Już blisko co trzecia firma z sektora przetwórczego twierdzi, że niedobory surowców, materiałów i komponentów są dla nich barierą rozwojową - wynika z badania GUS. Z kolei w budowlance prawie 6 na 10 firm skarży się na ceny.


Biznes nadal boryka się z konsekwencjami wąskich gardeł w łańcuchach dostaw w obliczu silnego popytu krajowego i zagranicznego. Udział firm wytwórczych, dla których barierą jest niedobór surowców, materiałów i półfabrykatów, wzrósł do rekordowego poziomu 28 proc. - zauważają analitycy PKO BP. "Sugeruje to, że to nie popyt, a zakłócenia po stronie podaży ograniczają wzrost produkcji" - wskazują ekonomiści ING Banku Śląskiego.
Trudności w pozyskiwaniu surowców i materiałów są najdotkliwsze w branżach: drzewnej i meblarskiej, metalowej oraz wszystkich branżach produkujących urządzenia, maszyny, pojazdy i części - podają eksperci.
Firmy z sektora budowlanego skarżą się z kolei nie tyle na niedobory, co ceny materiałów. Jako barierę dla rozwoju działalności tę opcję wskazuje blisko 60 proc. ankietowanych przez GUS.
W przemyśle firmy skarżą się na niedobory materiałów, surowców i komponentów, w budownictwie - na ich ceny. Lipiec i sierpień - rekord. pic.twitter.com/C52yPITv2n
— Analizy Pekao (@Pekao_Analizy) August 24, 2021
Tym niemniej w przypadku obu sektorów najczęściej wskazywaną barierą pozostają koszty pracy. Szybko rośnie również liczba deklarujących niedobory wykwalifikowanych pracowników. "Natężenie tego zjawiska jest jednak w większości branż mniejsze niż było przed pandemią. W ciągu kilku miesięcy możliwy jest jednak wzrost odsetka firm zmagających z niedoborem pracowników powyżej poziomów sprzed lutego 2020" - zauważają ekonomiści PKO BP.

"Po przejściowym spadku wzrósł też nieco udział firm, które jako barierę wskazują niejasne, niespójne i niestabilne przepisy prawne. To być może efekt rosnących obaw o skutki zmian w >>Polskim ładzie<<, których konsultacje społeczne mają zakończyć się w tym miesiącu" - komentują analitycy ING.
Utrzymujące się niedobry i wysokie ceny czynników produkcji przekładają się na presję inflacyjną. Ceny konsumenckie i producenckie rosną w Polsce w najszybszym tempie od niemal dekady. Ekonomiści oczekują, że w przyszłym roku inflacja nieco zwolni, ale utrzyma się zdecydowanie powyżej celu NBP wynoszącego 2,5 proc.
"W badaniach koniunktury GUS w sierpniu widoczny był spadek oczekiwań inflacyjnych konsumentów i przedsiębiorstw (handlowych i przemysłowych). W przypadku firm pozostają one na historycznie wysokich poziomach, a w przypadku konsumentów na wysokich, ale istotnie niższych niż na początku 2020" - wskazują eksperci z PKO BP. Oczekiwania inflacyjne - szczególnie ich "odkotwiczenie", czyli oderwanie się od poziomów zbliżonych do właściwych w oczach banku centralnego - są istotnym paliwem dla wzrostu cen. Kupujący, czyli odbiorcy cen, spodziewający się wyższej inflacji łatwiej akceptują (a raczej przyjmują) wyższe ceny, a sprzedający, czyli wyznaczający ceny, sugerują w oczekiwaniach, że będą je podnosić.
Maciej Kalwasiński




























































