Edukacja ekonomiczna w kraju spustoszonym przez 60 lat socjalizmu (narodowego i sowieckiego) przypomina orkę na ugorze, czego nie zmieniło niemal ćwierć wieku obecnej imitacji kapitalizmu. W tym kontekście inicjatywa NBP jest jak najbardziej uzasadniona. Pomysł dobry, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia.
![]() | » Fiskusa znajdziesz nawet w grzejniku |
Różnica między legalnością a uczciwością
Po kilku niezłych, ale dość powierzchownych i poprawnych politycznie odcinkach cyklu „Spokojnie, to tylko ekonomia” pojawił się poważny zgrzyt. Odcinek 14. nosi tytuł „Szara strefa” i jest pełen stwierdzeń co najmniej kuriozalnych.
Ojciec Krzysia zostaje wezwany „na dywanik” do dyrektora szkoły. Temu nie podoba się działalność gospodarcza prowadzona przez Krzysia. Chłopak wraz z „Grubym” sprzedaje w szkole kanapki oraz słodycze dostarczane przez matkę „Grubego”. Dyrektor domaga się, aby ojciec zabronił Krzysiowi tego procederu
Koronnym argumentem dyrektora jest troska o szkolny sklepik pani Joli. „Dzieci wolą kupować u pańskiego syna, bo ma lepsze ceny” – argumentuje dyrektor i dodaje: „Cierpi na tym sklepik pani Joli, która działa legalnie, zatrudnia pracownicę i jeszcze wychowuje dwójkę dzieci”. No i wszystko jasne. Urzędnik stara się bezprawnymi metodami zniszczyć uczciwy biznes, aby tylko uratować miejsce pracy i zyski pani Joli.
„Też może lepiej zakombinować” – odpowiada przedsiębiorczy chłopak na krytykę ze strony swojego ojca, który, nie wiedzieć, czemu postanowił wziąć stronę dyrektora. Tłumaczy synowi, że jego działalność gospodarcza przypomina bieg, do którego ktoś staje we wrotkach i dzięki nim nieuczciwie wygrywa. Prawda jest jednak inna. Biznes to wyścig wrotkarzy, w którym państwo, narzucając podatki, każe biec ze związanymi nogami. Bo przecież „muszą być równe zasady dla wszystkich”.
![]() | » Kto znajdzie się na celowniku kontroli skarbowej w 2013 roku? |
Bez podatków nic by nie było
„Ludzie muszą płacić podatki, bo jeśliby ich nie płacili, to nie byłoby szkół, dróg, szpitali, kolei” – wyjaśnia ojciec synowi. Jasne! Gdyby nie państwo i urzędnicy, to ludzie nic nie potrafiliby zrobić: ani koła, ani chleba, ani nawet nie zadbaliby o własne dzieci. Wiadomo przecież, że tylko Jaśnie Oświecona Władza potrafi zatroszczyć się o człowieka.
To klasyczny efekt zbitej szyby. Wszyscy widzą, co powstaje z podatków: dziurawe drogi, szkoły kształcące wtórnych analfabetów i szpitale, w których co siódma operacja kończy się śmiercią pacjenta. Ale kto dostrzega to, co mogłoby powstać, gdyby podatki (czyli prawie 40% dochodu narodowego) pozostały w kieszeniach obywateli?
„Jeśli chcesz jeździć czystym, niskopodłogowym i klimatyzowanym autobusem, to kupuj bilety” – radzi ojciec. Zawsze sądziłem, że jest dokładnie odwrotnie: jeśli kupię bilet, to mam prawo przejechać się porządnym autobusem. A jeśli nie zapłacę, to do niego w ogóle nie wsiądę. Bo tak to wygląda w sektorze prywatnym i tylko komunikacja publiczna ma problemy z pasażerami na gapę – instytucją nieznaną w żadnym innym środku lokomocji.
Ale i tak nic nie przebije tego, co twórcy filmu wyświetlili na ostatniej planszy. Lektor czyta: „Wspierając szarą strefę pozbawiasz państwo należnych mu podatków. Płacąc podatki podnosisz swoją jakość życia”.
![]() | » Uczciwe płacenie podatków? Polacy mówią: nie |
Ale najwyraźniej tak musi być, bo podatki się państwu po prostu należą. I już! Nie ma dyskusji! Rozumiem, że NBP jako organ państwa nie może sobie pozwolić na tolerancję dla niepłacenia podatków i że wrogów ludu trzeba napiętnować rozgrzanym żelazem. Tylko dlaczego tak poważna instytucja usiłuje nam wmówić, że tak wiele się nam odbiera dla naszego własnego dobra?
Krzysztof Kolany
Bankier.pl
































































