Zrzutka na rosyjski budżet? Na to wygląda. Władimir Putin poprosił oligarchów, by przelali darowizny na rzecz budżetu Rosji. Ma to pomóc w ustabilizowanie finansów publicznych, gdyż prezydent będzie kontynuował "inwazję na Ukrainę do zwycięskiego końca" - donosi "Financial Times".


Listing milionerów Forbesa pokazuje, że 155 najbogatszych ludzi posiada rosyjskie paszporty. W sumie posiadają ok. 700 mld dolarów. Nie dziwi więc, że co rusz pojawiają się sygnały z Kremla, że pora by sięgnęli do książeczek czekowych i w ramach "dobrowolnej akcji" wsparli mateczkę Rossiję. Do tej pory jednak prośby o datki wychodziły ogólnie z Kremla. Tym razem jednak apel wystosował sam Putin. Taka forma sprawiła, że oligarchowie nie mogli odmówić.
Rosyjska gospodarka na kroplówce z „dobrowolnych” wpłat
Padły już nawet pierwsze kwoty. Według nieoficjalnych doniesień Sulejman Kerimow, rosyjski oligarcha łączony z głośnym przejęciem platformy Wildberries, miał zgodzić się na wpłatę aż 100 mld rubli. Do otwarcia portfela skłoniono również króla metalurgii, Olega Deripaskę, który po otrzymaniu wezwania zadeklarował swój wkład. Rzecznicy prasowi obu biznesmenów na razie milczą w tej sprawie. Jak skomentował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, "Putin przyjął tę inicjatywę z zadowoleniem".
Oczywiście strony zainteresowane, czyli Kreml i oligarchowie, zaznaczają, że są to pieniądze "dla państwa" - jak cytuje "Financial Times", a nie na wojnę. Jak jednak wskazuje "The Moscow Times", o ile z płacenia, nawet tych podwyższonych, podatków oligarchowie mogą się łatwo wytłumaczyć, o tyle z darowizn, które służą machinie wojennej, będzie trudniej.
Putin na spotkaniu dał także jasno do zrozumienia, że jak na razie nie zamierza siadać do rozmów pokojowych. Inwazja na Ukrainę będzie kontynuowana, dopóki Kijów nie odda wschodnich obszarów Donbasu. Wcześniej Ukraina omówiła jednostronnego wycofania się z regionu, a z kolei Moskwa uznała, że proponowana tamże "strefa zdemilitaryzowana" lub "specjalna strefa ekonomiczna" (takie propozycja forsował Waszyngton) to za mało.

Dziura w budżecie Rosji i rosnące koszty wojny
Darowizny na pewno się przydadzą. Na razie rządzący Rosją starają się rzucać koła ratunkowe finansom publicznym tj. podwyżka o 2 pp. do 22 proc. podatku VAT, co mogłoby dać w ciągu trzech lat 600 mld rubli (ok. 7,4 mld dolarów) od małych i średnich przedsiębiorstw. Moskwa zebrała również do wspólnej kasy 320 mld rubli z tytułu jednorazowego 10-proc. podatku od nadzwyczajnych zysków, który nałożyła na część firm. To jednak nie wystarcza. Jeśli rubel wciąż będzie słabł, to minister gospodarki Maksim Reszetnikow zapowiedział wprowadzenie kolejnej daniny od nadzwyczajnych zysków.
Bowiem w ciągu zaledwie dwóch pierwszych miesięcy roku deficyt budżetowy Rosji przekroczył 90 procent założeń na cały rok. Sytuacja ta jest bezpośrednim efektem amerykańskich sankcji, które odstraszyły nabywców i zmusiły Moskwę do sprzedaży ropy naftowej ze znacznymi rabatami.
To jednak kropla w morzu. Wydatki na zbrojenia tylko w zeszłym roku wzrosły o 42 proc., dobijając do kwoty 13,1 biliona rubli. I choć Rosja otrzymała krótkotrwały zastrzyk dodatkowych przychodów po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie przez USA i Izrael (ok. 150 mln dolarów dziennie), to sam Putin zdaje sobie sprawę z okresowości tego źródła dochodów. Jak zaznaczał, "nadzwyczajne zyski nie utrzymają się długo".
opr. aw































































