REKLAMA
TYLKO U NAS

Prokuratura zajmie się Rzeczniczką Praw Dziecka. Jest zawiadomienie w sprawie rodziny z Białołęki

2026-09-25 14:25
publikacja
2026-09-25 14:25
Dodaj Bankier.pl w Google

Prokuratura Krajowa poinformowała w piątek, że otrzymała zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, m.in. przekroczenia uprawnień, przez rzeczniczkę praw dziecka Monikę Horną-Cieślak.

Prokuratura zajmie się Rzeczniczką Praw Dziecka. Jest zawiadomienie w sprawie rodziny z Białołęki
Prokuratura zajmie się Rzeczniczką Praw Dziecka. Jest zawiadomienie w sprawie rodziny z Białołęki
/ Rzecznik Praw Dziecka

Informację o zawiadomieniu PK opublikowała w serwisie X.

Chodzi o podejrzenie popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia.

Zawiadomienie ma zostać rozpoznane przez Prokuraturę Okręgową w Szczecinie. Ma ono związek z interwencją dotyczącą rodziny z warszawskiej Białołęki, opisaną w środę przez portal Zero.pl.

Według artykułu Monika Horna-Cieślak – będąc świadkiem ulicznego incydentu z udziałem dziecka – podjęła działania, które doprowadziły do przymusowego odebrania biologicznym rodzicom dwojga dzieci.

Scammingout

O złożeniu zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez Horną-Cieślak poinformował m.in. poseł Paweł Jabłoński (Rozwój Plus).

„Prokuratura powinna bardzo pilnie zabezpieczyć całość dokumentacji i korespondencji między panią Rzecznik a jej pracownikami, policją, kuratorem i sądem. Powinno to nastąpić jeszcze dziś, tak aby nikt nie mógł nawet spróbować w jakikolwiek sposób mataczyć w tym zakresie" – napisał Jabłoński w serwisie X. „Prokurator powinien zwrócić się do Sejmu o wyrażenie zgody na pociągnięcie pani Rzecznik do odpowiedzialności karnej" – dodał.

Do opisanego przez portal Zero.pl zdarzenia doszło w sierpniu tego roku. Według portalu Horna-Cieślak, spacerując chodnikiem na warszawskiej Białołęce, zauważyła kobietę, która szarpała swoje dziecko i na nie krzyczała. Rzeczniczka zwróciła jej uwagę, na co kobieta odpowiedziała, używając wulgarnych słów. O sprawie Horna-Cieślak zawiadomiła policję, która pod presją, jak twierdzi portal, wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci, co skutkowało umieszczeniem trzy- i czterolatka w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Portal, powołując się na słowa sądu rodzinnego, podał, że podjęte przez RPD działania „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej», a „machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia".

W rozmowie z PAP RPD odparła te zarzuty, tłumacząc, że działała w ramach swoich kompetencji, w trosce o bezpieczeństwo dzieci, a rodzina, której dotyczyła interwencja, była znana służbom i była m.in. objęta procedurą Niebieskiej Karty.

W środę posłowie Rozwoju Plus, PiS oraz Konfederacji – w odpowiedzi na publikację – zapowiedzieli złożenie wniosków o odwołanie Hornej-Cieślak ze stanowiska RPD.

Katarzyna Czarnecka (PAP)

ksc/ joz/

Najlepsze produkty finansowe znajdziesz w naszej porównywarce - SPRAWDŹ
Źródło:PAP
Tematy
W którym banku niskie koszty i spora premia na start? Ranking kont firmowych z ofertą walutową
W którym banku niskie koszty i spora premia na start? Ranking kont firmowych z ofertą walutową

Komentarze (2)

dodaj komentarz
samsza
Ludzie w stresie polegają na tym co usłyszeli, czego "się nauczyli" lub co stosowali, robią to automatycznie.
Rozumiem, że matka jak widzi dziecko pachające się na ulicę lub chce powiedzieć namolnej kobiecie żeby się odwaliła, to użyje słowa na "k" ale zakończone na "a" (w obu przypadkach), jeszcze
Ludzie w stresie polegają na tym co usłyszeli, czego "się nauczyli" lub co stosowali, robią to automatycznie.
Rozumiem, że matka jak widzi dziecko pachające się na ulicę lub chce powiedzieć namolnej kobiecie żeby się odwaliła, to użyje słowa na "k" ale zakończone na "a" (w obu przypadkach), jeszcze się nie spotkałem z przypadkiem, tak zimnokrwistego człowieka, co by po wkurzeniu przez obcą kobietę użyłby słowa na "k", ale z końcówką "o". Słowo k na a i potem odwal się, to słyszałem wiele razy, nawet dzieci dziś tak mówią. Tak żeby ktoś k zakończone na o mówił, to w normalnym życiu nie słyszałem. Pani urzędniczka twardo twierdzi, że ją i dziecko "nazwano", tu musiałaby być końcówka "o". Dla mnie niewiarygodne kompletnie, choć w Białołęce nie byłem i nie znam ludzi tam mieszkających, jak mówią.

Powiązane: Dzieci

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki