W ubiegłym roku dyrektorka poznańskiego szpitala apelowała do Urzędu Miasta o zwiększenie środków dla jednostki. Tłumaczyła, że szpital jest tak biedny, że zaczął już obcinać racje żywnościowe dla pacjentów. W tym samym czasie ogromne sumy płynęły na konta trzech księgowych i kasjerki – informuje gazeta. Jak wykazało wstępne śledztwo tylko przez dwa ostatnie lata księgowe mogły zagarnąć one 2 mln zł. To ogromna suma, biorąc pod uwagę, że roczne wydatki szpitala na leki wynoszą 500 tys. zł.
Grażyna M. i jej koleżanki z działu finansowego od 25 lat zajmowały się kasą szpitala. Wynagrodzenia miały równie wysokie co dyrektor jednostki, ale przyznawały sobie dodatkowe premie, wynagrodzenia i zlecały usługi różnym firmom. Cała sprawa wyszła gdy doszło do zmian na stanowisku dyrektora jednostki. Księgowe pytane przez prokuraturę o przyczyny tak wysokich zarobków stwierdziły, że to poprzednia dyrektorka, na miesiąc przed swoją nagła śmiercią, podpisała z nimi takie umowy. Prokuratura zbada czy podpis zmarłej jest prawdziwy.
Nowa pani dyrektor zaczyna liczyć straty po księgowych. „Ja nawet nie wiem, ile ten szpital ma rzeczywiście długów” – dodaje.
J.B.































































