Po styczniowym posiedzeniu kierownictwa Rezerwy Federalnej chyba nikt nie oczekuje podniesienia stóp procentowych. Ale rynek od tygodni stopy podnosi samodzielnie. I to w dość szybkim tempie.


Ostatnia podwyżka stóp procentowych w Fedzie miała miejsce 13 grudnia. Wówczas to przedział stopy funduszy federalnych zgodnie z oczekiwaniami rynku został podniesiony o 25 punktów bazowych do 1,25-1,50 proc. Według danych nowojorskiego oddziału Rezerwy Federalnej 29 stycznia efektywna stopa funduszy federalnych wyniosła 1,42 proc. I dokładnie na tym poziomie była utrzymywana od początku 2018 roku.
Dziś o 20:00 poznamy najnowszy komunikat Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) – czyli amerykańskiego odpowiednika Rady Polityki Pieniężnej ustalającego stopę funduszy federalnych. Na rynku powszechnie oczekuje się utrzymania ceny pieniądza bez zmian. Kolejna podwyżka o 25 pb. oczekiwana jest dopiero w marcu (rynek terminowy wycenia jej prawdopodobieństwo na 72 proc.), a następna we wrześniu bądź grudniu.
Za to rynkowe stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych dość szybko rosną. I to od wielu tygodni. W poniedziałek rentowność amerykańskich obligacji 2-letnich sięgnęła 2,16 proc., wspinając się na najwyższy poziom od września 2008 roku. Dla porównania, jeszcze we wrześniu rentowność 2-latek wynosiła tylko 1,25 proc. Mamy zatem wzrost o 90 punktów bazowych w niespełna 5 miesięcy!
Koszty kredytu w Ameryce wciąż są bardzo niskie, jak na historyczne standardy, lecz w ostatnim czasie dość szybko rosły. Podobnie rzecz ma się chyba z najpopularniejszą bankową stopą procentową świata. Dolarowy trzymiesięczny Libor wynosi już 1,75 proc., choć rok temu ledwo przekraczał 1 proc. Libor 12M dla dolara osiągnął poziom 2,23 proc., startując z niespełna 1,7 proc. we wrześniu.
A tymczasem w strefie euro...
...trzymiesięczny Libor EUR w dalszym ciągu plasuje się PONIŻEJ ZERA i aktualnie wynosi ok. -0,38 proc. Można się wręcz doszukać minimalnej tendencji spadkowej. Lekki ruch w górę wykonały rentowności obligacji skarbowych w eurolandzie, ale wciąż jeszcze daleko im do stanu choćby trochę przypominającego normalność. Niemieckie obligacje skarbowe do 5-latek włącznie nadal „oferują” ujemną rentowność – czyli gwarantowaną utratę kapitału w terminie do wykupu. 10-letnie papiery RFN płacą zaledwie 0,67 proc.
W pobliżu zerowej dochodowości notowane są obligacje francuskie (od -0,4 do 0,95 proc. w przypadku 10-latek). Nawet 10-letnie obligacje takiego potencjalnego bankruta jak Włochy (ponad 130 proc. PKB długu publicznego i rachityczny wzrost gospodarczy) oferują mniejszy dochód (2,00 proc.) od analogicznych obligacji rządu Stanów Zjednoczonych (2,70 proc. - najwięcej od czterech lat).
Czy tylko mi się wydaje, że coś tu nie gra? Jak to możliwe, że władze USA muszą płacić wyższe odsetki niż rządy Włoch czy Węgier? Że pomimo ciągle rosnącej różnicy stóp procentowych na rzecz dolara amerykańska waluta od miesięcy systematycznie osłabia się względem euro? Dlaczego rynek akcji w Ameryce śrubuje historyczne rekordy, skoro opłacalność trzymania akcji względem obligacji skarbowych cały czas zanika? Obecna stopa dywidendy dla indeksu S&P 500 to zaledwie 1,7 proc., podczas gdy dochodowość obligacji 30-letnich zbliża się do 3 proc.?
Być może zachowanie rynku jest
w pełni racjonalne i za jakiś czas dowiemy się, dlaczego skrajnie
przewartościowane akcje wciąż drożeją, ujemnie oprocentowane euro zyskuje wobec
dolara. Albo też będzie, jak mawiał J.M. Keynes, że rynek potrafi być
nieracjonalny dłużej, niż inwestor pozostaje wypłacalny. Niemniej jednak szybko
rosnące stopy procentowe za Atlantykiem mogą za jakiś czas doprowadzić do
turbulencji na giełdach i foreksie.




























































