Co stałoby się, gdyby serce polskiego rynku finansowego przestało bić na jedną dobę? Gdy na giełdzie algorytmy HFT zawierają tysiące transakcji na sekundę, a jeden błąd w kodzie może wywołać lawinę, o przetrwaniu rynku nie decydują same serwery. Odsłaniamy kulisy działania KDPW_CCP - instytucjonalnego "bezpiecznika", który chroni warszawski parkiet.


Giełdowy parkiet, na którym przekrzykiwali się maklerzy, ustąpił miejsca cichym serwerowniom obsługującym tysiące zleceń na sekundę. Automatyzacja handlu oraz procesów posttransakcyjnych przyniosła niespotykaną wcześniej wydajność. Systemy infrastrukturalne, takie jak kdpwstream, dysponują przepustowością umożliwiającą przetwarzanie setek tysięcy operacji dziennie, z precyzją nieosiągalną dla manualnych procesów.
Zachwyt nad technologią nie powinien jednak przesłaniać fundamentalnej prawdy o rynku finansowym, aktualnej dziś tak samo jak dekady temu: technologia jest jedynie nośnikiem zaufania, a nie jego źródłem. W środowisku, w którym transakcje zawierane są w ułamkach sekundy, ryzyko błędu - technologicznego lub ludzkiego - nie znika. Zmienia jedynie swoją skalę i tempo materializacji, przybierając postać ryzyka systemowego.
Współczesny rynek akcji bywa porównywany do areny walki robotów. Algorytmy konkurują ze sobą o przewagę informacyjną i czasową. Strategie HFT (High Frequency Trading) realizują tysiące transakcji w ciągu sekundy, reagując na sygnały niewidoczne dla ludzkiego oka. Warto jednak zadać pytanie, co stałoby się, gdyby w tym precyzyjnym mechanizmie doszło do błędu, który wymknąłby się standardowym procedurom kontroli.
Dzień, w którym zachwiała się giełda
Wyobraźmy sobie spokojne popołudnie na GPW. Sesja przebiega przy niewielkich wahaniach głównych indeksów i przeciętnej aktywności inwestorów. Sytuacja zmienia się w momencie, gdy jeden z domów maklerskich wdraża aktualizację algorytmu odpowiedzialnego za automatyczne dostarczanie płynności. W trakcie wdrożenia popełniony zostaje błąd - parametr odpowiedzialny za wolumen lub limit ceny zostaje ustawiony na poziomie wielokrotnie wyższym, niż zakładano.

W efekcie, zamiast realizować niewielkie zlecenia w ramach strategii animowania rynku, algorytm zaczyna generować agresywne zlecenia kupna po cenach znacząco przewyższających bieżące notowania, mieszcząc się jednak formalnie w przyznanych limitach operacyjnych. W bardzo krótkim czasie, zanim systemy nadzorcze zdążą zareagować, ekspozycja domu maklerskiego zaczyna przekraczać jego kapitały własne. Giełda realizuje zlecenia zgodnie z obowiązującymi regułami kojarzenia ofert.
Kursy kilku spółek gwałtownie rosną, co uruchamia reakcję łańcuchową. Algorytmy innych uczestników rynku identyfikują impuls cenowy, interpretując go jako sygnał popytowy i dołączają do zakupów. Na rynku powstaje zjawisko określane mianem flash rally - błyskawiczna, sztuczna euforia cenowa. W krótkim czasie wartość obrotów w systemach transakcyjnych sięga miliardów złotych. Na ekranach wygląda to na hossę stulecia, ale w rzeczywistości wzrosty są skutkiem błędu operacyjnego.
Gdyby nie istniały mechanizmy centralnego rozliczania i zarządzania ryzykiem, skutki takiego zdarzenia mogłyby być trudne do opanowania, przenosząc się na innych uczestników rynku. Dom maklerski będący sprawcą zamieszania stałby się niewypłacalny, a potencjalne konsekwencje mogliby odczuć również jego kontrahenci. To właśnie w takich momentach ujawnia się znaczenie infrastruktury rynku kapitałowego, projektowanej z myślą o skrajnych sytuacjach.
Fikcyjny scenariusz o błędzie w kodzie pokazuje, jak delikatna jest cyfrowa tkanka rynku. Co jednak stałoby się, gdyby z zewnątrz odciąć wtyczkę i paraliż dotknąłby samą centralną infrastrukturę, a KDPW przestało działać na jeden dzień?
- Nie nastąpiłoby rozliczenie, nie nastąpiłby rozrachunek, nie przepłynęłyby pieniądze od kupującego do sprzedającego akcje w drugą stronę. Giełda nie mogłaby działać bez depozytów - wyjaśnia Maciej Trybuchowski, prezes Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. - Centralne depozyty są elementem bezpieczeństwa i de facto zapewniają, że to, co się stało na giełdzie, będzie miało później realny odźwięk, realny obraz w rzeczywistości. Inaczej nastąpiłaby tylko transakcja, ale nie stałoby się to, co jest najważniejsze, żeby dostać to, co się kupiło i żeby otrzymać pieniądze za to, co się sprzedało.
Bezpiecznik na “czarne łabędzie”
Jak działa kaskada zabezpieczeń KDPW_CCP?
Gdy uczestnik rynku traci płynność, KDPW_CCP uruchamia rygorystyczną kaskadę zasobów finansowych (tzw. default waterfall):
- Depozyty zabezpieczające (intraday margin calls) - nałożenie natychmiastowego obowiązku dopłaty gotówki w trakcie sesji.
- Zablokowanie dostępu do rynku - natychmiastowe odcięcie niesfornego domu maklerskiego od zawierania kolejnych transakcji.
- Kapitał własny gracza i Wspólny Fundusz Gwarancyjny - pokrycie strat ze środków zgromadzonych przez uczestników izby.
- Rezerwowe fundusze KDPW_CCP - uruchomienie własnych rezerw kapitałowych izby.
W realnych warunkach w opisanym scenariuszu kluczową rolę odegrałaby infrastruktura Grupy KDPW, a w szczególności izby rozliczeniowej KDPW_CCP. Systemy zarządzania ryzykiem monitorują w czasie rzeczywistym poziom ekspozycji i wykorzystania depozytów zabezpieczających, sygnalizując przekroczenie ustalonych progów. Standardowe odchylenia obsługiwane są automatycznie, jednak w sytuacjach skrajnych decyzje operacyjne podejmowane są przez zespoły zarządzania ryzykiem.
Przekroczenie określonych progów przez nasz hipotetyczny dom maklerski skutkowałoby natychmiastowymi wezwaniami do uzupełnienia depozytów zabezpieczających (intraday margin call) oraz intensyfikacją nadzoru operacyjnego. Brak pokrycia ekspozycji skutkowałby zablokowaniem możliwości zawierania przez ten dom maklerski kolejnych transakcji, do czasu eliminacji zagrożenia. Jeżeli uczestnik rynku nie byłby w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań, izba uruchomiłaby formalne procedury “default management”, przewidziane na wypadek niewykonania zobowiązań, bez przenoszenia ryzyka na pozostałych uczestników rynku.
Dzięki temu, że KDPW_CCP działa jako partner centralny, stając się stroną każdej rozliczanej transakcji, ryzyko kontrahenta nie przenosi się na cały rynek, zostając zabezpieczone w jednym węźle systemu. Rozrachunek transakcji zawartych przez uczestników odbywa się z wykorzystaniem wielopoziomowego systemu zabezpieczeń, w tym funduszy gwarancyjnych.
Fikcyjny scenariusz o domu maklerskim, który przez błąd w algorytmie zdestabilizował rynek, pokazuje pewną prawdę o automatyzacji. Postęp technologiczny przyspiesza procesy, ale także materializację skutków popełnionych błędów oraz zwielokrotnia ich “pole rażenia”. Bez instytucjonalnych “bezpieczników” nawet lokalne zdarzenie mogłoby podważyć zaufanie do całego rynku kapitałowego.
Zaufanie pozostaje domeną człowieka
Choć znaczna część procesów rynkowych przebiega dziś automatycznie, definiowanie ryzyka i podejmowanie decyzji w sytuacjach niestandardowych pozostaje w gestii ludzi. To eksperci ustalają parametry zabezpieczeń, poziomy depozytów oraz procedury postępowania na wypadek zdarzeń, których algorytmy - oparte na danych historycznych - nie są w stanie przewidzieć.
Automatyzacja doskonale sprawdza się w środowisku powtarzalnym, ale traci skuteczność, gdy na rynku pojawiają się “czarne łabędzie”. W tym sensie KDPW pełni rolę instytucjonalnego arbitra, zapewniając spójność zapisów własnościowych poprzez tzw. “golden record” - jedyny obowiązujący w świetle prawa obraz stanu posiadania na polskim rynku kapitałowym. Maszyny mogą przetwarzać zapisy, lecz dopiero wsparta regulacjami instytucja zaufania publicznego nadaje im wiążącą moc.
Kod informatyczny może przyspieszyć transakcję, zoptymalizować koszty i ograniczyć błędy operacyjne. Nie jest jednak w stanie wziąć odpowiedzialności. A to właśnie odpowiedzialność, a nie linijki kodu, pozostaje ostatecznym gwarantem zaufania na rynku kapitałowym. Z tego powodu blockchain ani sztuczna inteligencja nie eliminują potrzeby istnienia instytucji takich jak Grupa KDPW.
Materiał napisany we współpracy z KDPW





























































