Inflacja producencka w strefie euro w sierpniu ponownie przyspieszyła i osiągnęła wartości nienotowane wcześniej w przeszło 20-letniej historii europejskiego bloku walutowego. W danych widać, jak presja cenowa „rozlewa się” poza sektor energetyczny.


W sierpniu ceny producentów – czyli tzw. inflacja PPI (producer price index) – w strefie euro były o 1,1% wyższe niż w czerwcu oraz aż o 13,4% wyższe niż rok temu – poinformował Eurostat.
To najszybszy wzrost cen producentów odnotowany po 2000 roku. Tym razem jednak był to rezultat nieco niższy od oczekiwań ekonomistów, którzy spodziewali się dynamiki PPI na poziomie 1,3% mdm i 13,6% rdr.
Tyle tylko, że ta pozytywna niespodzianka wynikała jedynie z rewizji w górę danych za lipiec – gdzie szacunek miesięcznego wzrostu cen podniesiono z 2,3% do 2,5% (rocznego z 12,1% do 12,4%). Przed miesiącem statystyki PPI mocno zaskoczyły ekonomistów. Faktycznie zaraportowana inflacja PPI wyniosła 12,1% rdr wobec oczekiwań na poziomie 11% rdr.
Gwałtowne przyspieszenie rocznej dynamiki PPI w eurolandzie obserwujemy od wiosny. Jeszcze w lutym ceny producentów rosły w umiarkowanym tempie 1,5% rocznie. W marcu przyspieszyły do 4,4%, w kwietniu do 7,6%, a już w maju i czerwcu galopowały w tempie ok. 10% rocznie.
Powszechnie wiadomo, że za znaczną część tego zjawiska odpowiada efekt niskiej ubiegłorocznej bazy na rynku paliwowym. I faktycznie ceny dóbr energetycznych względem sierpnia 2020 roku podniosły się aż o 32%. Teraz jednak ta „energetyczna” inflacja infekuje kolejne kategorie dóbr przemysłowych. Według Eurostatu wzrost cen dóbr pośrednich przyspieszył do 14,7% rdr wobec 13,2% w lipcu, 10,9% w czerwcu i zaledwie 4,6% w marcu. Proces ten zaczyna być przenoszony na dobra trwałe konsumenckie, które w sierpniu były o 3,5% droższe niż przed rokiem. To dwukrotnie szybsze tempo wzrostu cen w tej kategorii, niż odnotowano w marcu (1,7% rdr).
Galopujące ceny w fabrykach nie są tylko europejską specyfiką. W Stanach Zjednoczonych sierpniowa inflacja PPI wyniosła 8,3% rdr. W Polsce GUS oszacował dynamikę tego wskaźnika na 9,5% rdr, co było najwyższym wynikiem od grudnia 2011 roku. Tak silna inflacja producencka nie jest już żadnym zaskoczeniem. Od wiosny otwarcie mówi się, że niedobory komponentów i pracowników oraz rosnące notowania surowców w połączeniu z opóźnieniami w dostawach z Azji przełożą się na wyższe ceny dóbr przemysłowych. Już w maju prawie 80% ankietowanych firm produkcyjnych raportowało podwyżki w cennikach.
Efekty wyższych cen w fabrykach są już regularnie przerzucane na konsumentów. Ilustrujący ceny płacone przez gospodarstwa domowe wskaźnik CPI we wrześniu wzrósł aż o 5,8% i był to najszybszy przyrost od ponad 20 lat. Na tym jednak nie koniec – ekonomiści prognozują, że pod koniec roku osiągniemy 6 proc., a być może nawet zbliżymy się do 7 proc. Wysoka inflacja w Polsce ma się utrzymać przynajmniej do końca 2023 roku.
KK






























































