Od uruchomienia platformy w czerwcu 2010 roku, za jej pośrednictwem przeprowadzono 247 aukcji. Wydaje się to niedużo, ale należy wziąć pod uwagę, że system działa dopiero od roku, a od sześciu miesięcy systematycznie wzrasta liczba zamieszczanych ofert. W czerwcu było ich 19, a w grudniu już 60. Wyraźny wzrost zainteresowania przedsiębiorców tą formą „walki” o publiczne kontrakty w dużej mierze wynika z wygody jej stosowania. Nie trzeba dostarczać stosu papierowych dokumentów, a kontakt z urzędem ograniczono do niezbędnego minimum.
Czym się chwali UZP?
Niestety oszczędności, jakimi chwali się Urząd Zamówień Publicznych to suma różnic w cenie pomiędzy ofertami złożonymi w wersji elektronicznej, a tymi przedstawionymi w tradycyjny papierowy sposób. Zatem urząd tak naprawdę nie zaoszczędził pieniędzy, tylko po prostu wydał mniej, a to z pewnością nie jest zysk. Raczej mniejsza strata. Naturalnie nie można umniejszać roli elektronicznej platformy aukcyjnej jako dobrego rozwiązania do pozyskiwania najtańszego, a zarazem najlepszego wykonawcy zamówienia publicznego.
Różnica pomiędzy ofertami złożonymi w formie papierowej, a tymi za pośrednictwem sieci jest zastanawiająca – w najbardziej jaskrawym przypadku wynosiła ona 16 mln zł. Wychodzi na to, że elektroniczna platforma aukcyjna jest narzędziem, które „obniżyło” ceny. Niestety jest to nieprawda. Możliwe, że gdyby internetowa platforma aukcyjna nie istniała, firmy i tak złożyłyby swoje oferty. Wówczas suma łącznych różnic pomiędzy najtańszym a najdroższym wykonawcą byłaby jeszcze większa. Z tego powodu ciężko jest zrozumieć, czym się chwali UZP?
To, że na platformie odbyło się 247 aukcji można uznać za sukces. Jednak nie prezentuje się on w mediach tak okazale, jak „zaoszczędzone” 90 mln zł. Szkoda, bo to trochę psuje obraz tej instytucji i przynosi na myśl znane skądinąd filmy Polskiej Kroniki Filmowej.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@firma.bankier.pl
Zobacz też:
» Urzędnik odpowiedzialny finansowo, ale dalej bezkarny
» Emeryci lubią ZUS
» Tylko 55 tysięcy obrońców emerytury
» Urzędnik odpowiedzialny finansowo, ale dalej bezkarny
» Emeryci lubią ZUS
» Tylko 55 tysięcy obrońców emerytury




























































