Burzliwa środa na rynkach walutowych nie za bardzo poprawiła sytuację polskiego złotego. Kurs euro utrzymał się powyżej granicy 4,33 zł, dość ospale reagując na osłabienie dolara.


Handlujący walutami usiłują przewidzieć, czy (i jeśli tak, to i ile) bank centralny USA obniży w tym roku stopy procentowe. Najnowsze „fedokropki”, jak również prognozy makroekonomiczne członków FOMC nie dają szans na więcej niż co najwyżej jedna obniżka w 2024 roku (oraz po cztery cięcia w roku 2025 i 2026). Stąd też czerwcowy komunikat Fedu był raczej sprzyjający dla dolara oraz negatywny dla walut z rynków wschodzących.
Natomiast wcześniej rynek niemal euforycznie reagował na ciut niższą od konsensusu inflację CPI w Stanach Zjednoczonych. To osłabiło dolara w stosunku do euro, ale nie przełożyło się na istotny spadek kursu euro do złotego. Jak widać, polska waluta pozostała osłabiona, pomimo sprzyjających okoliczności zewnętrznych. Nie jest to dobry znak.
- Przekaz konferencji prezesa Fed wskazuje, że członkowie FOMC nie mają pewności, kiedy inflacja w USA dotrze do celu, a ewentualne symptomy słabnięcia tamtejszej gospodarki czy rynku pracy mogą przyspieszyć decyzję o obniżce stóp – ocenili ekonomiści PKO BP.
W czwartek o 10:20 kurs euro wynosił 4,3330 zł, choć tuż po otwarciu dzisiejszych kwotować atakował poziom 4,34 zł. Generalnie taka sytuacja wpisuje się w trwającą od dwóch tygodni tendencję do osłabienia złotego. Przypomnijmy tylko, że jeszcze pod koniec maja za euro płacono mniej niż 4,25 zł.

- Przyznać należy, iż zaprezentowane w czerwcu ostrożne podejścia Europejskiego Banku Centralnego i Fed w kwestii szybkiego łagodzenia polityki monetarnej odbierają nieco atutu złotemu w postaci zmian carry trade. W efekcie polska waluta zakotwiczyć się może w najbliższych dniach na bieżących poziomach – uważa ekonomista Banku Millennium, Mateusz Sutowicz.
Notowania dolara w czwartek nad ranem podniosły się do 4,0158 zł, ale do godziny 10:00 zdążyły powrócić do poziomu 4,0081 zł. Jeszcze we wtorek amerykańska waluta kosztowała nawet 4,05 zł, a tydzień temu płaciliśmy za nią nieco ponad 3,92 zł. Na parze dolar-złoty widać zatem podwyższoną zmienność.
Frank szwajcarski wyceniany był na 4,4784 zł, czyli o 0,6 grosza wyżej niż w środę wieczorem. W ten sposób notowania helweckiej waluty jak na razie nie były w stanie sforsować bariery 4,50 zł. Przez poprzednie trzy tygodnie kurs franka wrósł o przeszło 20 groszy po tym, jak pod koniec maja znalazł się na najniższym poziomie od przeszło dwóch lat.




























































