22 października 2026 roku był ostatnim dniem handlu akcjami InPostu na giełdzie Euronext w Amsterdamie. 23 października nastąpiło ich formalne wycofanie z obrotu. W ten sposób zakończył się blisko sześcioletni rozdział w historii spółki, w którym była obecna na holenderskim parkiecie. Co wycofanie z giełdy oznacza dla przyszłości lidera automatów paczkowych, układu sił w firmie i samych użytkowników Paczkomatów?


Wykup akcji InPostu przez międzynarodowe konsorcjum z udziałem funduszu Advent International, giganta logistycznego FedEx, czeskiej grupy PPF oraz wehikułu A&R Investments Rafała Brzoski został sfinalizowany.
Datę pożegnania spółki z rynkiem publicznym podano 8 października, kiedy oficjalnie potwierdzono, że po zakończeniu dodatkowego okresu przyjmowania zapisów konsorcjum skupiło łącznie 98,49% wszystkich akcji.
Przekroczenie pułapu 95% otworzyło ścieżkę do przymusowego wykupu resztek papierów pozostających w rękach drobnych inwestorów. Spółka wyznaczyła termin delistingu na 23 października, co oznaczało, że ostatnie transakcje na akcjach InPostu w Amsterdamie zawarto w czwartek, 22 października. Rozliczenie transakcji z dogrywki zapisów oraz wypłata gotówki dla sprzedających nastąpiły 14 października.
Od tajemniczej oferty do 7,8 mld euro. Jak przejmowano InPost
Procedura przejęcia InPostu trwała prawie 10 miesięcy i rozpoczęła się od spekulacji na początku roku. 6 stycznia 2026 roku spółka zaskoczyła rynek lakonicznym komunikatem o otrzymaniu wstępnej, niewiążącej oferty przejęcia wszystkich akcji. Towarzyszący informacji gwałtowny skok obrotów wywołał spekulacje analityków, którzy wskazywali, że InPost może pójść śladami Comarchu i zniknąć z giełdy.

Karty odkryto miesiąc później. 9 lutego konsorcjum złożone z Advent International, FedEx, PPF i A&R Investments oficjalnie ogłosiło porozumienie w sprawie oferty nabycia 100% akcji po cenie 15,60 euro za sztukę, wyceniając całą Grupę InPost na 7,8 mld euro.
Choć cena zawierała ponad 50-procentową premię względem kursu z poprzednich miesięcy, okazała się nieco niższa niż 16 euro płacone podczas głośnego IPO z 2021 roku. Władze spółki przekonywały jednak, że od debiutu "zmieniły się warunki rynkowe", a oferta leży w najlepszym interesie akcjonariuszy.
Skala operacji wymagała zgód regulatorów w wielu jurysdykcjach, a agencja Moody's poddała rating InPostu pod przegląd z uwagi na zadłużenie zaciągane na sfinansowanie zakupu. 18 sierpnia Komisja Europejska wydała zgodę na przejęcie, oceniając, że profile InPostu i FedExu uzupełniają się i nie zagrażają rynkowej konkurencji.
Pod koniec września wzywający uznali ofertę za bezwarunkową i niepodważalną, co po zebraniu blisko 90% akcji i dodatkowym terminie zapisów otworzyło prostą drogę do sfinalizowania delistingu.
Drugi delisting w historii InPostu. Powrót do sprawdzonego modelu
Dla InPostu i Rafała Brzoski nie jest to pierwsze pożegnanie z parkietem. W 2015 roku spółka weszła na GPW w Warszawie, zmagając się niedługo później z problemami płynnościowymi po wojnie cenowej na rynku tradycyjnych przesyłek listowych i przy kosztownej budowie sieci maszyn.
W 2017 roku po zaledwie dwóch latach obecności na GPW, spółkę zdjął z warszawskiego parkietu fundusz Advent International (ten sam, który uczestniczył w najnowszym delistingu).
Bez presji kwartalnych sprawozdań i z nowym finansowaniem, firma postawiła wszystko na automaty paczkowe, co zaowocowało dużym sukcesem i powrotem na parkiet w styczniu 2021 roku. Tym razem debiut nastąpił w Amsterdamie. W ramach największego na tamten czas technologicznego IPO w Europie InPost pozyskał 2,8 mld euro.
Wycofanie z Euronext w październiku 2026 roku to zatem drugi delisting w historii firmy, za którym znów stoi Advent oraz plany rozwoju biznesy poza giełdą.
Co dalej ze spółką i Rafałem Brzoską?
W sensie formalno-własnościowym InPost nigdy nie należał w całości do swojego założyciela - przed wezwaniem Rafał Brzoska kontrolował 12,49% akcji poprzez wehikuł A&R Investments.
W nowej, prywatnej strukturze Advent International oraz FedEx Corporation dysponują równorzędnymi pakietami po 37% udziałów, A&R Investments zwiększyło swój stan posiadania do 16%, a czeska grupa PPF zachowała 10%.
Taki układ oznacza, że polski przedsiębiorca zwiększył swój udział kapitałowy w spółce. Przede wszystkim jednak Rafał Brzoska pozostaje na stanowisku prezesa zarządu i wciąż osobiście kieruje spółką. Główna siedziba operacyjna oraz kluczowa kadra menedżerska pozostaną w Polsce.
Dla majątku Brzoski transakcja oznacza umocnienie pozycji na liście najbogatszych Polaków, opierając się na wycenie całego podmiotu na poziomie 7,8 mld euro. Równorzędny podział sił między Adventem a FedExem wyklucza zaś obecność jednego dominującego akcjonariusza, co daje prezesowi mocną pozycję operacyjną.
Co zmienia się dla klientów Paczkomatów?
Dla użytkownika odbierającego i nadającego przesyłki wycofanie InPostu z giełdy nie przyniesie żadnych negatywnych zmian. Paczkomaty, aplikacja InPost Mobile oraz cała sieć logistyczna funkcjonują bez zmian pod dotychczasową marką. Jednocześnie transakcja otwiera drogę do integracji z globalną infrastrukturą FedExu, docierającą do 220 krajów i terytoriów.
W praktyce może oznaczać to, że w przyszłości z poziomu osiedlowego Paczkomatu w Polsce będzie można w prosty sposób nadać przesyłkę bezpośrednio do USA czy Azji. Za pozyskany kapitał konsorcjum zamierza również kontynuować agresywną ekspansję we Francji, Włoszech, Wielkiej Brytanii czy na Półwyspie Iberyjskim.
Jedyna realna zmiana dotyka inwestorów indywidualnych. Drobni gracze, którzy przez ostatnie lata uczestniczyli we wzroście biznesu na giełdzie, stracili możliwość zakupu akcji polskiego giganta logistyki. W ostatni tydzień października InPost wkroczył już jako całkowicie prywatna spółka.
Oprac. Michał Misiura


























































