś była gospodarczą i militarną potęgą. Nie skończyło się to dla nas najlepiej. Na kij nam „mocarstwowa” pozycja, nawet jeśli byśmy mieli środki na jej utrzymanie? Czy przeciętny Hindus albo Rosjanin ma coś z tego, że jego kraj należy do G20? Tym bardziej że Polska w skali świata jest krajem stosunkowo małym i kurczącym się pod względem demograficznym.

Osobiście wolałbym żyć w kraju pozbawionym znaczenia międzynarodowego, ale w którym ludzie są wolni, żyją dostatnio i nie muszą martwić się o konsekwencje „koncertu mocarstw”. Istnieje wiele małych, bogatych i bezpiecznych państw, których rządy nie mają większego wpływu na światową politykę. Można tu wspomnieć choćby Szwajcarię, Irlandię, Danię czy Austrię. Może więc w tym stuleciu mocarstwowe rozgrywki pozostawmy innym, a sami skupmy się na sobie i swoich sprawach.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Kredyt hipoteczny własny kąt 0% prowizji (RRSO: 9,83%)

Kredyt hipoteczny własny kąt 0% prowizji (RRSO: 9,83%)

Komentarze (46)

dodaj komentarz
marianpazdzioch
Oho... nagrabił pan sobie wśród ruskich troli i innych husarzy niezmordowanie zaśmiecających sekcję komentarzy :)
bizneszorro
A wam to na nic ale nam Polakom to przyda się
prs
Bardzo dobrze - nalezy myslec globalnie, nie zasciankowo czy regionalnie..
ad_obervatorek
Polska aspirując na leadera Europy środkowej, musi być w G20, gdyż ten region ma olbrzymie znaczenie dla bezpieczenstwa EU.
artqr
Czy można traktować poważnie państwo, które nazywa się sługą obcego narodu? Albo żebrzące o garść euro?
ssmentek
'Polska już kiedyś była gospodarczą i militarną potęgą. Nie skończyło się to dla nas najlepiej. Na kij nam „mocarstwowa” pozycja' - :D Jakim "nam"? Nam w redakcji? :) Nie będzie żadnych "nas" z taką ambicją, ani z takim podejściem do swojej wolności. Polityka dla krajów jak Szwajcaria czy Belgia nie zagwarantuje 'Polska już kiedyś była gospodarczą i militarną potęgą. Nie skończyło się to dla nas najlepiej. Na kij nam „mocarstwowa” pozycja' - :D Jakim "nam"? Nam w redakcji? :) Nie będzie żadnych "nas" z taką ambicją, ani z takim podejściem do swojej wolności. Polityka dla krajów jak Szwajcaria czy Belgia nie zagwarantuje przetrwania Polsce, nie ta geografia! Narracja peło czyli "Pochylmy karków i jakoś to będzie" jest drogą do katastrofy, jak tej z przed wieków. Utrata mocarstwowości, a nie dążenie do niej, była przyczyną biedy na pokolenia. Kolany odwraca tą rzeczywistość aby wpasować ją w logikę własnych kompleksów. Gdzie jest człowiekiem "rozsądnym" a nie zwykłym jurgieltnikiem, trybikiem w obcej tubie propagandowej jaką jest bankier.pl
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
ssmentek
Co może mieć do powiedzenia facet pracującego dla obcego kapitału... bankier.pl to gadzinowa tuba propagandowa udająca portal tematyczny.
blind-oln
No tak. Po co nam głos w G20. Przecież wystarczy, że Niemcy tam są i nas reprezentują.
tristans
"Osobiście wolałbym żyć w kraju pozbawionym znaczenia międzynarodowego, ale w którym ludzie są wolni, żyją dostatnio i nie muszą martwić się o konsekwencje „koncertu mocarstw”. - typowe naiwne marzenia wielu obywateli tego kraju. W takich warunkach to jest niemożliwe. Jesteśmy jak pies z buda na autostradzie, gdzie się nie ruszy "Osobiście wolałbym żyć w kraju pozbawionym znaczenia międzynarodowego, ale w którym ludzie są wolni, żyją dostatnio i nie muszą martwić się o konsekwencje „koncertu mocarstw”. - typowe naiwne marzenia wielu obywateli tego kraju. W takich warunkach to jest niemożliwe. Jesteśmy jak pies z buda na autostradzie, gdzie się nie ruszy to zawsze komuś blokuje przejazd i wyją na niego klaksonami. Wojna na UKR to nic innego jak właśnie koncert mocarstw, tyle że w odmianie brutalnej.

Powiązane: Polityka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki