Nie pojemność silnika, a jego moc będzie decydowała o wysokości podatku dochodowego płaconego przez pracowników korzystających ze służbowych aut do celów prywatnych. Wyższy podatek zapłacą już korzystający z aut wyposażonych w silniki o mocy zaledwie 82 KM.
Zmianie nie ulegną kwoty przychodu, od których naliczany będzie podatek. Jak dotychczas będzie to 250 i 400 zł miesięcznie. Do tej pory jednak wyższa kwota dotyczyła osób korzystających w celach prywatnych ze służbowych aut napędzanych silnikami o pojemności powyżej 1,6 l.
W myśl nowelizowanych przepisów wyższa kwota, od której naliczony zostanie podatek dochodowy, obejmie korzystających z aut wyposażonych w silniki o mocy 60 kW, czyli w przeliczeniu ok. 82 KM.
Jak twierdzi doradca podatkowy Maciej Gruchot cytowany przez serwis prawo.pl, ustalona przez Sejm moc silnika jest „szokująco niska”.
– Idealnym samochodem flotowym jest wciąż sedan z silnikiem benzynowym lub diesla pozwalającym na względne szybkie przemieszczanie się do klientów. Moc minimalna w takich samochodach to zazwyczaj 120-150 KM, zejście do poziomu 80 KM jest zaś możliwe w zasadzie przy bardzo małych samochodach z silnikami wolnossącymi – ocenia.

Niższy przychód, od którego naliczany będzie podatek dochodowy, zostanie zastosowany także w przypadku aut elektrycznych oraz napędzanych wodorem. W tym katalogu nie znalazły się jednak znacznie bardziej popularne w Polsce samochody hybrydowe.



























































