REKLAMA

Inflacja ostro przyspieszyła i zmierza w stronę 6%

Krzysztof Kolany2021-10-01 10:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2021-10-01 10:00
Inflacja ostro przyspieszyła i zmierza w stronę 6%
Inflacja ostro przyspieszyła i zmierza w stronę 6%
fot. Andrzej Rostek / / Shutterstock

Inflacja CPI znów zaskoczyła większość ekonomistów i we wrześniu mocno wzrosła po tym, jak już w sierpniu osiągnęła najwyższą wartość od 20 lat.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) we wrześniu 2021 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosły o 5,8 proc. - wynika z najnowszego komunikatu Głównego Urzędu Statystycznego. Względem sierpnia wskaźnik CPI podniósł się o 0,6 proc.

Dane mocno i negatywnie zaskoczyły ekonomistów. Rynkowy konsensus zakładał bowiem utrzymanie dynamiki CPI na poziomie 5,5% rocznie oraz 0,3% miesięcznie. Także w poprzednich miesiącach faktycznie raportowana inflacja CPI na ogół okazywała się wyższa od prognoz zdecydowanej większości rynkowych analityków.

Roczna dynamika wskaźnika CPI była więc jeszcze wyższa sierpniu, kiedy to osiągnęła najwyższą wartość od czerwca 2001 roku. Wtedy też została przekroczona pewna nieformalna granica. Od czasu stłumienia inflacji na przełomie XX i XXI wieku roczna dynamika CPI w Polsce nigdy wcześniej nie przekroczyła 5%. Sierpniowy odczyt był też wyraźnie wyższy niż lipcowy (5,0%) oraz zdecydowanie wyższy niż i tak nieniskie odczyty z poprzednich miesięcy: 4,4% w czerwcu i 4,7% w maju.

Wysoka inflacja cenowa w dalszym ciągu była napędzana przez drogie paliwa, których ceny GUS oszacował na 28,6% wyższe niż we wrześniu 2020 roku. Nośniki energii podrożały o 7,2%, a żywność i napoje bezalkoholowe o 4,4%. Opublikowane dziś dane to tzw. szybki szacunek. Pełny raport o inflacji w rozbiciu na poszczególne kategorie poznamy 15 października.

Inflacja została obliczona zgodnie z wagami bazującymi na strukturze wydatków polskich gospodarstw domowych w 2020 r. Więcej na ten temat pisaliśmy w marcu, gdy GUS prezentował nowy skład „koszyka inflacyjnego”. Z kolei więcej na temat tego, jak w ogóle mierzona jest inflacja, pisaliśmy w artykule „Jak GUS mierzy inflację? Statystycy wyjaśniają”.

Inflacja wyraźnie powyżej celu NBP

Inflacja CPI znajduje się daleko powyżej dopuszczalnego odchylenia od celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego. NBP definiuje „stabilność cen” jako wzrost koszyka CPI o 2,5 proc. z dopuszczalnym odchyleniem o jeden punkt procentowy w obie strony.

Warto dodać, że pomimo licznych zapewnień o „przejściowym” charakterze inflacji roczna dynamika CPI od ponad roku utrzymuje się powyżej celu polskiego banku centralnego. Mimo to od maja 2020 roku stopa referencyjna NBP utrzymywana jest na rekordowo niskim poziomie 0,1 proc., a prezes Glapiński uważa, że inflacja nie ma negatywnego wpływu na portfele Polaków.

We wrześniu Rada Polityki Pieniężnej odrzuciła wniosek o podwyżkę stopy referencyjnej od razu do 2%. Zdaniem ekonomistów na przełomie lat 2021/22 inflacja CPI przekroczy poziom 6%. Najbliższe posiedzenie RPP odbędzie się 6 października. Wczoraj decyzję o ostrej podwyżce stóp procentowych podjął Narodowy Bank Czech, który poważnie traktuje swoje zobowiązanie do trzymania inflacji w ryzach.

Inflacja cenowa na poziomie przekraczającym 5% rocznie jest na dłuższą metę dewastująca dla siły nabywczej pieniądza. Jeśli taki stan utrzymałby się w kolejnych latach, to polski złoty za niespełna 12 lat straciłby ponad połowę swej obecnej wartości. Tak wysoka inflacja przede wszystkim niszczy siłę nabywczą oszczędności zgromadzonych w bankach czy obligacjach skarbowych, które płacą rekordowo niskie i zbliżone do zera odsetki.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Szukasz pracownika? Opublikuj pierwsze ogłoszenie o pracę już od 59,32 zł na Pracuj.pl!

Szukasz pracownika? Opublikuj pierwsze ogłoszenie o pracę już od 59,32 zł na Pracuj.pl!

Advertisement

Komentarze (376)

dodaj komentarz
demeryt_69
Gdyby sądzić nastroje po wpisach na tym 'forum' możnaby dojść do wniosku, że poziom frustracji wzrósł do niespotykanych rozmiarów :)

demeryt_69 odpowiada (usunięty)
PiSdzielców? Ciekawie piszesz :)

jan888
Efektem tak gigantycznej inflacji powinno być skrzykiwanie się zatroskanych obywateli i protesty przed NBP. Fakt, że w Polsce ludzie przez palce patrzą na ewidentną kradzież ich oszczędności i pensji przez PIS, świadczy o tym, że nie jesteśmy świadomą demokracją, lecz ludem prosto z powieści Kapuścińskiego o Afryce.
demeryt_69
Kapuściński to białoruski 'góral' i na dodatek współpracownik SB - $zalom!

tigerbonzo
Glapiński częściowo nie mija się z prawdą twierdząc, że inflacja w Polsce jest spowodowana czynnikami zewnętrznymi, bo na wzrost cen nośników energii, surowców, półprzewodników, ETSów czy frachtu nie ma większego wpływu. Chyba, że dalej będzie osłabiał celowo złotówkę, wówczas wzrost cen ropy w dolarach uderzy Glapiński częściowo nie mija się z prawdą twierdząc, że inflacja w Polsce jest spowodowana czynnikami zewnętrznymi, bo na wzrost cen nośników energii, surowców, półprzewodników, ETSów czy frachtu nie ma większego wpływu. Chyba, że dalej będzie osłabiał celowo złotówkę, wówczas wzrost cen ropy w dolarach uderzy nas po kieszeniach bardziej niż realnie powinien- słabnący złoty= droższe paliwo. Inflacja pojawiła się chyba w każdym rozwiniętym państwie. Natomiast to, że liderujemy w tym niechlubnym rankingu jest już jak najbardziej zasługą jego i RPP, bo panowie nie wywiązują się ze swojego konstytucyjnego obowiązku utrzymania inflacji w widłach celu inflacyjnego i nie interweniują. Bredzenie o przejściowo wysokiej inflacji nic nie pomoże. Dlaczego są to brednie? Bo panowie z RPP kurczowo trzymają się instrumentów stosowanych przy ujemnym szoku popytowym z jakim oczywiście mieliśmy do czynienia na początku plandemii (właściwie eksperci twierdzą, że było to połączenie ujemnego szoku popytowego i ujemnego szoku podażowego). Tylko, że obecnie tenże szok popytowy przekształcił się w negatywny szok podażowy i utrzymywanie stóp procentowych bliskich zera, luzowanie ilościowe i deprecjacja złotego (Glapa otwarcie mówił o interwencjach na rynku walutowym, korzystnych dla eksporterów, ale nie dla konsumentów) tylko napędzają inflację, która zerwała się im z łańcucha i jest w trendzie wzrostowym (o ile w przypadku inflacji można użyć terminologii giełdowej). Nawet dobrze, że tak się stało teraz, bo chwilowy spadek uznaliby za powrót do celu. Jeśli sytuacja będzie się utrzymywała to kwestią czasu jest gdy przedsiębiorstwa zaczną zmniejszać produkcję i redukować zatrudnienie, zresztą ludzie przez lockdown'y się do tego przyzwyczaili, kasa czy się stoi czy się leży, a dóbr nie przybywa, a ubywa.

W dzisiejszych czasach "dodruk" jak niektórzy piszą, czy prawidłowo kreacja pieniądza nie jest jedynie domeną banków centralnych (które oczywiście również to czynią), ale także, a może przede wszystkim banków komercyjnych. Ekonomiści nazywają ten wałek systemem rezerwy cząstkowej (jego głównymi parametrami są stopy rezerwy obowiązkowej oraz procentowe, w Polsce w obu przypadkach ich poziom jest ustalany przez dżentelmenów z RPP). Zakładam, że spora część forumowiczów zdaje sobie z tego sprawę, choć wiele komentarzy wskazuje, że nie brak tu takich, którzy nie rozumieją podstawowych pojęć i mechanizmów działających w gospodarce i ekonomii, a i tak się na ten temat wypowiadają, ich zachęcam do zapoznania się z tymi pojęciami, a może zrozumieją jak kreuje się pieniądze "z powietrza".

Niskie stopy procentowe napędzają akcję kredytową (w warunkach spadającego popytu i inwestycji jest to korzystne), a ta napędza inflację. Prawda, że proste? Oczywiście nie każdy kredyt jest a priori zły i toksyczny. Jeśli przedsiębiorca zaciąga kredyt na rozwój swojej firmy, poszerzenie jej działalności, czy inwestuje go w park maszynowy to taki kredyt jest jak najbardziej pożyteczny i skorzysta na nim nie tylko sam przedsiębiorca, ale i jego pracownicy i cała gospodarka, taki kredyt powinien zwrócić się z nawiązką. Podobnie jeśli młody człowiek zaciągnie kredyt na wymarzone i kosztowne studia, dzięki czemu ma szansę stać się ekspertem w wybranej dziedzinie. Złe z reguły są kredyty konsumpcyjne, hipoteki (jeśli kogoś na nią realnie nie stać), te zaciągnięte w celach spekulacyjnych na giełdzie, a takie dominują w gospodarce nad tymi pożytecznymi. Dodałbym do tych toksycznych również nadmierne zadłużanie się Rządów (zamiast cięcia wydatków), bo te powodują deficyt budżetowy i powiększanie długu publicznego, co oznacza, że w przyszłości pasożyty sięgną do kieszeni podatników, albo nie radząc sobie z ich obsługą będą wywoływać sztucznie inflację, która dla deficytu budżetowego jest korzystna, ale już dla naszych kieszeni niekoniecznie, bo powoduje spadek siły nabywczej.

Gdyby Glapiński zarabiający 100 000 miesięcznie zamiast zajmować się swoimi paniami słuchał chociażby Zubelewicza to prawdopodobnie nie mielibyśmy sytuacji jaką mamy i wywiązywałby się ze swoich obowiązków.

Inflacja nie musi być zła, jeśli jest pod kontrolą i jeśli wzrost płac za nią nadąża (ilu etatowcom w zeszłym miesiącu pensja wzrosła o 6%?), ale zawsze oznacza spadek siły nabywczej. To, że za pracę otrzymujemy nominalnie więcej biletów NBP, czy jak niektórzy się cieszą, że nominalne ceny mieszkań rosną nie oznacza, że się bogacimy, bo w warunkach szalejącej inflacji może to oznaczać, że realnie ubożejemy. Dobrobyt nigdy nie był, nie jest i nie będzie się brał z zadłużenia i pompowania w gospodarkę pustego pieniądza, czego nie rozumie Glapiński, który swój tytuł profesora doktora habilitowanego ekonomii znalazł chyba w paczce chipsów, albo jest docentem marcowym- kierownikiem PGR-u po szybkim kursie ekonomii. Poziom inflacji i stóp procentowych mają wpływ na nasze portfele wbrew temu co niektórzy tu wypisują.



jan888
Glapinski w 100% mija się z prawdą i obleśny sposób kłamie ludziom w twarz mając ich za głupców. To NBP wydrukował ponad 136 mld zł i wpuścił je w obieg. To PIS zwiększył o około 100% dług Polski (z 925 do 1500 mld zł plus dlug ukryty w BGK i Funduszach) i wpuścił kasę w obieg. Przy zerowych stopach efekt może Glapinski w 100% mija się z prawdą i obleśny sposób kłamie ludziom w twarz mając ich za głupców. To NBP wydrukował ponad 136 mld zł i wpuścił je w obieg. To PIS zwiększył o około 100% dług Polski (z 925 do 1500 mld zł plus dlug ukryty w BGK i Funduszach) i wpuścił kasę w obieg. Przy zerowych stopach efekt może być tylko jeden: gigantyczna inflacja i szmacenie się złotówki, z czym mamy właśnie do czynienia. Za skandaliczną i antypolską politykę monetarną PISowcy u władzy powinni stanąć przed Trybunałem Konstytucyjnym.
mikimysz
Ma wpływ i to jak najbardziej, stopy procentowe 7% zastopowałyby run na towary a umocniona złotówka spowodowałaby spadek cen paliw, surowców frachtów itp, jedynym poszkodowanym byłby rząd któremu zmniejszyłyby się wpływy z podatków
xxpp
Inflacja dawno doszła do 10-20%. Oczywiscie w przypadku towarów i usług z których naprawdę na co dzień korzystają ludzie.
Może karnety na taniec towarzyski potaniały i to obniża nam oficjalną inflację?

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki