Do zrozumienia dzisiejszej reakcji należałoby wczuć się w dość specyficzny sposób myślenia amerykańskiego zarządzającego funduszem inwestycyjnym. Na starcie przeżył on srogie rozczarowanie, jakim były dane z rynku pracy. Symboliczny (+39 tys.) wzrost zatrudnienia w listopadzie kontrastował z oczekiwaniami ekonomistów, którzy liczyli na 150 tys. lub nawet 200 tys. nowych etatów. W ankiecie Bloomberga największy pesymista typował wzrost o 75 tysięcy. Stopa bezrobocia wzrosła z 9,6% do 9,8%.
Dane mogły być więc szokujące: giełdy w Europie oraz kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy poszły ostro w dół. Ale równocześnie kurs EUR/USD wystrzelił w górę. Tok myślenia był banalnie prosty: gorsze dane, to nowe interwencje Fed-u. A świeża gotówka to szansa na wyższe ceny akcji w przyszłości. Stąd też brała się zwyżka cen ropy naftowej, której cena osiągnęła najwyższy poziom od sierpnia ’08, przekraczając 91 USD (Brent) za baryłkę.
Drożały więc akcje spółek wydobywczych, co dało wsparcie giełdowym bykom. Pretekstu do kupowania akcji mógł dostarczyć także minimalnie wyższy od prognoz odczyt indeksu ISM dla sektora usług. Wskaźnik ten wzrósł z 54,3 do 55,0 pkt. wobec oczekiwanych 54,9 pkt. Taki rezultat wskazuje na umiarkowane ożywienie w kluczowym sektorze amerykańskiej gospodarki.
Reakcja rynku nie była jednak natychmiastowa. S&P500 przez większość dnia kręcił się poniżej poziomu z czwartkowego zamknięcia. Zlecenia kupna napłynęły dopiero w ostatniej godzinie handlu, wynosząc ten najważniejszy wskaźnik giełdowej koniunktury na wysokość tegorocznego szczytu (a więc 1.225 punktów).
W skali całego tygodnia S&P500 urósł o 2,9%, Dow Jones poszedł w górę o 2,3%, a Nasdaq zyskał 2,2%. Piątkowa sesja pokazała, że sporej grupie uczestników rynku zależy na dobrym zakończeniu roku, co zwiększa szanse na rajd św. Mikołaja i nowe rekordy minihossy. Choć dzisiejszy raport z Departamentu Pracy zasiał nieco zwątpienia w przyszłość ożywienia gospodarczego w USA, to inwestorzy cały czas pamiętają, iż Fed drukuje pieniądze, co w dłuższej perspektywie dyskredytuje obligacje jako konkurencję dla akcji.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl
Zobacz też:
» Najciekawsze wydarzenia nadchodzącego tygodnia
» Rozczarowanie z amerykańskiego rynku pracy
» Załóż własny sklep internetowy
» Najciekawsze wydarzenia nadchodzącego tygodnia
» Rozczarowanie z amerykańskiego rynku pracy
» Załóż własny sklep internetowy





























































