Zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł to konieczność nałożona na rząd przez Trybunał Konstytucyjny. PiS śpieszy się i chce podwyższyć ją już od stycznia 2016 roku. Ma ona wynieść 8 tys. zł, czyli 2,5 krotnie więcej niż obecnie. Od 2009 roku kwota wolna od podatku w Polsce wynosi 3091 zł, rok wcześniej było to o 2 złote mniej.


Kwota wolna w wysokości 3091 zł obniżała pracującym na etacie podatek dochodowy o 46,33 zł miesięcznie. Po jej podniesieniu do 8 tys. zł miesięczna kwota odliczeń zwiększy się do 120 zł, czyli o ponad 73 zł. Jeżeli kwota wolna od podatku faktycznie wzrośnie od 1 stycznia 2016 roku, to osoba zarabiająca 3 tys. zł brutto otrzyma na rękę nie 2157 zł jak obecnie, ale 2230 zł, czyli 3% więcej.
Przeczytaj także
Kwota wolna wymagała podwyższenia, bo brak jej waloryzacji tak naprawdę zwiększał obciążenia podatkowe płatników podatku dochodowego od osób fizycznych. Ponadto jest ona rażąco niska w stosunku do kwot stosowanych w innych, często nawet biedniejszych od Polski państwach. Dodając do tego, że z uwagi na jej małą wartość, podatek dochodowy płacili ludzie, którzy nie są wstanie samodzielnie się utrzymać bez konieczności otrzymania pomocy socjalnej od państwa, śmiało można uznać, że w żaden sposób nie spełniała ona funkcji ochronnej, która przez lata została wypaczona.
ReklamaZobacz także
Jeden parametr burzy cały model
Niestety system podatkowy w Polsce jest tak skonstruowany, że nawet wielokrotne zwiększenie kwoty wolnej nie powoduje znaczącej poprawy dochodów netto ludności, przy tym implikuje szereg problemów z naliczaniem innych składek, np. składki zdrowotnej, której część podlega odliczeniu od podatku. Z resztą, dlaczego w trudnym i skomplikowanym algorytmie obliczania wynagrodzenia ze stosunku pracy, praktycznie stałą kwotą są koszty uzyskania przychodu? Dlaczego składka zdrowotna wynosi 9%, a ponad 85% tej kwoty można odliczyć od podatku? Dlaczego ustalono też, że składka na ubezpieczenie emerytalne wynosi 19,52% i nie zmieniła się ona od lat? Jaki jest sens płacenia składek emerytalnych przez ludzi, którzy zarabiają mniej niż 1 tys. zł miesięcznie, skoro i tak państwo będzie musiało im dopłacić do emerytury minimalnej? Dlaczego tak dużo czasu poświęca się tylko jednemu parametrowi w algorytmie obliczania dochodów z pracy, a mało kto zastanawia się nad sensownością, stopniem skomplikowania, a związku z tym – wysokimi kosztami – całego algorytmu?

Przeczytaj także
Podwyższenie kwoty wolnej od podatku spowoduje niestety poważny ubytek w dochodach bezpośrednich do budżetu państwa i budżetów samorządów. Budżet centralny straci 8,72 mld zł, a samorządy ok. 7 mld zł. Niestety, na razie ustawodawca nie oferuje nic w zamian. Skończy się tak, że samorządy, jeśli nie dostaną refundacji, ograniczą wydatki inwestycyjne, a gdy będą chciały wykorzystać środki unijne, to zmusi ich do większego zaangażowania kapitału pochodzącego z kredytu. Równocześnie budżet państwa, nie uniknie konieczności zwiększenia deficytu, który powoduje wzrost zadłużenia finansów publicznych, nawet jeśli część kosztów z tytułu zwiększenia kwoty wolnej wróci do kasy w VAT i akcyzie. Bez wątpienia pogorszą nam się wskaźniki i prawdopodobnie wzrosną też koszty obsługi zadłużenia.
Za kwotę wolną zapłacimy większym długiem
Innymi słowy, za taką kosmetyczną reformę podatkową, która jest popularna społecznie, ale fatalna dla finansów państwa, zapłacimy więcej w przyszłości. O wiele lepszym rozwiązaniem byłaby rezygnacja z podniesienia kwoty wolnej, a w to miejsce wprowadzenie kompleksowej reformy systemu podatkowego państwa, gdzie ubytek dochodów do budżetu z tytułu zwiększenia dochodów netto pracujących, sfinansowano by z korzyści wynikających z uproszczenia systemu (mniejszych wydatków na administrację, kontrole, księgowość, drogie systemy komputerowe).
Przeczytaj także
Na koniec należy pamiętać o psychologicznym aspekcie zwiększenia kwoty wolnej od podatku, której zwiększenie może być interpretowane przez pracodawców jako podwyżka netto dla pracowników. „Skoro dostajesz więcej na rękę, to nie muszę ci podnosić wynagrodzenia brutto” – to więcej niż prawdopodobne, że część pracodawców w ten sposób wykorzysta podniesienie kwoty wolnej. Nie spowoduje to zwiększenia funduszu płac, więc zarabiać będziemy tylko iluzorycznie trochę więcej, a wskaźnik relacji wynagrodzeń do PKB zostanie niezmienny. Nie taka była idea podwyżek od państwa.
Z drugiej strony, jeśli nie stać nas na to, by obniżyć opodatkowanie osób, które zarabiają mniej niż 8 tys. zł rocznie, to na co nas stać? W mojej opinii jest to argument za kompleksową reformą, a kosmetyka – chociaż dobrze wpłynie na sondaże partii rządzącej – wciąż pozostanie jedynie kosmetyką: „to tak jakby nakładać nowy lakier na skasowany, a następnie wyklepany samochód. Ładnie wygląda, ale niebezpiecznie się tym rozpędzać”.





























































