Przełom kwietnia i maja rozpoczynamy przy kursie euro przekraczającym 4,30 zł. W przeszłości „zagranicy” nie raz zdarzało się wykorzystywać polski okres urlopowy, aby „pohuśtać” rynkiem złotego. Tak też może być i w tym roku.


W poniedziałek o 9:18 kurs euro wynosił 4,3150 zł i był zbliżony do tego, co widzieliśmy przed weekendem. Za nami okres podwyższonej dziennej zmienności na rynku złotego. Od połowy kwietnia obserwujemy wysokie dzienne zmiany kursu EUR/PLN, które jednak finalnie niewiele zmieniają w szerszym obrazie sytuacji.
W pierwszej połowie kwietnia kurs euro wyznaczył przeszło 4-letnie minimum, po raz pierwszy od czasów covidowych lockdownów schodząc do poziomu 4,25 zł. Była to dotychczasowo kumulacja rozpoczętego w lutym 2023 roku trendu aprecjacji polskiej waluty. Od tego czasu notowania euro obniżyły się o blisko 50 groszy i lokalna kilkugroszowa korekta nie pozwala wyciągnąć wniosku o zmianie obowiązującego średnioterminowego trendu.
Jednakże w najbliższych dniach możemy być świadkami podwyższonej zmienności na rynku złotego. Wszystko za sprawą kalendarza. Środa i piątek są dniami ustawowo wolnymi od pracy, co będzie oznaczało nieobecność polskich uczestników rynku. Ale cały światowe rynki finansowe (czyli londyńskie City i Wall Street) pracują normalnie i (przynajmniej teoretycznie) odbywać się będą zwyczajne kwotowania polskiego złotego.
W poprzednich latach taka kombinacja od czasu do czasu prowadziła do dziwnych, jednodniowych zmian kursu euro. Tak był na przykład rok temu, gdy 1 maja kurs euro bez żadnego konkretnego powodu podskoczył o trzy grosze. Oczywiście, już dzień później sytuacja wróciła do normy. Takie majowe „fajerwerki” możliwe są także w tym roku.

Globalnie euro pozostaje pod presją ze względu na oczekiwaną już w czerwcu redukcję stóp procentowych w Europejskim Banku Centralnym przy utrzymaniu bez zmian kosztów kredytu w Rezerwie Federalnej. W rezultacie w połowie kwietnia kurs EUR/USD znalazł się na najniższym poziomie od listopada. Później notowania euro nieco odbiły, ale wciąż pozostały niskie.
W efekcie kurs dolara na polskim rynku powrócił powyżej poziomu 4 złotych i do tej pory utrzymuje się powyżej tej psychologicznej bariery. W poniedziałek o poranku za dolara płacono 4,0230 zł, czyi o ponad grosz mniej niż w piątek wieczorem.
Frank szwajcarski wyceniany był bez zmian na 4,4139 zł. W przypadku pary frank-złoty lokalnym wsparciem od kilku dni stał się poziom 4,40 zł. Natomiast funt brytyjski kosztował 5,0411 zł – czyli prawie tyle samo co przed weekendem.
KK
































































