Rzecznik MON Janusz Sejmej podkreślił w rozmowie z PAP, że nieprawdą są ostatnie doniesienia ukraińskich mediów dotyczące rzekomego wstrzymania polskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy. Dodał jednocześnie, że ostatnie decyzje ukraińskich władz negatywnie wpływają na relacje polsko-ukraińskie.


Ukraińskie portale RBK-Ukraina i Europejska Prawda podały w środę wieczorem, że Polska wstrzymała pakiet pomocy zbrojeniowej dla Ukrainy w związku z decyzją Lwowskiej Rady Obwodowej o ustanowieniu roku 2027 rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i jej dowódcy Romana Szuchewycza.
Oba serwisy przedstawiły tak samo brzmiący cytat, informując, że uzyskały go od jednego anonimowego źródła. RBK-Ukraina określiło je mianem „poinformowanego źródła”, a Europejska Prawda - „źródła w ukraińskim rządzie”. „Z powodu ich (władz we Lwowie - PAP) nieodpowiedzialnych działań dostawy w ramach tego pakietu zostały wstrzymane” - napisały portale za źródłem. Informator dodał, że trwają intensywne działania prowadzone niejawnymi kanałami na rzecz rozwiązania tego „sztucznie wywołanego” problemu.
Rzecznik MON Janusz Sejmej pytany w czwartek przez PAP o te doniesienia odparł: "nie jest to prawda".
Zaznaczył jednocześnie, że ostatnie decyzje ukraińskich władz, w tym wtorkowa decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej, „negatywnie wpływają na relacje polsko-ukraińskie”.

Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk w czwartkowym programie "Tłit" WP odnosząc się do doniesień ukraińskich serwisów poinformował, że chciałby je jednoznacznie zdementować. Jak cytuje WP, wiceszef MON powiedział, że "Polska tak jak do tej pory pomaga i będzie pomagać Ukrainie, bo to jest również polski interes narodowy".
Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła we wtorek rok 2027 rokiem UPA, Szuchewycza oraz działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Ołeha Olżycza.
Postanowienie spotkało się z krytyką przedstawicieli polskich władz, w tym premiera Donalda Tuska.
Wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski podpisał wniosek o wpisanie na listę osób niepożądanych w Polsce radnego obwodu lwowskiego Swiatosława Szeremety, inicjatora pomysłu ustanowienia 2027 rokiem Romana Szuchewycza. W środę po południu minister spraw wewnętrznych MNarcin Kierwiński przekazał, że Szeremeta został wpisany do rejestru osób niepożądanych z zakazem wjazdu i pobytu w państwach strefy Schengen do 20 października 2031 roku.
MSZ Ukrainy oświadczyło w środę, że decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej dotycząca wrażliwych kwestii historycznych w relacjach z Polską przynosi skutki odwrotne do zamierzonych w ramach działań na rzecz porozumienia.
Zastępczyni szefa Biura Prezydenta Ukrainy Iryna Wereszczuk zaapelowała w środę do radnych Lwowskiej Rady Obwodowej, by powstrzymali się od podejmowania decyzji, które mogą zaszkodzić relacjom z Polską i podkreśliła, że na takich napięciach korzysta tylko Rosja.
Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), w tym postać Szuchewycza - jednego z jej liderów - pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Według polskich historyków w lipcu 1943 r. oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA. Polska uznaje zbrodnie popełnione na ludności polskiej za ludobójstwo, natomiast wielu ukraińskich historyków i polityków interpretuje je jako element szerszego konfliktu polsko-ukraińskiego, za który odpowiedzialność ponosiły obie strony.
Pod koniec maja decyzją prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego nazwę „bohaterów UPA” nadano jednej z jednostek wojskowych, co w efekcie doprowadziło do zaostrzenia relacji między Kijowem a Warszawą. (PAP)
iwo/ par/ ktl/





























































