REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Panika czy rozsądek? Czyli co jest grane na rynkach

Krzysztof Kolany2013-06-25 10:50główny analityk Bankier.pl
publikacja
2013-06-25 10:50
Dodaj Bankier.pl w Google

W zeszłym tygodniu WIG20 spadł o niemal 10%. Główny indeks w Szanghaju znalazł się na najniższym poziomie od stycznia 2009 roku. Fala spadków przetoczyła się przez giełdy w Europie i Ameryce. Wyprzedawano nawet złoto i srebro. Co kryje się za tak nerwową reakcją rynków?

Jeszcze kilka tygodni temu było tak pięknie. Giełdy rosły jak na drożdżach, polskie obligacje były rekordowo drogie, a indeksy przy Wall Street biły historyczne rekordy. Chór optymistów zachęcał do kupowania „niedowartościowanych” akcji, a na rynki wschodzące napływał spekulacyjny kapitał.

Nikt nie zwracał uwagi na komentarze sceptyków, że akcje w Ameryce są już bardzo drogie, że wysokie zadłużenie z tytułu giełdowych spekulacji wzrosło do rekordowo wysokiego poziomu i że rosnące rentowności amerykańskich obligacji stwarzają ryzyko dla rynku akcji. Cieszono się tylko, że wszystko rośnie, nie bardzo interesując się, dlaczego.

Wakacje na giełdzie

Co ma pęknąć, nie utonie

Spadki na Wall Street zaczęły się już miesiąc temu. Ale dopiero tydzień temu korekta nabrała rumieńców, gdzieniegdzie przybierając rozmiary paniki. Na rynkach finansowych oznaczało to, że chętnych do sprzedaży mocno napompowanych aktywów było znacznie więcej niż potencjalnych kupców. Zwłaszcza przy tak wygórowanych cenach. To banalna, ale w moim zdaniem główna przyczyna tak ostrej reakcji rynków. Spadło tak mocno, dlatego że wcześniej tak mocno i bezpodstawnie rosło.

Zobacz też:
Mapa rynku
Reszta to w znacznej mierze preteksty. W szczególności chodzi o głośne wystąpienie Bena Bernankego z 19 czerwca. Szef Rezerwy Federalnej nie powiedział wówczas niczego nowego, w znacznej mierze potwierdzając wcześniejsze spekulacje krążące po rynku. Przecież wiadomo było, że pewnego dnia Fed przestanie drukować pieniądze (QE3) i że dzień ten zapewne nastąpi w czerwcu 2014 roku. I to właśnie powiedział Bernanke, dodając, że jeśli bezrobocie nadal będzie maleć, to Fed może (ale nie musi) ograniczyć QE3 pod koniec roku (wg analityków we wrześniu lub październiku). Tyle że to skala tego ograniczenia (oczekuje się, że z 85 do 65 mld USD miesięcznie, czyli w sumie 180 mld USD) będzie błędem zaokrąglenia wobec faktu, że od jesieni 2008 roku Bernanke zwiększył bazę monetarną USA czterokrotnie, do 3,2 biliona dolarów. I że przez następny rok w ramach QE3 Fed dodrukuje kolejne 840 mld USD. Tak więc taniej gotówki pod giełdowe spekulacje nie zabraknie przynajmniej przez następne 12 miesięcy.

Baza monetarna w Stanach Zjednoczonych. Dane w mld USD. Źródło: Fed z St. Louis

Chiny i inne czynniki ryzyka

O ile słowa Bena Bernankego były jedynie pretekstem do realizacji zysków, to nie brakuje prawdziwych czynników ryzyka, uzasadniających nagłą ewakuację z aktywów uważanych za ryzykowne. Po pierwsze, jest to sytuacja w Chinach, gdzie nowe władze jawnie zmierzają w stronę kryzysu bankowego, chcąc w ten sposób przekłuć bańkę na rynku nieruchomości i ograniczyć szarą strefę na rynku kredytowym (tzw. shadow banking), po drodze doprowadzając do upadku kilku mniejszych banków. Jeśli proces ten wymknie się spod kontroli Pekinu – na co szanse są spore – to Chinom grozi zapaść gospodarcza, przy której ostatni kryzys w USA będzie się zdawał drobną sprzeczką w piaskownicy.

Zagrożeniem cały czas pozostaje sytuacja w strefie euro. Pomimo zaklinania rzeczywistości przez eurokratów kondycja finansowa Hiszpanii, Portugalii, Grecji - a nawet Francji i Holandii – z miesiąca na miesiąc jest coraz gorsza. Długi rosną, deficyty są ogromne, a gospodarki tkwią w recesji, co widać po galopującej stopie bezrobocia. Po zamknięciu państwowego radia i telewizji przyszłość rządu Grecji zawisła na włosku. Poważny kryzys polityczny grozi też Włochom (gdzie niejaki Silvio B. został właśnie skazany na 7 lat więzienia). Nie lepiej jest w Hiszpanii, gdzie poparcie dla rządzącej Partii Ludowej wyznacza historyczne minima, a koszt obsługi długu publicznego szybko rośnie. Rentowność hiszpańskich obligacji 10-letnich, która jeszcze na początku maja wynosiła 4%, przekraczała już 5%.

Rynki sobie, gospodarka sobie

Do tego dochodzi potężny dysonans pomiędzy rynkami finansowymi a realną gospodarką. Te pierwsze zasuwały w górę na dopalaczach z banków centralnych i coraz bardziej oddalały się od rzeczywistości. Większość wskaźników makroekonomicznych nie pozwala bowiem na przesadny optymizm. Europa pogrążyła się w recesji, która w najlepszym razie w przyszłym roku obróci się w stagnację . „Lokomotywa” strefy euro – czyli Niemcy – w tym roku nie urosną o więcej niż 0,5%.

Stany Zjednoczone z oczekiwanym wzrostem PKB w granicach 2% również są mocno przereklamowane. Tak samo jak Japonia, gdzie polityka Shinzo Abe po krótkotrwałej iluzji ożywienia doprowadzi kraj do finansowej i gospodarczej zapaści. Dodajmy jeszcze wspomniane wcześniej Chiny, które w tym roku będą się rozwijać najwolniej od dekady i którym grozi krach na rynku nieruchomości. Poważną zadyszkę złapały także mniejsze gospodarki wschodzące, takie jak Brazylia, Indie, Rosja czy RPA. Te dwa ostatnie kraje podobnie jak Australia i Kanada odczuwają ponadto skutki ochłodzenia koniunktury na rynkach surowcowych. Nad Brazylią i Rosją ciąży też fatum wielkiej imprezy sportowej, której realizacja wyznaczy kres gospodarczej prosperity i zapoczątkuje recesję.

Jednakże te czarne scenariusze wcale nie muszą się zmaterializować. A przynajmniej jeszcze nie w tym roku. To potencjalne czynniki ryzyka, które obecnie ciążą rynkom finansowym, wzbudzając panikę wśród części inwestorów. Lecz doświadczenie uczy, że takie reakcje rynków nierzadko są symptomem końca spadków i początku nowej fali wzrostów.

Sądzę, że „drukowana hossa”, rozpoczęta przez banki centralne wiosną 2009 roku, potrwa przynajmniej do końca tego roku i że kupno akcji lub surowców może okazać się zyskownym posunięciem. Równocześnie jestem przekonany, że niedługo (za rok, może dwa) czeka nas zapaść globalnego systemu finansowego i potężny kryzys gospodarczy. Jednak do tego czasu bankierzy i inwestorzy mają czas na czerpanie zysków z półdarmowego pieniądza, serwowanego przez Bernankich tego świata.

Krzysztof Kolany
Główny analityk Bankier.pl

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (35)

dodaj komentarz
~raff
Powiem Wam cos : 95% ludzi sklania sie do pesymizmu. tylko 5% populacji to optymisci,
i te 5 % posiada 90 % bogactw swiata. Reszta mniej lub bardziej klepie biede.
Nawet w 1929 roku ludzie zbijali fortuny , Obudzcie sie z tego czarnowidztwa ,
nie bedzie zadnego krachu , a nawet gdyby sie pojawil , to tez sie skonczy w
Powiem Wam cos : 95% ludzi sklania sie do pesymizmu. tylko 5% populacji to optymisci,
i te 5 % posiada 90 % bogactw swiata. Reszta mniej lub bardziej klepie biede.
Nawet w 1929 roku ludzie zbijali fortuny , Obudzcie sie z tego czarnowidztwa ,
nie bedzie zadnego krachu , a nawet gdyby sie pojawil , to tez sie skonczy w pewnym momecie, dzialajcie , myslcie optymistycznie , cieszcie sie zyciem , bo najwiekszy krach czeka nas wszystkich , meta jest w piachu :) wiec nie ma sie czego bac tylko dzialac i rozwijac sie , zarabiac duze pieniedze i spelniac swoje marzenia . Pozdrawiam :)
~jarcio
Dzieki ,super tekt ,zgadzam sie w 100%, ,pozdrawiam.
~arczi
MOWIE O TYM OD 2 LAT ZE W 2015 WYCHODZE Z RYNKU! TERAZ CZYSTA SPEKULA W 2014 PODBIJA BO BEN PRZEDZUY DAMORWY PINIEDZ A POTEM WIELKIE BOOM ,SPRAWDZAM I CALY SOCJSLISTCYZNY EUROBANRUT PADNIE,USA CHINY! TO BEDZIE ARMAGEDON JAK W 29ROKU!!!!!!!I SUPERHIPERINFLACJA!!!!
~dobra rada
ktoś cię czytał, ciemniaku.
~makak
Specjalnie dla Eryka małe wyliczenie:

Rok 2000:
przeciętne wynagrodzenie: 2000zł
kurs dolara: 4,20zł
cena uncji Au: 300$
Czyli za jedną pensję mogłeś sobie kupić 1,6 uncji Au.

Rok 2013:
przeciętne wynagrodzenie: 3500zł
kurs dolara: 3,30zł
cena uncji Au: 1300$
Za jedną pensję możesz sobie kupić
Specjalnie dla Eryka małe wyliczenie:

Rok 2000:
przeciętne wynagrodzenie: 2000zł
kurs dolara: 4,20zł
cena uncji Au: 300$
Czyli za jedną pensję mogłeś sobie kupić 1,6 uncji Au.

Rok 2013:
przeciętne wynagrodzenie: 3500zł
kurs dolara: 3,30zł
cena uncji Au: 1300$
Za jedną pensję możesz sobie kupić 0,8 uncji Au.

Czy złoto zdrożało realnie w porównaniu do 2000 roku - pozostawiam bez odpowiedzi.
~Stoltzmann
Złoto nie jest tla biednych. Trzeba wziąć pod uwagę ile było w obiegu pieniądza w 2000 roku a ile jest teraz ? FED , EBC, B of E B of J czy bank of Swizz dodrukowały min 3 razy więcej mamony bez pokrycia. Banki komercyjne wciąż tracą a rady nadzorcze są coraz bardziej głodne pieniędzy. Nie mają co robić z mamoną dodrukowaną a chętnych Złoto nie jest tla biednych. Trzeba wziąć pod uwagę ile było w obiegu pieniądza w 2000 roku a ile jest teraz ? FED , EBC, B of E B of J czy bank of Swizz dodrukowały min 3 razy więcej mamony bez pokrycia. Banki komercyjne wciąż tracą a rady nadzorcze są coraz bardziej głodne pieniędzy. Nie mają co robić z mamoną dodrukowaną a chętnych na kcje czy nieruchomości, samochody RTV i AGD nie ma. Stąd ten ruch na złocie. Idź do lombardu i kup po miedzy bankowym fizycznie złoto, zobaczysz po ile . Certyfikaty na złoto są bardzo ryzykowne ,
~OPTYMISTA
I STANIE SIĘ CIEMNOŚĆ...
~makak
... że tylko Kolany widzi na horyzoncie armagedon finansowy - w zasadzie ta katastraficzna narracja, to narracja mainstreamu. Wszędzie gadają, że złoto, kryzys, inflacja, dodruk, apokalipsa. Rzeczywistość może spłatać figla wieszczącym katastrofę. FED nie po to drukuje, żeby pogrążyć Stany, ale żeby Stany pogrążyły pozostałe wschodzące ... że tylko Kolany widzi na horyzoncie armagedon finansowy - w zasadzie ta katastraficzna narracja, to narracja mainstreamu. Wszędzie gadają, że złoto, kryzys, inflacja, dodruk, apokalipsa. Rzeczywistość może spłatać figla wieszczącym katastrofę. FED nie po to drukuje, żeby pogrążyć Stany, ale żeby Stany pogrążyły pozostałe wschodzące gospodarki, wobec krótych ostatnio okazały się mniej konkurencyjne. Przyznaję - ta gra na wyniszczenie, czyli wojna walutowa, to perfudna taktyka - zagłodzić swojego sąsiada. Ale widać tak pojęty patriotyzm ekonomiczny w Stanach zwyciężył. Jeśli jakieś państwo miałoby okazać się bankrutem, to raczej bym widział gospodarki wschodzące, na dorobku - te mogą tego ciśnienia nie wytrzymać i eksplodować do wewnątrz - żeby daleko nie szukać: Chiny, Brazylia, Turcja - wystaczy połączyć kropki, żeby obraz stał się jasny. Co do złota - złoto jest za drogie, nie zaklinajcie rzeczywistości - jest to kruszec o znaczeniu zdobniczym - wie to każdy, kto miał przez chwilę trochę złota w ręku - bardzo mało żółtego metalu, za bardzo dużo kasy. Kierunek widzę jeden: w dół.
~eryk
Nie za bardzo rozumiem twoją wypowiedz a zwłaszcza to zdanie:
złoto jest za drogie więc tylko dół???
co twoim zdaniem jest za drogie?
złoto zawsze od wieków było dla bogatych a nie biednych więc?
chcesz zmieniać trend razem z fedem i rozdawać złoto biednym po 200 usd za oz??
dla mnie dużo rzeczy jest za drogich chociaż
Nie za bardzo rozumiem twoją wypowiedz a zwłaszcza to zdanie:
złoto jest za drogie więc tylko dół???
co twoim zdaniem jest za drogie?
złoto zawsze od wieków było dla bogatych a nie biednych więc?
chcesz zmieniać trend razem z fedem i rozdawać złoto biednym po 200 usd za oz??
dla mnie dużo rzeczy jest za drogich chociaż by paliwa i jedzenie,nie wspominając że za ciuchy dla dziecka muszę płacić tyle co dla mnie dorosłego:-)
~BartoszW odpowiada ~eryk
Złoto samo w sobie nie jest nawet aktywem bo nie generuje dochodu. To raczej pasywo bo generuje koszty przechowania.
Pzdr

Powiązane: Chiny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki