Francuskie wybory są szeroko komentowane na świecie - zarówno przez media, jak i przez polityków.
USA: "Bitwa o Francję"
Politycy w Waszyngtonie podkreślają, że wyniki będą miały wpływ na przyszłość Unii Europejskiej - najbliższego sojusznika USA.
Telewizja CNN nazwała prezydenckie wybory ''bitwą o Francję''. Zdaniem "Washington Post" ewentualna wygrana Marine Le Pen w drugiej turze byłaby następstwem zmian w świadomości wyborców, wywołanych Brexitem, a także zwycięstwem Donalda Trumpa w walce o Biały Dom.
Według dziennika rozwój wydarzeń wskazuje, że w Stanach Zjednoczonych oraz Europie zwyciężają poglądy antyimigracyjne i idea skutecznej ochrony granic.
Prestiżowy portal internetowy politico.com zaznacza, że w pierwszej turze większość Francuzów odrzuciła polityczny populizm prezentowany przez Marine Le Pen. Gazeta "Wall Street Journal" podkreśla, że francuskie wyniki pokazują polityczne podziały, mogące mieć wpływ na przyszłość Starego Kontynentu, najbliższego sojusznika Stanów Zjednoczonych.
Obrońcy liberalnej demokracji odetchnęli z ulgą po ogłoszeniu wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji, którą wygrał centrysta Emmanuel Macron; dobrą wiadomością dla Europy będzie jego zwycięstwo w drugiej turze - napisał "New York Times".
W poniedziałkowym komentarzu redakcyjnym "NYT" podkreśla, że według sondaży w planowanej na 7 maja drugiej turze głosowania Macron, który w niedzielę zdobył 23,75 proc. głosów, zdecydowanie wygra z szefową skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen, która uplasowała się w pierwszej turze na drugim miejscu z wynikiem 21,53 proc.
Dziennik zaznacza jednocześnie, że po pierwszej turze "tradycyjne partie pozostały w rozsypce, Francja pozostaje głęboko podzielona, a jej polityka niestabilna".
Oceniając, że wygrana założyciela ruchu En Marche!, Macrona, będzie dobra dla Europy, "NYT" pisze, że "zmagająca się z problemami Unia Europejska najprawdopodobniej nie przetrwałaby, gdyby Francja opuściła blok". Jak czytamy, Le Pen "obiecuje referendum dotyczące członkostwa Francji w Unii, co jest kolejnym ostrzeżeniem o rosnącym niebezpieczeństwie, jakie stanowią prawicowi populiści w Europie i na całym świecie".
"Dobre wyniki Macrona i Le Pen przewróciły do góry nogami francuską politykę - wyborcy odrzucili centrolewicową socjalistyczną partię mainstreamu oraz centroprawicowe ugrupowanie Republikanie, które od dekad dominują na scenie (politycznej)" - pisze nowojorska gazeta. Dziennik podkreśla, że zarówno kandydat Republikanów Francois Fillon, jak i Partii Socjalistycznej Benoit Hamon zadeklarowali poparcie dla Macrona w drugiej turze.
"Być może Francja wchodzi w nową erę polityczną, jednak w niedzielę wyborcy pokazali, że pomimo ostatnich ataków terrorystycznych i mrocznej kampanii Le Pen trafiło do nich pełne nadziei przesłanie Macrona, w tym jego otwartość na migrantów i różnorodność" - pisze "NYT". "A Europa pokłada nadzieję nie tylko w zwycięstwie Macrona, lecz także i w zrealizowaniu obietnic" - czytamy.
Z kolei w artykule, który "NYT" umieścił na pierwszej stronie poniedziałkowego wydania, gazeta ocenia, że antyimigracyjna skrajna prawica nie była bliżej zdobycia władzy we Francji od czasów drugiej wojny światowej. Szybko napływające po pierwszej turze poparcie dla Macrona z różnych stron sceny politycznej "ukazuje dynamikę, która zawsze panuje we Francji, gdy Front Narodowy zbliża się do władzy wykonawczej - międzypartyjny wymierzony w skrajną prawicę sojusz, nazywany przez Francuzów +frontem republikańskim+ - pisze dziennik. "Pytanie tylko, czy front i tym razem zdoła powstrzymać" skrajną prawicę - czytamy.
Jednocześnie korespondentka "Los Angeles Times" we Francji zapowiada, że nadchodząca "dwutygodniowa kampania będzie walką o duszę Francji, w której zapadnie decyzja dotycząca nie tylko jej przyszłości, ale także (przyszłości) UE". W tekście zauważono również, że choć niewielu politycznych ekspertów ocenia, iż Le Pen ma wystarczające poparcie, by zwyciężyć 7 maja, również niewielu obserwatorów zapowiadało Brexit czy zwycięstwo prezydenta Donalda Trumpa w wyborach w USA.
Rosja: wybory we Francji to moralne zwycięstwo Moskwy, choć bezużyteczne
Wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji wskazują na "moralne zwycięstwo Rosji" - ocenia moskiewski dziennik "Kommiersant". Zauważa zarazem, że jest ono "bezużyteczne".
Autorzy publikacji zwracają uwagę, że trzech z czterech głównych kandydatów na urząd prezydenta Francji którzy w sumie zebrali ponad 60 procent głosów, opowiadają się z zbliżeniem relacji z Rosją. Jednak czwarty kandydat Emmanuel Macron, który zapewne wygra drugą turę wyborów prezydenckich, w kwestii sankcji wobec Rosji obiecuje popierać wspólne europejskie stanowisko. Co oznacza, że złagodzenia restrykcji raczej nie należy oczekiwać.
Siergiej Utkin z Rosyjskiej Akademii Nauk powiedział gazecie "Kommiersant, że zwycięstwo Emmanuela Macrona będzie oznaczać utrzymanie obecnej polityki Francji wobec Rosji. Jego zdaniem, nowy prezydent będzie jednak musiał szukać poparcia najważniejszych partii, a francuskie środowisko polityczne jest znacznie mniej krytycznej wobec Rosji niż w innych krajach Unii Europejskiej. "Emmanuel Macron będzie musiał stać się przedstawicielem tego środowiska -mówi Utkin dla gazety "Kommiersant.
W rosyjskich mediach odczuwalne jest rozczarowanie zwycięstwem Emmanuela Macrona w pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji. W jednych redakcjach temat wyborów we Francji zszedł na dalszy plan, u innych pojawiają się uszczypliwe uwagi pod adresem lidera ruchu "En Marche".
Rządowa "Rossijskaja Gazieta" zwraca uwagę, że sukces Macrona, który ma poparcie ze strony dużego kapitału, związanego ze Stanami Zjednoczonymi, jest tym bardziej dziwny, że jego ugrupowanie polityczne nie ma ani jednego przedstawiciela w parlamencie Francji. Rosyjski dziennik zwraca uwagę, że jeszcze do ogłoszenia wyników wyborów głosy poparcia dla Macrona popłynęły z Berlina. Zauważa jednocześnie nieco uszczypliwie, że Emmanuel Macron ma starszą od siebie o 24 lata żonę, która jest jego byłą nauczycielką.
Portal internetowy "Gazieta.ru" pisze, że obecna sytuacja przypomina wydarzenia z 2002 roku. Wtedy w drugiej turze wyborów prezydenckich we Francji spotkali się umiarkowany konserwatysta Jacques Chirac i ówczesny lider Frontu Narodowego Jean - Marie Le Pen, ojciec obecnej liderki tego ugrupowania, Marine Le Pen. Wtedy Chirac wygrał zdecydowanie, uzyskując prawie 82 procent głosów. Według prognoz analityków, tym razem Macron tak samo łatwo pokona Le Pen - konkluduje rosyjski portal internetowy Gazieta.Ru.
Z kolei gazeta "RBK" przypomina, że w trakcie całej kampanii wyborczej przedstawiciele sztabu Macrona mówili o ingerowaniu rosyjskich kanałów telewizyjnych w kampanię, na rzecz Le Pen i Francois Fillona, natomiast władze Rosji temu zaprzeczały. "RBK" podkreśla, że w marcu Le Pen została w Moskwie przyjęta przez prezydenta Władimira Putina; jak powiedział gazecie politolog Igor Bunin z Ośrodka Technologii Politycznych, Kreml "działał emocjonalnie", reagując na spadek notowań innego "prorosyjskiego" kandydata, byłego premiera Fillona.
"RBK" podkreśla, że na tydzień przed pierwszą turą wyborów prezydenckich Macron powiedział, iż gotów jest do dialogu politycznego z Rosją w wielu kwestiach, ale wyłącznie pod warunkiem, że Kreml będzie wypełniał zobowiązania, których się podjął.
Francja: "trzęsienie ziemi, cicha rewolucja"
Wielki wybuch, trzęsienie ziemi, skok w przepaść - tytuły poniedziałkowej francuskiej prasy odzwierciedlają niepokój wywołany zwycięstwem dwojga antysystemowych kandydatów w niedzielnej pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji.
To prawdziwe trzęsienie ziemi, to cicha rewolucja. Wyborcy postanowili pozbyć się (kandydatów) dwóch wielkich partii, aby najwięcej głosów oddać na młodego, 39-letniego człowieka, który nigdy nigdzie nie został wybrany (na urząd - PAP), który stworzył nowy ruch i wbił sobie do głowy, że należy zmienić francuski system polityczny. Założony przez niego ruch +En Marche!+ nie spełnia nawet ściśle kryteriów, jakim podlegają partie polityczne. Na drugim miejscu (wyborcy) postawili Marine Le Pen, która swoją kampanię oparła na postulacie, że wszystko trzeba zmienić. Dwóch kandydatów systemowych (kandydatów centroprawicy i lewicy, Fillona i Benoit Hamona - PAP) wyeliminowano. Dwie partie, wokół których od 30 lat organizowało się życie polityczne Francji, zostały całkowicie wykrwawione - podsumowuje dziennik "Le Monde".
Alexis Brezet pisze w komentarzu na łamach "Le Figaro", że stała się rzecz niemożliwa i prawica, która przez pięć lat w każdych wyborach nacierała uszu socjalistom, prawica, której idee nigdy nie były tak popularne we francuskim społeczeństwie (jak idee socjalistów - PAP), została wczoraj bezceremonialnie wyeliminowana.
Zwycięstwo Macrona Brezet przypisuje politycznemu włamaniu stulecia i zapierającym dech sztuczkom. Publicysta wyraża żal, że po raz pierwszy w dziejach V Republiki w drugiej turze wyborów prezydenckich nie znajdzie się kandydat centroprawicy. Nie mylmy się w diagnozie. Przegrał człowiek, który stał się ofiarą swych słabości, swych błędów, zawziętości przeciwników, wściekłości mediów i tchórzostwa własnego obozu. Nie dyskwalifikuje to przecież jego idei, syntezy liberalno-konserwatywnej, która pozwoliła Fillonowi utrzymać się na powierzchni podczas burzy, w której sto razy powinien był zatonąć - ocenia Brezet.
Dziennik "Liberation" w artykule kreślącym drogę Macrona do sukcesu zaznacza, że jego życiorys błyskotliwego technokraty i dyrektora udziałowca w banku Rothschildów nie dawał mu żadnych dodatkowych punktów w wyborach powszechnych; gorzej, jego bezbłędne pięcie się w górę po szczeblach zasług oddala go od ludu, który ma reprezentować. To była rosyjska ruletka. Powiedziałem mu, że nie ma rzeczy niemożliwych, że trzeba iść, bo trzeba odblokować kraj, obudzić nadzieję cytuje dziennik Jean-Marca Borella, dawnego wykładowcę Macrona w prestiżowym Instytucie Nauk Politycznych.
Euforię zwolenników centrowego polityka studzą komentatorzy, np. tygodnika "Challenges", powątpiewając, czy Macron ma pewność zdobycia większości parlamentarnej. Inni zastanawiają się, czy konieczność tworzenia szerokiej koalicji nie będzie - jak ujął to komentator stacji informacyjnej BFMTV - powrotem do gierek parlamentarnych rodem z IV Republiki, sparaliżowanej niestabilnością rządów, której kres w 1958 roku położył generał Charles de Gaulle.
Komentatorzy zwracają też uwagę, że choć Macron wyprzedził w pierwszej turze Le Pen, której sondaże jeszcze tydzień temu przepowiadały pierwsze miejsce, to głosowało na nią 7,5 miliona Francuzów, co jest historycznym rekordem. Zastanawiają się, czy socjalny liberalizm Macrona wystarczy, by skrajnie prawicową kandydatkę pozbawić zwycięstwa w kolejnych wyborach prezydenckich za pięć lat.
Wielka Brytania: "Francuska elita upokorzona, outsiderzy zwyciężają"
Ulga dla europejskich elit, a jednocześnie cios we francuski establishment. Tak wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji komentuje prasa w Wielkiej Brytanii.
Francuska elita upokorzona, outsiderzy zwyciężają - to nagłówek "Timesa". "Francja zagłosowała za zmianą" - wyrokuje w komentarzu redakcyjnym "Guardian". "Nowa francuska rewolucja" - głosi "Daily Mail" i dodaje: "teraz wyborcy dostaną szansę, by wypowiedzieć się na temat Frexitu", czyli wyjścia Francji z Unii Europejskiej. To, zdaniem większości komentatorów, dziś jest jednak mało prawdopodobne, podobnie jak triumf Marine Le Pen.
"To zwycięstwo wywoła zachwyt w europejskich stolicach " - pisze "Financial Times". Ale brytyjskie gazety już teraz ostrzegają, że wybory to tylko początek. "Zagrożenie ze strony skrajnej prawicy ciągle istnieje" - pisze "Guardian". A "Times" dodaje, że zwycięzca będzie musiał zmierzyć się z "potężnymi wyzwaniami, przed którymi jego poprzednicy uciekali przez ponad dekadę". Dziennik wzywa do prorynkowych reform i wyraża opinię, że choć "Macronowi brakuje do nich zapału", to "alternatywa byłaby gorsza". "Daily Telegraph" dodaje: "To ostatnia szansa na zreformowanie kraju. Unia na razie odetchnęła z ulgą, ale powrót do tradycyjnej polityki nie jest już we Francji możliwy".
Niemcy: "Jeden kandydat zbyt prawicowy, drugi zbyt młody"
Komentując wygraną centrysty Emmanuela Macrona w pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji, niemiecka prasa ocenia, że przyczyniła się do tego słabość głównych partii i kryzys krajowej polityki z jej tradycyjnym podziałem na prawicę i lewicę.
Odnosząc sukces w niedzielnej pierwszej turze, Macron, ale i Le Pen "w sposób spektakularny doprowadzili do upadku tradycyjnego systemu politycznego we Francji" - ocenia "Frankfurter Allgemeine Zeitung", przypominając, że "po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat w drugiej rundzie nie będzie kandydata socjalistów ani republikańskiej prawicy".
Dziennik zauważa również, że druga, rozstrzygająca tura wyborów "staje się dramatycznym głosowaniem w sprawie kierunku, w jakim powinna podążać Europa: Le Pen chce likwidacji euro i referendum w sprawie wyjścia Francji z UE, podczas gdy Macron występuje w obronie Europy i chce wspólnie z Niemcami wzmacniać strefę euro".
W osobnym artykule gazeta podkreśla, że wygrana Macrona nie była zaskoczeniem, podobnie jak nie będzie nim jego zwycięstwo w drugiej turze wyborów za dwa tygodnie. "Nastroje w Paryżu w wieczór wyborczy były powściągliwe - (panowała) ulga po zwycięstwie Macrona, rozczarowanie przegranych i przyjęcie do wiadomości tego, co dla wielu wyborców będzie wynikało z poczucia obowiązku: sprzeciwić się w decydującej turze skrajnie prawicowej kandydatce Marine Le Pen - niezależnie od tego, kogo widziałoby się chętniej w roli prezydenta" - podkreśla "FAZ".
"Sueddeutsche Zeitung" ocenia, że Macron - "prototypowy przedstawiciel paryskich elit" i "sprytny taktyk" - wykorzystał fakt, że "w miesiącach poprzedzających głosowanie scena polityczna we Francji ukształtowała się dla niego optymalnie, uwalniając polityczne centrum".
"(Urzędujący socjalistyczny prezydent Francois) Hollande postanowił nie ubiegać się o reelekcję, Republikanie wystawili jako kandydata arcykonserwatystę Fillona, który pogrążył się później w skandalu finansowym. Tymczasem Macron wystąpił z programem, który ignoruje tradycyjny francuski podział na prawicę i lewicę. To klasyczny socjalliberalny program, który równość - fundamentalną wartość francuskiej Republiki - traktuje przede wszystkim jako równość szans. Program ten przewiduje ponadto tylko ostrożne reformy gospodarcze i cięcia w administracji państwowej, by Francja zyskała wiarygodność w oczach Niemiec i mogła domagać się reformy UE, która tak dzieli francuskich wyborców" - pisze "SZ".
Dziennik podkreśla, że mimo bardzo dobrego wyniku Le Pen "w Europie załamała się fala prawicowego populizmu". "Podobnie jak podczas wyborów prezydenckich w Austrii i parlamentarnych w Holandii także we Francji prawicowi populiści zatrzymali się poniżej własnych oczekiwań. Dzięki temu Europie oszczędzony zostanie (...) upadek Francji i zarazem UE" - pisze "Sueddeutsche Zeitung".
"SZ" zwraca również uwagę, że w pierwszej turze Pamłrtia Socjalistyczna, której kandydatowi od początku nie dawano szans na wygraną, "przeżyła katastrofę". "Ugrupowanie to może się rozpaść i potrzebuje co najmniej nowego przywództwa" - ocenia.
"Die Welt" pisze z kolei, że we Francji "zaczęło się coś nowego". "Wynik pierwszej tury (...) świadczy o zadziwiającej żywotności francuskiej demokracji" i "zadziwia w obliczu (...) skostniałej sceny politycznej we Francji" - podkreśla dziennik.
Jak dodaje, "Macron wygrał nie dzięki przekonującej recepcie na francuskie nieszczęście, ale dlatego że zdołał przedstawić się jako outsider, rewolucjonista, przynoszący nadzieję (...)".
Zdaniem "Die Welt" Macron będzie musiał zredefiniować urząd prezydencki. "Przegra, jeśli po wygranej wskoczy, jak wszyscy jego poprzednicy, w rolę +ojca narodu+. (...) Zarazem musi wprowadzić transparentną politykę pod hasłem +zrozumieliśmy+. Musi jako zadanie dla siebie potraktować fakt, że 89 proc. Francuzów wyraża niezadowolenie z krajowego systemu politycznego. Jest to tytaniczne zadanie i nie do pozazdroszczenia" - podkreśla "Die Welt".
Tygodnik "Spiegel" na stronie internetowej ocenia, że wynik pierwszej tury "świadczy o podziałach w kraju, w którym większość obywateli już od dawna nie chce mieć nic wspólnego z istniejącym systemem politycznym, w kraju od dziesięcioleci zdominowanym przez schemat prawica-lewica, gdzie dokonano precedensu i spróbowano czegoś nowego".
Zdaniem "Spiegla" ani obóz Macrona, ani Le Pen nie powinien osiadać na laurach przed drugą turą wyborów. "W porównaniu z wyborami prezydenckimi w 2012 roku Le Pen poprawiła swój wynik o zaledwie 5 pkt. proc., a robiła przecież wszystko, by wynik był lepszy (...). Musi ją co najmniej irytować, że ubiegł ją młodzieńczy Macron, który startuje w wyborach po raz pierwszy i przedstawia się jako kandydat antysystemowy, tyle że na przeciwnym niż ona sama krańcu spektrum" - wskazuje tygodnik.
Z kolei w przypadku Macrona wystarczy, by w drugiej turze nie zagłosował "choć ułamek wyborców przekonanych, że jego wybór jest przesądzony", a wtedy "Le Pen zyska szansę na wygraną (...) i zostanie prezydentem Francji, bo że jej wyborcy pójdą głosować, wiadomo na pewno" - konkluduje "Spiegel".
Włochy: Ten pojedynek zmieni Francję
Według włoskich mediów sukces Emmanuela Macrona w pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji otwiera drogę do szerokiej koalicji przeciwko przywódczyni Frontu Narodowego Marine Le Pen. Podkreśla się, że ich pojedynek zmieni Francję.
Prasa włoska zwraca jednocześnie uwagę na historyczny rezultat Frontu Narodowego, jakim jest zdobycie ponad 6,9 miliona głosów. Podkreśla się, że nigdy wcześniej ugrupowanie to nie otrzymało tak dużego poparcia.
Dziennik "Corriere della Sera" stwierdza w poniedziałek, że po pierwszej turze we Francji i w Unii, której los zależy też od walki o Pałac Elizejski, zapanowało uspokojenie.
Rezultat, jaki odniósł bezpartyjny były bankowiec to bez wątpienia sygnał odnowy i zaufania do projektu reformistycznego i europejskiego - ocenia gazeta. Zastrzega jednak, że cały kontekst nie upoważnia do entuzjazmu, a nadchodzące dni będą pełne niepewności i napięć.
Już sam fakt, że mecz prowadzi się wciąż przeciwko Frontowi Narodowemu i że nietypowa zbieranina, zgodnie z zapowiedziami, utworzy wspólny front by pokonać ksenofobiczne i antyeuropejskie widmo, potwierdza rozmiar kryzysu społeczeństwa francuskiego i systemu politycznego - ocenia komentator włoskiego dziennika.
Pisze on także: Głosowanie dowodzi tego, jak ciężka jest choroba, która je uwarunkowała: poparcie dla Frontu Narodowego i sugestia, że problemy, które dręczą Francuzów rozwiąże się poprzez wyjście z Unii i wybór nacjonalizmu, protekcjonizm gospodarki i granic.
Pisząc o społecznych pęknięciach we Francji komentator gazety zauważa, że choroba, na jaką cierpi ten kraj, narzuciła też bezlitosną i kategoryczną diagnozę dotyczącą nieskuteczności modelu integracji i przyćmienia wartości założycielskich Republiki, zwłaszcza na terenach +apartheidu+ etnicznego, kulturowego i religijnego, jakimi staje się wiele peryferii.
Przyszły prezydent będzie musiał zmierzyć się z ogromnym wyzwaniem odzyskania drugiej połowy Francji - konkluduje publicysta w "Corriere della Sera".
To będzie pojedynek, który zmieni Francję - pisze o drugiej turze wyborów dziennik La Stampa. Odnotowuje, że po raz pierwszy w historii V Republiki doszło do wykluczenia tradycyjnych partii.
Emmanuel Macron ratuje honor Francji - stwierdza komentator na pierwszej stronie turyńskiej gazety.
Lewicowe "Il Fatto Quotidiano" stwierdza, że stare francuskie partie poszły pod gilotynę.
Także "Il Giornale" kładzie nacisk na to, że pierwsza tura zmiotła kandydatów tradycyjnych partii i dodaje, że już utworzył się front przeciwko Marine Le Pen.
Agencja Ansa koncentruje się na reakcjach Unii Europejskiej i podsumowuje, że w Brukseli dominuje przekonanie, iż dzięki wynikowi Macrona udało się zapobiec najgorszemu. Włoska agencja podkreśla zarazem, że niepokój i strach pozostają.
Telewizja RAI News zwraca uwagę na pierwsze wypowiedzi kilku innych kandydatów w wyborach. Można je, jak dodaje, podsumować jako apel do swych zwolenników: nie mamy wyjścia, głosujcie na Macrona. W komentarzu w tej stacji zauważono, że większość elektoratu przyjęła nie-antyeuropejskie orędzie Macrona.
Belgia: "Francuzi postawili na polityków spoza systemu"
Komentatorzy belgijskich gazet piszą, że rezultaty
pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji są szokujące. Zalecają
też ostrożność przed drugą turą.
Wyborom w sąsiednim kraju wiele miejsca poświęcają gazety w Belgii, zarówno te z francuskojęzycznej Walonii, jak i Flandrii, gdzie mówi się po niderlandzku. W gazecie "Le Soir" możemy przeczytać o szokujących wyborach i o tym, że Francuzi doprowadzili do rewolucji. "Podobnie jak to było w przypadku Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych, te wybory zmiotły kandydatów tradycyjnych partii. Francuzi postawili na polityków spoza systemu" - dodała redaktor naczelna "Le Soir". "W kraju, który jest tak przywiązany do tradycji, to naprawdę szok" - podkreślił komentator "De Morgen". "Smutna Francja" - to z kolei tytuł komentarza redakcyjnego w gazecie "Sud Presse". Jego autor napisał, że zwycięstwo w pierwszej turze niedoświadczonego, młodego polityka, wiele mówi o końcu dotychczasowego politycznego systemu we Francji. A fakt, że do drugiej tury przeszła kandydatka skrajnej prawicy potwierdza, że potrzebne są radykalne zmiany.
"Szansa dla Francji" - tak zatytułowany jest komentarz redakcyjny w gazecie "La Libre Belgique". Czytamy w nim, że Francuzi muszą uniknąć gospodarczego chaosu i nienawiści, którą proponuje Front Narodowy. "Zwycięstwo Macrona to pozytywny sygnał dla Francji, o której mówi się, że jest bojaźliwa i zamknięta w sobie. Francuzi postawili na młodego, energetycznego mężczyznę z wizją i Europejczyka" - brzmi komentarz w "La Libre Belgique". W gazecie "De Standaard" mowa o jasnym wyborze, którego muszą dokonać Francuzi - czy są za przeszłością, czy przyszłością, przeciwko Europie, czy za nią, za protekcjonizmem proponowanym przez Marine Le Pen, czy też za otwartą Francją Emmanuela Macrona. Autor komentarza w dzienniku "De Tijd" napisał, że wygrana Emmanuela Macrona nie kończy walki, bo musi najpierw pokonać Marine Le Pen, a później realizować swoją politykę zgodnie z obietnicami. Jeśli to mu się nie uda, podobnie jak nie udało się dwóm jego poprzednikom z prawicy i lewicy, to - jak czytamy w gazecie - populiści w kolejnych wyborach będą mieli otwartą drogę do Pałacu Elizejskiego.
Grecja: "To duża ulga dla Francji"
Zwycięstwo demokracji i podzieleni Francuzi - tak greckie media podsumowują wynik pierwszej tury francuskich wyborów prezydenckich. Podkreślają jednocześnie spore zmiany na scenie politycznej tego kraju.
Grecka gazeta "Kathimerini" pisze, że zwycięstwo Emmanuela Macrona to duża ulga dla Francji i Europy. Analitycy dziennika podkreślają, że wyniki wyborów są ogromną porażką ugrupowań, które dominowały przez ostatnie 60 lat na francuskiej scenie politycznej. O wygranej demokracji donosi też gazeta "Ta nea". Zaznacza jednak, że zwycięstwo niezależnego kandydata Emmanuela Macrona stwarza nowe uwarunkowania na drodze zjednoczonej Europy. Gazeta zauważa też wysoki wynik Marine Le Pen. Ocenia jednak, że nie gwarantuje jej to ostatecznego zwycięstwa. O tym, że pozostali kandydaci zjednoczą się przeciwko liderce Frontu Narodowego, pisze też Ethnosw artykule pod znamiennym tytułem: "Nigdy Le Pen". Z kolei "Kontra news" zauważa, że niezależnie od tego, kto zwycięży w 2 turze wyborów, oznacza to koniec niemieckiego przywództwa w Europie. Francja przestanie być wasalem Niemiec- podkreślają dziennikarze gazety.
PAP/IAR































































