Łotwa alternatywą dla kariery na Zachodzie [Tam mieszkam]

zastępca redaktora naczelnego Bankier.pl

Kraj przywiązanych do natury i tradycji „ludzi lasu”, który zaskakuje superszybkim internetem, powszechną znajomością języka angielskiego i ponadprzeciętnym odsetkiem kobiet na menedżerskich stanowiskach. Ciekawa alternatywa dla kariery na Zachodzie – mówią pracujący na Łotwie Polacy.

Radosław Rudnicki przyjechał do Rygi dwa lata temu na Erasmusa. Po kilku tygodniach, jak sam mówi - trochę znudzony, zaczął szukać pracy. Tak trafił do firmy, w której od 2011 roku pracuje też Przemysław Wojtyna. Jemu informację o wakacie podrzucili łotewscy znajomi, którzy szukając etatu dla siebie, natrafili na ofertę z rynku forex z wymaganą znajomością języka polskiego. Mówią, że na razie nie spieszy im się do wyjazdu, bo bycie tu jednym z nielicznych specjalistów z Polski ma niezaprzeczalne zalety. O tym, jakich ofert pracy jest najwięcej i jak się żyje obcokrajowcom na Łotwie, opowiadają w kolejnej rozmowie z cyklu #TamMieszkam.

Spotykamy się w stolicy małego ale nieoczywistego kraju. Jedna trzecia jego blisko dwumilionowej populacji mieszka w jednym mieście - Rydze. Łotysze z dziada pradziada stanowią tylko 61 proc. społeczeństwa, co czwarty mieszkaniec tego kraju to Rosjanin. Ponad połowę powierzchni państwa pokrywają lasy, a nadbałtyckie wybrzeże ciągnie się przez prawie 500 km. Organizacja Narodów Zjednoczonych ogłosiła w styczniu, że nie jest to już Europa Wschodnia, ale jeden z krajów Północy.

Polacy w Rydze - Radosław Rudnicki (z lewej) i Przemysław Wojtyna
Polacy w Rydze - Radosław Rudnicki (z lewej) i Przemysław Wojtyna (fot. Malwina Wrotniak / Bankier.pl)

Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Łotwa może zaskoczyć Polaka?

Przemysław Wojtyna: Mnie, kiedy tu przyjechałem, a był to koniec maja, trochę zaskoczyła długością dnia. Tym, że słońce właściwie nigdy nie zachodzi, że można wyjść w piątek do miasta i właściwie ciągle jest jasno, niezależnie o której się wraca. Słońce zachodzi może na godzinę lub dwie, a później znowu jest widno. Nie czuje się, że pora iść do domu - w ten sposób parę razy udało się zasiedzieć naprawdę do późna. Oczywiście za to lato płacimy swoją cenę zimą, kiedy widno jest tylko przez pięć, sześć godzin. Nie spodziewałem się, że w tym zakresie między Polską a Łotwą może być aż taka różnica. Poza pogodą obydwa kraje są do siebie kulturowo bardzo zbliżone. Niby dominuje inna religia [na Łotwie protestantyzm – red.], ale przez to, jak dużo wyznań koegzystuje tu ze sobą, ta kwestia zawsze pozostaje na drugim planie. Poza tym, że nie wszystkich rozumiem, czuję się, jakbym nadal był w Polsce. W końcu samochodem do Warszawy jest stąd tylko osiem godzin.

Radosław Rudnicki: Ja po raz pierwszy przyjechałem tu autobusem i pamiętam, że w oczy rzucił mi się budynek bardzo podobny do Pałacu Kultury i Nauki, czyli siedziba Akademii Nauk Łotwy. Poza tym raczej nie było zaskoczeń. No może uwagę zwraca to, jak dużo osób na ulicy mówi po rosyjsku. Około 40 proc. populacji Rygi stanowią osoby rosyjskiego pochodzenia.

Mimo to można odnieść wrażenie, że od turystów oczekuje się raczej rozmów po angielsku, nie po rosyjsku. Z zupełnie odwrotnym nastawieniem spotkałam się w innym kraju byłego ZSRR - Kazachstanie.

R.R.: Szczerze mówiąc po przyjeździe byłem zaskoczony, że tak dużo osób na Łotwie mówi dobrze po angielsku. Nawet kiedy chciałem wysłać paczkę na poczcie i byłem obsługiwany przez starszą kobietę, to co prawda z akcentem, ale komunikatywnym angielskim porozumiała się ze mną bez żadnego problemu.

Jurmała - nadbałtycki kurort na Łotwie licznie odwiedzany przez Rosjan
Jurmała - nadbałtycki kurort na Łotwie licznie odwiedzany przez Rosjan (fot. Malwina Wrotniak / Bankier.pl)

P.W.: Ja, mimo że mówię płynnie po rosyjsku, kiedy na plakietce u sprzedawcy w sklepie widzę łotewskie imię, zwracam się do niego po angielsku, jeśli rosyjskie – po rosyjsku. Myślę, że ta awersja wobec rosyjskiego poniekąd wiąże się z wieloletnią okupacją, jakiej ze strony Związku Radzieckiego doświadczył ten naród. Ale sądzę też, że faza strachu przed tym, co rosyjskie, już minęła, a Łotwa pozbyła się już części kompleksów. Wszyscy tutaj są świadomi, że Rosja to dla Łotwy biznes. Rosjanie trzymają bardzo dużo pieniędzy w tutejszych bankach, finansują wiele łotewskich inwestycji, kupują nieruchomości, nadal lubią przyjechać sobie latem do Jurmały [słynny łotewski kurort – red.], żeby pospacerować wśród tutejszych sosen i poleżeć nad Bałtykiem.

Może właśnie przez wzgląd na tę wspólną przeszłość dzisiaj Łotysze tak ochoczo pokazują turystom wszystko, co „made in Latvia”? Skala tej autopromocji w centrum Rygi jest o wiele większa niż w Warszawie.

P.W.: Na Łotwie widać, że mimo wielu lat okupacji, związek z lokalną kulturą, ale też naturą nie został zniszczony i nadal jest silny. Być może także przez to, jak mały jest to kraj, tak ważne staje się podkreślanie własnej inności. Co mi się podoba, to, że ta kultura jest w mniejszym stopniu narodowa, a bardziej ludowa. Łotysze żyją bliżej wsi.

R.R.: Dobrym przykładem przywiązania do natury jest tutejsze święto narodowe Ligo (zwane też Jani), czyli odpowiednik Nocy Świętojańskiej. To dwa dni wolnego od pracy, kiedy wszyscy wyjeżdżają za miasto, organizują tradycyjne ceremonie, rozpala się ogniska, idzie nad morze. Łotysze są do tych obchodów bardzo przywiązani i w poważny sposób kultywują swoją ludowość.

Produkty "made in Latvia"
Produkty "made in Latvia" (fot. Malwina Wrotniak / Bankier.pl)

P.W.: Co cztery lata organizują też festiwal pieśni i tańca, kiedy tłumy zbierają się, żeby wspólnie pośpiewać. Ludzie tutaj utrzymują prosty i bezpośredni związek z naturą. Na Łotwie nawet Boże Narodzenie nazywane jest „Świętem Zimy”. Rytm i styl życia ludzi jest wyznaczany przez przyrodę i zmieniające się pory roku. Łotysze to „ludzie lasu”, uwielbiają spędzać tam wolny czas, zbierać grzyby itd. Zresztą większość osób ma rodzinę na wsi, bo mało kto jest z Rygi. Łotysze są też, trochę jak Skandynawowie, spokojni i wycofani, poniekąd zamknięci w sobie. Na początku trudno się do nich przebić, wyczuwa się dystans. Potrzeba miesięcy, czasem nawet lat, żeby się otworzyli.

Styl życia, o którym opowiadacie, to odmiana od kierunku, jaki obrała większość europejskich stolic. Łotwa nie zdążyła się jeszcze zapatrzyć w stronę Zachodu?

P.W.: O ile w Rydze może być to widać, to w pozostałej części kraju wręcz odwrotnie. W małych miastach czy na wsiach czas się zatrzymał. Liepaja, Jełgawa czy Sigulda są naprawdę urokliwe, ale ludzie wybierają je głownie ze względu na to, że życie toczy się tam znacznie wolniej i że mogą być jeszcze bliżej natury. Wiele takich mniejszych miejscowości ma problemy z rozwojem. Gdyby nie pieniądze z Unii, te regiony pewnie miałyby się jeszcze gorzej. Nie powiedziałbym jednak, że Łotwa zachłysnęła się Unią Europejską, raczej – że czerpie z obecności w jej strukturach.

Duży plus, że Łotwa jest pod radarem wielu korporacji, więc jeśli otworzy się tu jakiś fastfood, to pewnie będzie to ten największy, a inne firmy trzy razy pomyślą zanim również tutaj wejdą. To sprzyjające warunki do otwierania małych biznesów, na przykład restauracji. W Rydze jest zresztą sporo pubów, gdzie nadal można zjeść lokalne jedzenie i wypić lokalne piwo.

Łotysze nie wstydzą się przywiązania do tradycji i za nic mają żarty na ten temat. Zdjęcie z obchodów festiwalu pieśni i tańca w 2013 roku, wideo: https://www.youtube.com/watch?v=TYIgwyML7WQ
Łotysze nie wstydzą się przywiązania do tradycji i za nic mają żarty na ten temat. Zdjęcie z obchodów festiwalu pieśni i tańca w 2013 roku, wideo: https://www.youtube.com/watch?v=TYIgwyML7WQ (fot. Latvian Institute / youtube.com)

Ale nie jest to stan dany raz na zawsze. Zachowanie lokalnej tożsamości postrzegacie jako faktyczne wyzwanie dla Łotwy na najbliższą przyszłość?

P.W.: Nie oszukujmy się, Łotysze nadal mają pewien problem z tożsamością. Trudno, żeby było inaczej, kiedy 40 proc. społeczeństwa to osoby pochodzenia rosyjskiego. W takiej sytuacji trudno uznawać, że prawdziwi Łotysze to tylko ci, którzy mówią po łotewsku i pochodzą z Łotwy z dziada pradziada. Pozostali, często przesiedleńcy z ZSRR lub potomkowie takich osób, to przecież też obywatele, którzy mają swoje prawa, szkoły, głosują. Z jednej strony nie wszystkim się to podoba, bo wiąże się z trudną przeszłością i Związkiem Radzieckim, z drugiej – trzeba to zaakceptować, bo przecież ci ludzie nie wyjadą z kraju, zapuścili już korzenie, mają tu rodziny, zresztą nie mieliby do czego wracać w Rosji. Obie grupy starają się ze sobą koegzystować.

Myślę, że ta trudna sytuacja z jednej strony jest zagrożeniem, ale z drugiej może być szansą. Tutaj prawie wszyscy młodzi ludzie, do 40. roku życia, mówią po angielsku. Do tego bardzo dużo osób mówi po rosyjsku. Gdyby Łotwa w pełni zaakceptowała swój dualizm, mogłaby się stać naturalnym pomostem pomiędzy Rosją a Unią Europejską, swoistą lokalną Szwajcarią. Gospodarka mogłaby dzięki temu odżyć, bo obecnie działa tylko na jednym, europejski silniku, podczas gdy drugi – rosyjski – wygasa, zwłaszcza po dotkliwych sankcjach.

R.R.: A skoro mówimy o gospodarce, to warto zaznaczyć, że dla Łotyszy dość problematyczne są i nadal mogą być koszty życia. Średnia miesięczna pensja jest ok. 100 euro niższa niż w Polsce, ale ceny w sklepach, zwłaszcza podstawowych produktów, są o 20-25% wyższe.

Sporo młodych ludzi ma też problem ze znalezieniem pracy i decyduje się na wyjazd na Zachód. Nie chcę przez to powiedzieć, że tutaj nie ma pracy albo że jest pod tym względem dużo gorzej niż gdzie indziej, ale gołym okiem widać tendencję do wyjazdów. Trudno się dziwić, tym bardziej, że przecież wiele osób mówi po angielsku na bardzo wysokim poziomie.

P.W.: Powszechność tego języka na Łotwie jest też w pewnym sensie przekleństwem tego kraju. To, że chociażby w telewizji łotewskie są tylko napisy, a programy lecą po angielsku i ilu młodych posługuje się tym językiem, ułatwia później decyzję o wyjeździe na Zachód. W Polsce liczba wyjeżdżających jest nominalnie większa, ale nie jest tak groźnym odsetkiem w skali całego kraju, jak na Łotwie.

Tak promuje się Łotwa:

Sami obraliście przeciwny kierunek. To dobry moment, żeby zapytać – dlaczego Łotwa?

R.R.: Ze względu na pracę. A poza tym – bo to ciekawe doświadczenie pobyć tutaj co najmniej przez kilka lat. Na tę chwilę jestem zadowolony z decyzji, że mam okazję pomieszkać poza Polską i że jest to niepopularny kierunek, który wybiera bardzo niewielu Polaków

P.W.: Ja też nie wyjeżdżam stąd ze względu na pracę. Kiedy wyjeżdżałem z Polski sześć lat temu, w Katowicach byłem skazany głównie na korporacje, w których pewnie spędziłbym kilka lat, czekając na awans. Tutaj realia rynku są inne, a firma nie jest aż tak duża, więc kiedy po dwóch pierwszych latach pojawiły się ciekawe możliwości rozwoju, uznałem, że warto zostać. Żyję w kraju, w którym mówi się po rosyjsku, co dało mi szansę na opanowanie języka w trzy lata, i to dalej będąc w Unii. Jeszcze zanim sytuacja geopolityczna zaczęła się robić nieciekawa, liczyłem na silniejszy rozwój kontaktów gospodarczych z Rosją, ale ponieważ wciąż jest to język regionalny na wschód od Polski, liczę, że będzie przydatny.

Spotykacie wielu obcokrajowców, którzy wybrali taką drogę, jak Wy?

P.W.: Ostatnio widać tu dużo Niemców, co jest związane z łotewskimi inwestycjami w naukę. W efekcie wielu obcokrajowców przyjeżdża tu studiować kierunki medyczne. Tutejsze uczelnie nastawiły się na taką klientelę, zajęcia prowadzi się po angielsku, czasami nawet po niemiecku. Łotwa jest atrakcyjna pewnie głównie ze względu na koszty studiowania. Kto nie dostał się na medycynę w swoim kraju, tutaj ukończy ją pewnie za jedną trzecią ceny, a ze względu na wspólny rynek może później pracować w swoim kraju.

Jak dużą konkurencją są obcokrajowcy, którzy nie wracają do siebie, tylko zostają na Łotwie?

P.W.: Zaletą pracy na Łotwie jest to, że ekspatów może nie mieszka tu mało w sumie, natomiast jest ich mało z poszczególnych krajów. Dzięki temu czasami łatwiej dostać ciekawszą pracę – chociażby taką, gdzie wymagana jest znajomość języka polskiego, tak jak w naszym przypadku. Kiedy Polak wyjeżdża do Niemiec czy Anglii, gdzie jest tak wiele osób ze znajomością polskiego, traci swoją wartość dodaną. Bycie jednym z niewielu, także kandydatów, pozwala też zazwyczaj wynegocjować dodatkową stawkę i dzięki temu lepiej tutaj żyć.

R.R.: Bo mamy tutaj do czynienia z mechanizmem premii za odległość i znajomość języka. Chociaż trzeba też szczerze powiedzieć, że oferty z wymaganą znajomością języka polskiego to nawet nie nisza – to pojedyncze przypadki z firm, które z Rygi obsługują polski rynek. Mimo wszystko pracy dla ekspatów ogólnie rzecz biorąc nie brakuje.

Nie dla każdego będzie to atrakcyjna propozycja.

R.R.: Dla specjalisty z Polski życie na Łotwie może być opcją nawet lepszą niż życie na Zachodzie. Ceny są tu może trochę wyższe niż w Polsce, ale nie dużo wyższe. Przeprowadzając się na Zachód, nawet mając normalną zachodnią pensję, dużą jej część wydaje się na utrzymanie.

Jakich ofert pracy jest najwięcej?

P.W.: Inwestuje tu głównie Skandynawia: są centra outsourcingowe dla tamtejszych banków, pojawiają się firmy z branży IT. Większość moich znajomych pracuje właśnie w takich firmach. Łotysze mądrze zainwestowali w internet, który jest jednym z najszybszych na świecie. Drogi są fatalne, ale internet bardzo dobry. Od kiedy tu przyjechałem, w której części Rygi bym nie mieszkał, połączenie jest superszybkie i wydajne. To na pewno pomogło im budować centra usług wspólnych. Da się zauważyć, że coraz więcej firm chce mieć w Rydze swoje działy IT, a nie tylko świadczyć stąd usługi outsourcingowe. To plus dla gospodarki, bo prace w IT są zwykle ciekawsze i lepiej płatne.

Średnia prędkość łącza internetowego w poszczególnych krajach, I kw. 2017 r.
Średnia prędkość łącza internetowego w poszczególnych krajach, I kw. 2017 r. (akamai.com)

Takie kadry kształci sobie też sama Łotwa?

P.W.: Tak, obok kierunków medycznych, informatyczne stanowią drugi mocny trzon. Wiele osób kończy też finanse i bankowość i widać zjawisko podobne jak w Polsce – nadmiar chętnych zabiegających o te same miejsca pracy. Czy tak samo będzie z IT, na razie nie wiadomo.

Warto wspomnieć, że na Łotwie bardzo podkreśla się związek z nauką, a ukończenie studiów ma wysoką rangę. Rozdanie dyplomów na uniwersytecie to uroczystość, na którą zjeżdża się rodzina, obowiązkowo wrzuca się na ten temat posty na Facebooka. Wiem, bo sam też skończyłem tutaj studia. Ich poziom oceniam zresztą bardzo wysoko. Nauka to niewątpliwie jedna z gałęzi gospodarki, o którą Łotysze mocno dbają.

Po tych studiach na rynek wchodzą menedżerowie, którymi na Łotwie – dużo częściej niż w przypadku średniej dla krajów Unii – są kobiety.

P.W.: Faktycznie da się to zauważyć. Kobieta była w tym kraju prezydentem, sporo kobiet pracuje u łotewskiego regulatora. Co więcej, powiedziałbym, że sam sposób zarządzania w wielu firmach jest bardziej kobiecy niż męski. Nie ma tutaj przeświadczenia, że kobieta obejmująca kierownicze stanowisko powinna rządzić silną ręką (jak to jest często na przykład w Rosji), wręcz przeciwnie.

Top 10 krajów z najwyższym i najniższym odsetkiem kobiet na wyższych stanowiskach kierowniczych, 2015
Top 10 krajów z najwyższym i najniższym odsetkiem kobiet na wyższych stanowiskach kierowniczych, 2015 (Grant Thornton IBR)

Była już mowa o produktach „made in Latvia” – to biżuteria z bursztynów, słynne „balsamy”, czekolady, kosmetyki, bielizna. A silne międzynarodowe łotewskie brandy?

