Po kilku dniach bezowocnych prób w środę nad ranem notowania euro wreszcie na dłużej zeszły poniżej poziomu 4,20 zł. Momentami europejska waluta kosztowała nawet mniej niż 4,19 zł i była najtańsza od czerwca.


O 9:55 na rynku międzybankowym za euro płacono 4,1950 zł. Wcześniej kurs EUR/PLN spadł nawet do 4,1882 zł, tym samym wyznaczając najniższy poziom od połowy czerwca.
Tegoroczne minimum na parze euro-złoty odnotowano 16 maja, na poziomie 4,1572 zł. Po wyłamaniu się kursu EUR/PLN z konsolidacji w przedziale 4,22-4,26 zł majowe minimum wydaje się być najbardziej oczywistym celem. Tym bardziej, że złotemu sprzyja statystyka – grudzień jest dla polskiej waluty jednym z trzech najlepszych miesięcy w roku.
Złotemu sprzyjają nie tylko bardzo dobre dane z polskiej gospodarki – produkcja przemysłowa w październiku rosła w najszybszym tempie od ponad 7 lat, płace rosną w tempie ponad 6 proc. rocznie i nawet budżet państwa po pierwszych 10 miesiącach roku notuje niewidzianą od przynajmniej ćwierćwiecza nadwyżkę przy realnym wzroście PKB przekraczającym 4 proc. rocznie.
Ale polskiej walucie służą też znakomite nastroje na rynkach finansowych. Widząc kolejne rekordy wszech czasów na nowojorskich parkietach, inwestorzy coraz chętniej poszukują tańszych i bardziej perspektywicznych aktywów na rynkach wschodzących (emerging markets). Indeksy rynków akcji i obligacji EM notowane są na najwyższych poziomach od 9-10 lat.
KK
































































