Hollywood ma ich dość, więc jak syn marnotrawny wraz z rodziną wracają na Wyspy Brytyjskie, licząc na reset zarówno w stosunkach z Karolem III i całą rodziną królewska oraz społeczeństwem. Niedoczekanie. Sami strzelają sobie bowiem w stopę i to z bazuki, rzucając na lewo i prawo oskarżenia o "niechęci do pojednania". A to wszystko w atmosferze skandalu z wielomilionowymi rachunkami do zapłacenia.


- Co Cię sprowadza do Wielkiej Brytanii? - takie pytanie zadał dziennikarz GQ księciowi Harry'emu i jest ono oczywiście dla wszystkich, którzy śledzą losy Windsorów nie tylko w Netflixie. Odpowiedź, która pada, zadziwia. - Nowe możliwości dla mnie i dla rodziny. Posłanie dzieci do szkół na Wyspach [...] Bycie bliżej rodziny - odpowiada książę. W tym momencie królewscy komentatorzy złapali się z niedowierzaniem za głowy. Na nich przecież nic nie czeka. Zero ofert pracy. Nikt z rodziny nie chce z nimi rozmawiać.
Jak wskazuje jeden z dziennikarzy Piers Morga Sussexowie wrócili, bo są prawie bankrutami i pojawiając się na brytyjskiej ziemi, chcą odzyskać trochę królewskiego blasku, który kilka lat temu załatwił im wielomilionowe kontrakty z Netflixem, wydawcami i innymi gigantami z branży rozrywkowej. Obecnie za oceanem należą do hollywoodzkich pariasów. W kuluarach mówi się, że nawet sprzyjający im Ted Sarandos z Netflixa nie rozmawia z Meghan Markle i księciem Harrym bez prawników w tym samym pokoju lub na nasłuchu. Producent wykonawczy Bill Simmons nazwał ich w wywiadzie wprost: "naciągaczami". Co więc mówi, kiedy mikrofony są wyłączone? Można się jedynie domyślać.
Sussexowie za wszelką cenę chcą zwrócić na siebie uwagę
Ale nie można znowu obsypać się monarszym splendorem, jeśli się nie widuje z "pracującymi członkami rodziny". Jak na razie po maksymalnie godzinnym spotkaniu w wakacje, w którym król Karol III widział się z synem, następnie z wnukami i synową, nie widać na horyzoncie żadnych wspólnych spotkań. Są za to desperackie próby zwrócenia uwagi publicznej i być może Korony, dokonywane przez Sussexów.
Najpierw zapisali dzieci do szkoły w Oxfordzie, ale zaledwie po dwóch dniach zostały przeniesione do innej. Oficjalnie z powodu paparazzi, którzy się pojawili w okolicy oraz "niedotrzymaniu" zasad bezpieczeństwa. Jak się okazało, z powodu wszechobecnych w okolicy korków, o których już krążą legendy, jedno auto cywilne wjechało w środek klikusamochodowej kolumny z ochroniarzami Sussexów. Przypomnijmy, że to elitarna szkoła, do której chodzą dzieci milionerów zamieszkujących okolice miasta. Przyciemnione szyby w większości pojazdów zapewniały anonimowość pasażerów. Skąd takie aż paranoiczne obawy pary książęcej? Jak się okazuje, nie spodziewali się oni takich zatorów ulicznych, gdyż próbne przejazdy z ich domu do szkoły zostały przeprowadzone... podczas wakacji. Teraz dzieci przenieśli do wiejskiej szkoły w okolicach Cotswolds, gdzie czesne wynosi około 35 tys. funtów miesięcznie za jedno dziecko.

Potem, żeby przedstawienia było mało, w ważnym dla rodziny królewskiej tygodniu z powodu wizyty sułtana Omanu, który przybył do Londynu wraz z rodziną, postanowili odtworzyć quasikrólewską wizytę w organizacjach charytatywnych ważnych dla zmarłej królowej Elżbiety II w Nottingham i dać wywiad - kojeny już - tym razem dla magazynu GQ dla mężczyzn, w którym rozprawia się o modzie, stylu życia, polityce i sporcie.
Książę Harry wbija szpilę bratu, promując kurs za 100 tys. dolarów
W nim książę Harry pokreślił, że żałuje skomplikowanych relacji z ojcem i bratem, deklarując jednocześnie chęć ich naprawienia. Zaraz jednak potem dodał, że "blizny pozostają na zawsze [...], a wraz z Meghan stoczyliśmy bitwy, które były niezbędne, ale mam nadzieję, że wszyscy możemy zamknąć ten rozdział".
Dodał jednak, że "są osoby, które nie chcą, by pojednanie się udało".
No i się zaczęło. Już kilka godzin później rzecznik Sussexów musiał informować media, że "absolutnie nie miało to być uderzenie w jego brata ani żadnego innego członka rodziny. Komentarz ten został wygłoszony w kontekście ogólnym i w żaden sposób nie był skierowany do jego rodziny". Tak, tak, oczywiście Harry. Na pewno.
Choć wywiad zrobiony został we wrześniu, to Harry zdecydował się zgodzić na jego publikację w dniu tak ważnej wizyty. Terminy bowiem w tego typu magazynach są ustalane wraz z występującymi, którzy mogą je przesuwać ze względu np. na zbliżające się premiery. Co więcej, wywiad był elementem promocji jego kursu internetowego MasterClass na temat żałoby, za który zainkasował czek w wysokości ok. 100 tys. dolarów.
Tak Harry spalił za sobą wszystkie mosty i drogi dojazdowe do nich
To wywołało irytację wśród wysokich przedstawicieli rodziny królewskiej. Podczas gdy Pałac Buckingham i Pałac Kensington zachowały milczenie wraz ze złotą zasadą Windsorów: "never complain, never explain", inni już nie gryźli się w języki, komentując kolejny apel Harry'ego o "rodzinny pokój".
Czy on naprawdę myśli, że po ostatnich kilku latach wszyscy cierpią na zbiorową amnezję? - to jeden z nich.
Harry i William mają ze sobą nie rozmawiać już od czterech lat. Po megxicie, czyli rezygnacji z królewskich obowiązków w 2020 roku, Sussexowie wyjechali najpierw do Kanady, by następnie przenieść się do Montecito w USA i zacząć karnawał żali. W wywiadzie dla Oprah Winfrey oskarżyli rodzinę królewską o rasizm. W wydanej autobiografii Harry'ego "Ten drugi" [oryg. "Spare], określił swojego brata mianem arcywroga, który rzucił go o podłogę w czasie kłótni o Meghan [a dokładniej o oskarżenia o mobbing, jakie wobec niej padały, ale o tym już nie napisał], zdradzając jednocześnie jego intymne szczegóły. Nie wspominając o paradokumencie Netflixa, który zachwiał w posadach Commonwealthem.
Finansowe problemy Sussexów na Wyspach
W lipcu wraz z innymi książę Harry przegrał sprawę sądową o wartości 50 milionów funtów, po tym, jak sędzia oddalił zarzuty, jakie wysunęli przeciwko Associated Newspapers, wydawcy gazety „Daily Mail”. Musi on teraz uiścić rachunek w wysokości:
- nakazanej przez sąd natychmiastowej zaliczki w wysokości: 9,54 mln funtów,
- gdy całkowity koszt procesu, jaki poniósł wydawca to: 35,5 mln funtów.
Kwota ubezpieczenia to 16 mln funtów.
Do tego dochodzą codzienne koszty ochrony. Rachunek w USA opiewał od 2 do 3 mln dolarów rocznie. Dlatego wraz z przeprowadzką do Wielkiej Brytanii Harry liczył, że podatnicy przejmą to brzemię na siebie. Szacuje się, że teraz koszty te opiewają na około 5 mln funtów rocznie. Zarówno rząd, jak i pałac stoją na stanowisku, że ochrona Sussexów to ich prywatna sprawa. Nie jest znana jeszcze decyzja RAVEC (czyli Komitetu Wykonawczego ds. Rodziny Królewskiej i Osób Publicznych), która miała dokonać ponownej oceny poziomu bezpieczeństwa rodziny księcia Harry'ego.
opr. aw



























