P.W.: Trudno o takie. Jeśli Łotysze coś produkują, to często nie na masową skalę. Nie są w stanie konkurować pod tym względem choćby z takimi krajami, jak Polska czy Węgry. Brakuje i odpowiednio licznej siły roboczej, i chętnych do pracy w produkcji. W efekcie tutejsze produkty, powiedzmy designerskie wanny, są często sprzedawane jako up-market na przykład na rynek włoski.

Odsetek kobiet na stanowiskach menedżerskich w krajach europejskich, 2014
Odsetek kobiet na stanowiskach menedżerskich w krajach europejskich, 2014 (Eurostat)

Turystyka też mogłaby być na eksport?

R.R.: Póki co - niekoniecznie dla Polaków. Mamy bardzo podobne walory naturalne, niemal identyczną faunę - może stąd wynika brak zainteresowania Łotwą wśród naszych turystów. A szkoda, ponieważ jako że kraj jest mały, za bazę wypadową uchodzą Tallin, Wilno czy Helsinki. Co mnie samego zdziwiło, chociaż nie mają tu gór, udało mi się na Łotwie pojeździć na nartach. No i jest dostęp do morza, stosunkowo czystego jak na Bałtyk, z dość dzikim dostępem do wody, zwłaszcza że na Łotwie ogromna część wybrzeża nadal nie jest zagospodarowana.

P.W.: Polska nie jest dzisiaj pod tym względem rynkiem dla Łotyszy. Dla nich ciekawsi są Rosjanie, Skandynawowie czy Niemcy, którzy zostawiają tu bardzo dużo pieniędzy. Podobnie Anglicy, choć od  jakiegoś czasu prawdziwą zmorą Rygi są wieczory kawalerskie, na które tu przylatują. Teraz sytuacja powoli się cywilizuje. Natomiast turystyka z Polski nadal sprowadza się głównie do przyjazdu autobusem, obejrzenia paru kamienic i powrotu do Polski. Ten model będzie się zmieniał, ale na to potrzeba jeszcze czasu. Pomóc może rozwój dróg albo budowa Rail Baltica – wtedy podróż z Łotwy do Warszawy stanie się nieco krótsza, a na pewno przyjemniejsza. Mimo to, jeśli ktoś lubi Bałtyk, ale nie toleruje tłumów dookoła, nadal polecam Rygę.

Mieszkasz za granicą albo wróciłeś do Polski z emigracji? Daj nam znać. Wyślij e-mail albo odezwij się na Twitterze. Zobacz też: tammieszkam.pl.

Malwina Wrotniak

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
3 1 ~Beata

"40 proc. społeczeństwa to osoby pochodzenia rosyjskiego"- bez przesady... Mylicie chyba z rosyjskojęzycznymi mieszkańcami, i to w Rydze. Rosyjskojęzyczny nie znaczy Rosjanin. Według oficjalnych statystyk Rosjan ok. 26%

! Odpowiedz
0 9 ~Irek

Pracować u kogoś to nie jest wstyd.
Własna firma wiąże się z predyspozycjami do jej prowadzenia.
Jednak większość pracuje gdzieś u kogoś bo najważniejsze jest pracować dobrze oraz z pożytkiem dla wszystkich zainteresowanych.

! Odpowiedz
20 4 obywatelrp1980

Jaka tam kariera ludzie? Całe życie chcecie pracować w korpo albo u kogoś na etacie? Czy to jest sensowne rozwiązanie? Nie!
http://independenttrader.pl/wlasna-firma-droga-do-sukcesu.html
Drogą do sukcesu jest własna firma, która pozwoli zarobić pieniądze na inwestycje. Trzeba dążyć do realizacji swoich marzeń.

! Odpowiedz

Kalkulator płacowy

Oblicz wysokość pensji netto, należne składki oraz podatek.

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl